Reklama

Reklama

Paweł Fajdek: Ustabilizować się na poziomie 79-80 metrów

Paweł Fajdek (Agros Zamość) po małych kłopotach zdrowotnych wiosną, wraca do formy. W pierwszym starcie, w niedzielę w Łodzi, w mistrzostwach Polski AZS wygrał konkurs rzutu młotem - 79,02, o dwa centymetry lepszym od wskaźnika PZLA na mistrzostwa świata.

To obecnie najlepszy rezultat na świecie. Podopieczny Czesława Cybulskiego przekroczył 79 metrów, mimo że ma jeszcze zaległości treningowe.

Reklama

Po nieudanym występie na igrzyskach, przed którymi często wymieniany był, nawet przez zagranicznych ekspertów, jako ten, który w Londynie może powalczyć o medal, chce w tym roku ustabilizować formę na poziomie 79-80 metrów. 23-letni zawodnik w igrzyskach spalił w eliminacjach wszystkie trzy próby.

"To były moje pierwsze igrzyska, ale na pewno nie chodziło o to, że spaliłem się psychicznie. Popełniłem błędy techniczne i dlatego tak się stało. Ale o tym już zapomniałem, teraz realizuję plan na Moskwę. W tym roku trenuję tak samo - ciężko, długo, monotonnie, ale inaczej wyglądać to nie może. Miałem trochę więcej problemów w sezonie przygotowawczym i mam drobne zaległości z marca, ale mam nadzieję, że ustabilizuję formę w granicach 79-80 metrów" - powiedział w rozmowie z PAP.

Wiosną pochodzący z Żarowa Fajdek skręcił staw skokowy, później w kuchni przeciął palec. "I nagle nie mogłem rzucać, ale nadrabiam treningi i zaczyna to jakoś wyglądać. Dlatego też sezon zacząłem trochę później niż w zeszłym roku. Na początku nie spodziewam się mocnych wyników. Trening jest tak ułożony, żebym był w najwyższej formie w mistrzostwach świata w Moskwie" - zaznaczył.

Często rzut młotem traktowany jest przez organizatorów po macoszemu. Zawody czasami odbywają się nawet na innych stadionach lub o bardzo wczesnej porze.

"To kwestia bezpieczeństwa, a przynajmniej w ten sposób nazywają to organizatorzy. Nie chcą nas wpuszczać, gdy na bieżni rozgrywane są inne konkurencje. Podejrzewam, że żadnemu z moich kolegów nie przeszkadzałoby, gdybyśmy mogli rzucać przed głównymi zawodami, ale na tym samym stadionie i za te same stawki. Nawet nie chodzi o to, że nie ma nas na głównych mityngach czy podczas trwania transmisji, tylko o to, że traktowani jesteśmy bardziej z boku. Wynagrodzenia są niekiedy dwu- czy trzykrotnie mniejsze. Z drugiej strony nie tylko o to chodzi w sporcie" - powiedział PAP Fajdek.

Niedawno na rzutni w Białymstoku doszło do tragedii, w której poważnego urazu nabawiła się była zawodniczka, teraz trenerka Malwina Sobierajska. Została trafiona młotem przez jednego z lekkoatletów.

"W pierwszej chwili był to szok. Nie wiedziałem dokładnie co się stało. Byłem wtedy na obozie w Portugalii. Usłyszałem tylko, że miała wypadek i leży w szpitalu. Takie rzeczy niestety się zdarzają i nie jest to pierwszy taki przypadek. Nawet w Polsce. Wiadomo, że przez pewien okres jest zwiększona ostrożność na treningach. Gdzieś to siedzi w głowie" - przyznał młodzieżowy mistrz Europy z Ostrawy (2011).

Rzut młotem wydaje się być jedną z konkurencji lekkoatletycznych, w których startują starsi zawodnicy. Przez wiele lat tworzą również światową czołówkę, jednym z przykładów jest 37-letni Szymon Ziółkowski, mistrz olimpijski z Sydney.

"To nie jest tak, że starsi zawodnicy się na szczycie gniotą. Problem polega na tym, że nie ma młodych młociarzy. Ja jestem najmłodszy z całej czołówki. W niektórych krajach nie widzę następców jak odejdą obecni młociarze. Osobiście nie myślę o tym, kto jest starszy i młodszy. To nie wiek, a wynik wszystko weryfikuje. Na pewno jest to sport dużo mniej kontuzjogenny niż biegi, gdzie często nadrywa się mięśnie. U nas jak zdarza się uraz, to są to plecy lub kolana, ale da się z tego wyjść i dalej walczyć na wysokim poziomie" - ocenił Fajdek, który ma już pomysł jak zachęcić młodych ludzi do swojej konkurencji.

"Mam swój plan jak zachęcić młodzież do rzucania młotem. Nie jest to jednak jeszcze mój czas i miejsce. Na razie skupiam się sam na treningu. Jak zajmę się kiedyś szkoleniem, to będę wiedział jak to zrobić. Na pewno jeśli ktoś chciałby namówić kogoś do sportu, to na pewno nie młodzież z dużych miast. Trzeba skupić się na tych z mniejszych miejscowości, gdzie są jakieś korzenie czy tradycje. Staram się sam tworzyć jakąś historię w swoim miasteczku i widzę, że zainteresowanie jest, tylko nie ma na razie możliwości w postaci obiektu. Jesteśmy na etapie tworzenia bazy" - zaznaczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje