Ostateczna decyzja polskiej wicemistrzyni świata. Ledwie zaczął się sezon
Zmagania w World Relays w Gaborone rozpoczęły letni sezon 2026 dla polskich sprinterów - przyniosły dwa finały i trzy kwalifikacje do przyszłorocznych mistrzostw świata w Pekinie. Pięć lat temu te zawody odbyły się w Chorzowie, Biało-Czerwone w sztafecie 4x400 metrów zajęły drugie miejsce. Z Kornelią Lesiewicz na pierwszej, a Natalią, wówczas Kaczmarek - na ostatniej zmianie. Ta druga pozostaje liderką, o tej pierwszej lekkoatletyczny świat zdążył już zapomnieć. Lesiewicz zimą próbowała wrócić w hali, szykowała się do sezonu letniego. I właśnie 22-letnia zawodniczka przekazała, co się dzieje z jej zdrowiem.

Pięć lat temu trener Aleksander Matusiński zabrał niespełna 18-letnią Kornelię Lesiewicz do Tokio - i miał ku temu podstawy. Sytuacja wyglądała trochę jak trzy lata później w przypadku Anastazji Kuś - młoda, zdolna, ale już ze znakomitymi wynikami.
W sezonie zimowym 17-latka z Gorzowa została wicemistrzynią Polski w hali, przegrała tylko w finale z Justyną Święty-Ersetic, za nią przybiegły zaś Małgorzatą Hołub-Kowalik, Natalia Kaczmarek i Patrycja Wyciszkiewicz. Dostała się do kadry, w marcu 2021 roku wywalczyła brąz halowych mistrzostw Europy w sztafecie 4x400 m - wspólnie z Kaczmarek, Hołub-Kowalik i Aleksandrą Gaworską.
Na początku maja znalazła się w składzie reprezentacji na World Relays, w Chorzowie pobiegła tak w eliminacjach, jak i w finale. A Polska, oprócz Lesiewicz także i Hołub-Kowalik, Karolina Łozowska oraz Kaczmarek, zajęła w nim drugie Za "Aniołkami Matusińskiego" znalazły się zaś Holenderki, z Femke Bol i Lieke Klaver w składzie.
Już latem dorzuciła złoto w mistrzostwach Europy juniorek w biegu na 400 m. Pojechała też, nie mając jeszcze 18 lat, na swoje pierwsze igrzyska olimpijskie. W Tokio była jednak tylko zawodniczką rezerwową. Matusiński postawił na doświadczenie - w półfinale szansę dostała Anna Kiełbasińska. A tak liderki były te same: Kaczmarek, Iga Baumgart-Witan, Hołub-Kowalik i Święty-Ersetic.
A nasi podbili Stadion Narodowy w stolicy Japonii - sztafety zdobyły złoto (mikst 4x400 m) i srebro (kobieca 4x400 m).
Chwilę przed igrzyskami Kornelia została mistrzynią Europy U-20 na 400 metrów, w Tallinnie przebiegła okrążenie w 52.46 s. A po igrzyskach ruszyła do Nairobi - na juniorskie mistrzostwa świata. Tam zdobyła ze sztafetą mieszaną srebro, a później powtórzyła ten wyczyn w indywidualnym finale - z czasem 51.99 s bijąc juniorski rekord Polski. Choć nie jest on już na szczycie polskich list - dwa lata temu w Bańskiej Bystrzycy poprawiła go Anastazja Kuś. Tuż przed igrzyskami w Paryżu.
Lekkoatletyka. Polska mistrzyni świata juniorek z Nairobi opuszcza sezon. Kornelia Lesiewicz podjęła decyzję
Wydawało się, że Lesiewicz na długie lata może stać się podporą sztafety, a i indywidualnie wskoczy na jeszcze wyższy poziom. Tyle że pojawiły się problemy zdrowotne - to one powodowały, że czasy na 400 metrów spadły do 54-55 sekund. Rok temu miała znów wrócić do kadry, pobiec w młodzieżowych mistrzostwach Europy w Bergen.

- Doszłam do takiego momentu, kiedy wiem, że kontuzje są elementem sportu wyczynowego. Obecnie zmagam się z przewlekłym zapaleniem ścięgna Achillesa. Problemy zaczęły się jeszcze przed sezonem halowym i walczę z nimi do dzisiaj - mówiła wtedy w rozmowie z red. Tomaszem Kalembą z Interii. I zdradziła, że jako juniorka często doznawała urazów mięśnia dwugłowego, po leczeniu pojawiały się blizny.
I dodała, że chce wrócić jeszcze na poziom, na którym kiedyś była. By polecieć na igrzyska, ale nie w roli rezerwowej.
Mam nadzieję, że jeszcze o mnie usłyszycie i jeszcze wszyscy się pozytywnie zaskoczą. Może będzie też okazja porozmawiać po jakimś sukcesie. Głęboko w to wierzę. Moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej.
- W młodym wieku wystrzeliłam. To przychodziło po prostu samo. Na pewno dostałam kopa od życia, ale wiem, że to zaprocentuje. To jest moja historia i muszę się z nią zmierzyć - mówiła w rozmowie z red. Kalembą.
Zimą, po niemal dwuletniej przerwie, Kornelia Lesiewicz znów wystąpiła w oficjalnej rywalizacji. Najpierw w Spale, później w Rzeszowie. Było 54.78 s na 400 metrów, zakończyła wtedy zmagania pod dachem.
A teraz w mediach społecznościowych ogłosiła, że w tym roku na stadionie się nie pojawi. Przynajmniej jako zawodniczka.
" Kochani, w tym sezonie odpuszczam starty na stadionie i stawiam na dłuższe wybiegania, rower i dalsze leczenie kontuzji" - napisała, pokazując film z treningu, podczas którego pokonała 18 kilometrów.
A co dalej z tą świetnie zapowiadającą się karierą? Przekonamy się już za kilka miesięcy.












