Paweł Fajdek: Nawet nie chciałem o tym słyszeć

- Moja trenerka była nauczycielką WF-u w szkole podstawowej. Starała się mnie namówić do tego, żebym przyszedł na trening lekkoatletyczny. Szło opornie, bo zajęło jej to dwa lata. W końcu zdecydowałem się pójść i zostałem już od pierwszego treningu - mówi w rozmowie z Interią młociarz Paweł Fajdek.

Krzysztof Oliwa, eurosport.interia.pl: Rozmawiamy przy okazji uroczystej gali z okazji premierowej edycji programu "Pierwszy Trener". Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z trener Jolantą Kumor?

Reklama

Paweł Fajdek (mistrz świata w rzucie młotem): - Chyba podobnie jak u większości sportowców. Moja trenerka była nauczycielką WF-u w szkole podstawowej. Starała się mnie namówić do tego, żebym przyszedł na trening lekkoatletyczny. Szło opornie, bo zajęło jej to dwa lata. W końcu zdecydowałem się pójść i zostałem już od pierwszego treningu. Długo trzeba było czekać, ale po premierowym kontakcie z rzutem młotem, stwierdziłem, że to będzie to, co chcę robić w życiu.

Dlaczego zajęło to aż dwa lata?

- Namowy zaczęły się w czwartej klasie szkoły podstawowej, a ja zdecydowałem się dopiero w pierwszej klasie gimnazjum. Wtedy miałem marzenia jak każdy chłopak w moim wieku. Chciałem grać w piłkę. Do tego nie widziałem samego siebie jako osoby, która będzie w stanie chodzić kilka razy w tygodniu na treningi. Czas spędzałem na podwórku, grając w piłkę z kolegami. Futbol sprawiał mi najwięcej frajdy. Po dwóch latach namawiania byłem już bardziej dojrzały i zrozumiałem, że to może być życiowa szansa. Całe szczęście, że tak się stało.

Drogą trochę okrężną, ale znów współpracujesz z trener Kumor.

- To było zamierzone. Decyzję o rozstaniu podjęliśmy wspólnie z Jolą. Nie było warunków do trenowania, a co za tym idzie do rozwoju sportowego. Po sześciu latach nasze drogi znowu się zeszły. Mam swoją rodzinę, chcę być w otoczeniu bliskich, a nie cały czas spędzać na zgrupowaniach. Teraz znajduje się w najbardziej komfortowej sytuacji, jeśli chodzi o wyczynowe uprawianie sportu.

O powrocie do współpracy zadecydowało dość niefortunne zdarzenie na treningu. Opowiedz, co się stało.

- Wszyscy mi wypominają, że trener musiał być dla mnie niemiły, skoro nabawił się przeze mnie kontuzji (młot rzucony przez Fajdka uderzył trenera Czesława Cybulskiego latem 2015 roku - przyp. red.). Był to wypadek. Podczas treningu trafiłem go młotem, na szczęście skończyło się najlepiej jak mogło, bo ucierpiała tylko jego noga i dalej może chodzić. W momencie zdarzenia wyglądało to o wiele gorzej. Z Jolą śmiejemy się z tego. Ona miała wtedy okazję być ze mną w trakcie sezonu, razem pojechaliśmy na mistrzostwa świata i wtedy już wiedziałem, że nasza wrócimy do wspólnej pracy.

Rok kalendarzowy dobiega końca, czy upajasz się jeszcze sukcesami z minionego sezonu, czy już myślisz o wyzwaniach w 2018 roku?

- Temat jest już dawno zamknięty. Rozpoczęliśmy przygotowania już jakiś czas temu. Specjalnie dziś o godzinie 15 wróciliśmy z Portugalii, żeby zdążyć na galę. Myślimy tylko o tym co przed nami - czyli o mistrzostwach Europy i walce o jak najlepszy rezultat. Chcemy też wprowadzić parę zmian w treningu i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Taki sezon, gdy najważniejszą imprezą są mistrzostwa Europy sprzyja eksperymentom.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Fajdek

Reklama

Reklama

Reklama