Reklama

Reklama

Paweł Fajdek - przygotowania przerywane kontuzjami

Mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek (Agros Zamość) nie miał łatwych przygotowań do sezonu. Cztery kontuzje sprawiły, że treningowo jest mocno w tyle, dlatego też najważniejsze dla niego jest, by forma przyszła na mistrzostwa Europy w Zurychu.

- Nie było łatwo, ale jestem zadowolony, że teraz udało mi się rzucić prawie 80 metrów. To bardzo dobry rezultat, biorąc pod uwagę to, co się działo w okresie przygotowawczym, a ponadto startowałem w sobotę w Halle z naderwanym mięśniem łydki - powiedział podopieczny Czesława Cybulskiego.

Reklama

Do urazu doszło tydzień wcześniej na siłowni. To sprawiło, że Fajdek musiał mocno ograniczyć treningi. - I na razie musimy tak zostawić. Łydka nadal mi dokucza. Naderwania nie da się wyleczyć w parę dni. Oddam mniej rzutów, nie będzie tak intensywnie na siłowni i powinno być dobrze - dodał.

Kłopoty zaczęły się jednak już w listopadzie. Najpierw doszło do stanu zapalnego ścięgna Achillesa, w styczniu pojawił się ból w plecach, a w lutym kolana.

- To wszystko sprawiło, że braki w treningach mam spore. Jestem daleko w tyle, ale trzeba wyciągnąć z tego, co jest, jak najwięcej. Teraz jednak już czasu się nie nadrobi i trzeba się skupić na tym, by forma przyszła w odpowiednim momencie. Myślę, że sierpień będzie moim miesiącem - ocenił.

Właśnie w sierpniu, w dniach 12-17, odbędą się w Zurychu mistrzostwa Starego Kontynentu. - To byłoby nie na miejscu, gdyby mistrz świata wrócił bez medalu z takiej imprezy. Wymagania, odkąd zdobyłem swój pierwszy seniorski tytuł, znacznie wzrosły i mam nadzieję, że temu podołam - zaznaczył.

Złoty medal mistrzostw świata sprawił, że Fajdek w tym roku miał... mniej czasu. - Wiele na pewno się nie zmieniło. Trening jest taki sam, o ile nie cięższy. Nie było żadnych ulg. Dodatkowo miałem znacznie więcej spotkań - czy to sponsorskich, z dziennikarzami, brałem udział w różnych projektach. Wcześniej ten czas spędzałem na regeneracji. Teraz go nie mam - przyznał.

Nie myśli jednak, by właśnie to było powodem jego kontuzji.

"Po prostu wiele rzeczy się na to złożyło. Ale ja lubię trudne sytuacje i potrafię z nich wyjść. Oczywiście jak pojawiają się kontuzje, to zaczynają się schody. Takie sprawy są bardzo ciężkie dla sportowca, bo widzi jak inni trenują, sam też chce, a nie może. Zaczyna się kombinowanie, wprowadzanie ćwiczeń zastępczych. To jest trudne psychicznie, ale po to jest ból, by w odpowiednim momencie powiedzieć stop i trochę odpuścić" - opisał.

W tej chwili najważniejsze jest dla niego, by odpowiednio ustawić się technicznie. "Na razie mam z tym problem. Muszę uruchomić nogi, bo one spore straciły" - dodał.

Fajdek nie ma jednak zamiaru odpuszczać startów. Wręcz przeciwnie - do 21 czerwca startuje w każdy weekend. "Mówi się, że właśnie w ten sposób dochodzi się do formy i ja też jestem tego zdania. Wiem jednak, że nie wszystkie mityngi, czy zawody będę wygrywał. Zresztą w zeszłym roku też było kilka wpadek. Tego nie uniknę" - przyznał.

W najbliższym czasie czeka go udział w niecodziennym mityngu "Rzuty przez Odrę" we Wrocławiu (24 maja) oraz dzień później w Forbach.

- Może wyjść różnie, bo w samolot wsiądę o 6 rano, a o 15.40 mam już konkurs, ale nie mam zamiaru rezygnować ze startów - podkreślił młodzieżowy mistrz Europy z 2011 roku.

Polskiej publiczności Fajdek zaprezentuje się w sumie pięciokrotnie. Oprócz zawodów we Wrocławiu, wystąpi także w Memoriale Janusza Kusocńskiego w Szczecinie (7 czerwca), mistrzostwach kraju w Szczecinie (29-31 lipca), Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie (23 sierpnia) i w lidze lekkoatletycznej (6-7 września). 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje