Reklama

Reklama

Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka dla Interii: Bardzo się cieszę, że młodzież naciska

- Pamiętam czasy, gdy ja wchodziłam do sztafety, gdy byłam młodą gniewną, żądną krwi zawodniczką. Taki napór ze strony młodych dziewczyn jest bardzo fajny. My jesteśmy już trochę starsze i dobrze by było, gdyby nasze młodsze koleżanki systematycznie wchodziły do sztafety – mówi w rozmowie z Interią wicemistrzyni świata w sztafecie 4x400 metrów z 2019 roku Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka.

Za nami kolejny weekend z mocno obsadzoną stawką w zawodach lekkoatletycznych. Podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego w Chorzowie rywalizowano między innymi na dystansie 400 metrów. Wśród kobiet najlepsza okazała się reprezentantka Namibii Beatrice Masilingi z czasem 49.88 sekundy. Z Polek najwyższe, trzecie miejsce zajęła Justyna Święty-Ersetic, notując wynik 51.04. Pierwsze miejsce, ale w finale B zajęła Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka. Dystans czterystu metrów przebiegła w czasie 53.32. Od zawodniczki AZS-u Poznań poza Święty-Ersetic lepsze okazały się jeszcze Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan i Kornelia Lesiewicz, które wystąpiły w finale A.

Reklama

- Ten rok jest dla mnie wyjątkowo pechowy. Bardzo późno rozpoczęłam przygotowania do nowego sezonu. Wcześniej musiałam leczyć jedną kontuzję, a potem doznałam jeszcze kontuzji łydki. I gdy wszystko wydawało się, że idzie w dobrą stronę, to przyplątała się mi kontuzja ścięgna Achillesa. To spowodowało, że musiałam się wycofać z Halowych Mistrzostw Europy. Na szczęście kolejne tygodnie stały już pod znakiem solidnych przygotowań w Spale. Uważam, że jestem dobrze przygotowana do zbliżających się wkrótce mistrzostw Polski oraz igrzysk olimpijskich. W swojej karierze niejednokrotnie się mi zdarzało, że musiałam odpuszczać niektóre zawody z powodu kontuzji, a potem bardzo dobrze prezentowałam się na tych docelowych startach - mówi Patrycja-Wyciszkiewicz-Zawadzka.

Najbliższe zawody, w których wystąpi 27-letnia zawodniczka, to lekkoatletyczne mistrzostwa Polski, które odbywać się będą się od najbliższego czwartku do soboty w Poznaniu. To będzie jeden z ostatnich generalnych sprawdzianów przed igrzyskami. 

Nie wiadomo, w jakim składzie polska sztafeta kobiet 4x400 metrów pobiegnie na igrzyskach w Tokio. W mistrzostwach świata w Doha w 2019 roku Polki wywalczyły srebrny medal w składzie: Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic. Pandemia oraz kontuzje sporo jednak namieszały w hierarchii najszybszych polskich lekkoatletek na tym dystansie. To na kogo ostatecznie postawi trener Aleksander Matusiński jest zagadką.

"Mamy ogromny bagaż doświadczeń"

- My jesteśmy ze sobą tak obiegane, zgrane, od tak dawna ze sobą współpracujemy, że ten długi czas przerwy bez wspólnego startu w zawodach nie może nam przeszkodzić w ponownie dobrych startach. Mamy ogromny bagaż doświadczeń, spotykamy się ze sobą nie tylko na treningach, ale też poza nimi, doskonale się rozumiemy. Wiem, jestem nawet przekonana, że na pewno sobie poradzimy. Same zmiany sztafetowe polegające na odpowiednim przekazywaniu pałeczki, to jest kwestia dosłownie kilku ostatnich treningów przed zawodami, żeby wszystko doszlifować. Będziemy to trenować na tym ostatnim docelowym zgrupowaniu. Trzeba też powiedzieć, że w sztafecie 4x400 metrów te zmiany są łatwiejsze niż w krótkiej sztafecie 4x100. Ufamy sobie i na tyle dobrze się znamy, że na pewno damy sobie z tym radę. Deklaracji jednak odnośnie zdobycia medalu w Tokio nie będę składać. Wolę siebie i innych miło zaskoczyć - twierdzi wicemistrzyni świata z 2019 roku.

Bardzo się cieszę, że młodzież naciska. Pamiętam czasy, gdy ja wchodziłam do sztafety, gdy byłam młodą gniewną, żądną krwi zawodniczką. Taki napór ze strony młodych dziewczyn jest bardzo fajny. My jesteśmy już trochę starsze i dobrze by było, gdyby nasze młodsze koleżanki systematycznie wchodziły do sztafety, żeby nie było takiej długiej przerwy w dobrych wynikach sztafety 4x400 jaka była przed naszą grupą - dodaje.

"Zostałam kurą domową"

Mimo nieco pechowych ostatnich miesięcy Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka nie traci optymizmu. Docenia też niełatwy czas pandemii, który zmienił życie nie tylko sportowców o 180 stopni.

- Miałam możliwość dłuższego pobytu w domu z rodziną. Śmieję się, że zostałam trochę taką kurą domową. Mogłam się spełniać w roli żony. Taki czas, gdy mogłam sobie pielić w ogródku, ugotować obiad, bardzo się mi podobał. Nie musiałam wreszcie cały czas tylko przepakowywać walizek i latać na obozy lub zawody. Z drugiej strony, tęskniłam też do tego sportowego życia, cieszę się, że ono już wróciło do normy. Niewątpliwie czas pandemii był bardzo trudny. Nikt z młodszych osób nie pamięta czasów, żeby nie można było praktycznie wyjść z domu, spotkać się ze znajomymi. Mam nadzieję, że z głową i rozsądnie będziemy wychodzić z pandemii - zakończyła mistrzyni Europy w sztafecie z 2018 roku.

W Spale z Patrycją Wyciszkiewicz-Zawadzką rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama