Reklama

Reklama

Paweł Fajdek: Sukces rodzi się w bólach

Paweł Fajdek już przed olimpiadą wymieniany był przez zagranicznych ekspertów jako ten, który w Londynie może zdobyć medal. Jednak w eliminacjach rzutu młotem spalił wszystkie trzy próby. W Moskwie został mistrzem świata i przyznał, że sukces rodzi się w bólach.

"To były moje pierwsze igrzyska, ale nie spaliłem się psychicznie. Popełniłem błędy techniczne i dlatego tak się stało. Wyciągnąłem wnioski i zacząłem realizować plan na Moskwę. Trenowałem tak samo - ciężko, długo, monotonnie, ale inaczej wyglądać to nie mogło. Miałem trochę więcej problemów w sezonie przygotowawczym i powstały zaległości" - powiedział zawodnik klubu Agros Zamość.

Reklama

Dodał, że porażki są czasami potrzebne, aby się wzmocnić - fizycznie i psychicznie, nabrać dystansu, do tego co się robi, zejść na ziemię i z nowymi siłami, z nową energią przystąpić do pracy.

Najlepszym tego przykładem jest Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa). Po mistrzostwach świata w 2011 roku był ogromnie rozczarowany swoim występem w finale konkursu pchnięcia kulą, w którym zajął dziewiąte miejsce.

"Byłem przygotowany na walkę o złoto, a spaprałem zawody. To była sportowa porażka, a doświadczenie na wagę złota, które zaprocentowało w igrzyskach w Londynie" - wspomniał. Podkreślił też: "Nigdy nie można stracić wiary w siebie".

Wiosną Fajdek skręcił staw skokowy, później w kuchni przeciął sobie palec. "Nie mogłem rzucać, ale nadrabiałem to innymi ćwiczeniami. Dlatego też sezon zacząłem trochę później niż w zeszłym roku. Na początku nie spodziewam się dobrych wyników. Trening był tak ułożony, żebym był w najwyższej formie w Moskwie" - przypomniał.

W połowie maja, w pierwszym starcie, wygrał w Łodzi konkurs w mistrzostwach Polski AZS najlepszym wtedy na świecie wynikiem 79,02. I ponownie, niedługo po tym wydarzeniu, prawie niezauważonym w kraju, zagraniczni eksperci przepowiadali Fajdkowi medal w Moskwie.

Często rzut młotem traktowany jest przez organizatorów po macoszemu. Zawody czasami odbywają się nawet na innych stadionach lub o bardzo wczesnej porze.

"To kwestia bezpieczeństwa, a przynajmniej w ten sposób nazywają to organizatorzy. Nie chcą nas wpuszczać, gdy na bieżni rozgrywane są inne konkurencje. Podejrzewam, że żadnemu z moich kolegów nie przeszkadzałoby, gdybyśmy mogli rzucać przed głównymi zawodami, ale na tym samym stadionie i za te same stawki. Nawet nie chodzi o to, że nie ma nas na głównych mityngach czy podczas trwania transmisji, tylko o to, że traktowani jesteśmy bardziej z boku. Wynagrodzenia są niekiedy dwu- czy trzykrotnie mniejsze. Z drugiej strony nie tylko o to chodzi w sporcie" - powiedział Fajdek.

Rzut młotem wydaje się być jedną z konkurencji lekkoatletycznych, w których startują starsi zawodnicy. Przez wiele lat tworzą również światową czołówkę. Jednym z przykładów jest 37-letni Szymon Ziółkowski (AZS OŚ Poznań), mistrz olimpijski z Sydney (2000).

"Problem polega na tym, że nie ma młodych młociarzy. Ja jestem najmłodszy z całej czołówki. Osobiście nie myślę o tym, kto jest starszy i młodszy. To nie wiek, a wynik wszystko weryfikuje. Na pewno jest to sport dużo mniej kontuzjogenny niż biegi, gdzie często nadrywa się mięśnie. U nas jak zdarza się uraz, to są to plecy lub kolana, ale da się z tego wyjść i dalej walczyć na wysokim poziomie" - ocenił Fajdek, który ma pomysł jak zachęcić młodych ludzi do swojej konkurencji.

"Nie jest to jednak jeszcze mój czas i miejsce. Jeśli ktoś chciałby namówić kogoś do sportu, to na pewno nie młodzież z dużych miast. Trzeba skupić się na tych z mniejszych miejscowości, gdzie są jakieś korzenie czy tradycje. Staram się sam tworzyć jakąś historię w swoim miasteczku i widzę, że zainteresowanie jest, tylko nie ma na razie możliwości w postaci obiektu. Jesteśmy na etapie tworzenia bazy" - zaznaczył młodzieżowy mistrz Europy z Ostrawy (2011).

Rosja okazała się szczęśliwa dla niego. Miesiąc temu wygrał konkurs Uniwersjady w Kazaniu, gdzie stoczył emocjonujący pojedynek o podium z duetem Marcel Lomnicky (Słowacja) - Siegiej Litwinow (Rosja), którzy także walczyli w finale w Moskwie. Student warszawskiej Wyższej Szkoły Edukacji w Sporcie prowadził po pierwszej kolejce rezultatem 76,96. W trzeciej serii wynikiem 78,08 na pozycję lidera wysunął się Litwinow - syn byłego rekordzisty świata i mistrza olimpijskiego z Seulu.

W czwartej kolejce Fajdek rzucił prawie 80 m. Dwa lata temu, w XXVI Uniwersjadzie w chińskim Shenzhen, urodzony w Świebodzicach w powiecie świdnickim (4 czerwca 1989 roku) zawodnik także wywalczył złoty medal.

Karierę zaczynał w klubie Zielony Dąb Żarów, gdzie trenował do 2007 roku. Od tego czasu jest zawodnikiem Agrosu Zamość. W czwartej klasie szkoły podstawowej wypatrzyli go Zygmunt Worsa i Jolanta Kumor. Ale musieli go oddać, bo w gminie nie chcieli mu przyznać 200 zł stypendium, a klub nie miał pieniędzy.

Fajdek z Czesławem Cybulskim, wychowawcą m.in. Kamili Skolimowskiej, Anity Włodarczyk, Ziółkowskiego, pracuje od kwietnia 2010 roku. Wcześniej był związany z Krzysztofem Kaliszewskim w Warszawie, ale... "Pan Kaliszewski koncentrował się wtedy na Szymonie. Czułem się pozostawiony z boku. Nie było postępów, musiałem coś zmienić" - przypomniał.

Pod koniec czerwca notowania Fajdka spadły po tym, jak w Toruniu zdobył tylko brązowy medal mistrzostw Polski wynikiem 75,22. Złoty wywalczył wówczas Ziółkowski (77,74), a srebrny Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok) - 75,64.

"Nie tak miało być. Nowicki po raz pierwszy wygrał ze mną i akurat w najważniejszej w kraju imprezie. Kiepski dzień miałem, już od rana źle się czułem. Brakuje mi świeżości, ale trudno o nią, skoro jestem jeszcze w ciężkim treningu, rzucając młotem o wadze dziewięciu kilogramów. Przez kilka dni będę się przejmował porażką, a potem - mam nadzieję - czas ranę wyleczy i skupię się już tylko na mistrzostwach świata" - mówił w Toruniu.

No i skupił się, czas ranę wyleczył, w poniedziałek został mistrzem świata i jak podkreślił "sukces rodzi się w bólach".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje