Reklama

Reklama

Odważna Renata Pliś, zaspany Artur Noga

Renata Pliś znakomicie, z wielką odwagą, rozegrała taktycznie bieg eliminacyjny na 1500 m mistrzostw świata w Moskwie, zaś Artur Noga był zaspany na porannym starcie 110 m przez płotki. Oboje awansowali do półfinałów swoich konkurencji i... odetchnęli z ulgą.

- Nie lubię truchtania i szybkiego finiszu, dlatego postanowiłam sama poprowadzić ten bieg. Poza tym nie mogłam dopuścić do sytuacji, aby był wolny, bo wówczas nie miałabym szans ewentualnego awansu z czasem - powiedziała Pliś.

Reklama

Podopieczna Zbigniewa Króla od samego początku zakładała, że to właśnie ona poprowadzi. - Ja tutaj nie mam nic do stracenia. Musiałam w pewnym sensie ryzykować i nie było ani chwili zawahania. Wychodząc na ostatnią prostą czułam, że jestem w stanie dotrzymać rywalkom kroku i że jeszcze przyspieszę. Na szczęście nie zostałam zamknięta przy wewnętrznej - zaznaczyła.

Pliś taktycznie rozegrała bieg bezbłędnie, a wcale nie była w najlepszej sytuacji. Startowała z jednym z gorszych czasów, ale nie przestraszyła się i od samego początku kontrolowała to, co dzieje się na bieżni.

- Nie mam złudzeń i wiem, że są zawodniczki, które legitymują się znacznie lepszymi rekordami życiowymi ode mnie, ale jednocześnie doskonale wiem, że mogę powalczyć. Mój trener uważa, że jeszcze nie miałam okazji w tym sezonie pokazać na co mnie stać - powiedziała.

Pliś bez kompleksów może czekać teraz na wtorkowe serie półfinałowe i również zamierza poprowadzić ten bieg. - Na pewno nie będę się czaić. Nie ma to sensu w moim przypadku. Finiszu nie mam najmocniejszego, więc na niego nie mogę liczyć - oceniła.

Zawodniczka MKL Maraton Świnoujście w swoim biegu eliminacyjnym zajęła piąte miejsce czasem 4.08,20. Najszybsza w niedzielę była halowa mistrzyni świata ze Stambułu (2012) Etiopka Genzebe Dibaba - 4.06,78.

Szczęśliwy, ale zaspany był Noga. Płotkarz AZS-u AWF-u Kraków zajął w swojej serii eliminacyjnej czwarte miejsce, natomiast wynikiem 13,44 znalazł się w gronie zawodników, którzy pobiegną w poniedziałkowym półfinale.

- Na pierwszych metrach chyba jeszcze spałem. Sama reakcja na strzał nie była zła, ale później nie wyglądało to najlepiej. W połowie dystansu przyspieszyłem i zacząłem gonić; na mecie wcale nie byłem pewny, czy udało się wyjść przynajmniej na czwartą pozycję. Zszedłem do mixed zone i pierwsze o co zapytałem dziennikarzy to to, czy w ogóle awansowałem - przyznał.

Podopieczny Andrzeja Radiuka, mistrz świata juniorów z Pekinu (2006) biegł w najmocniejszym z biegów eliminacyjnych. - A do tego upchnęli nas jeszcze dziewięciu do jednej serii. To zawsze trudniejsze - ocenił.

Noga nie ma jednak złudzeń i doskonale wie, że w półfinale nie może już "zaspać". Uważa nawet, że rekord Polski (13,26), na który w Moskwie poluje, może nie dać finału.

- Przyjechałem tutaj, żeby znaleźć się w czołowej ósemce, ale z takim wynikiem, jaki osiągnąłem teraz do finału się nie wejdzie. Pocieszam się tym, że w moim wypadku zawsze te pierwsze rundy na dużych imprezach tak wyglądają. W poniedziałek będzie trzeba w końcu zakręcić się wokół rekordu kraju, a to i tak może być za mało - zaznaczył.

Półfinał w poniedziałek o 17.05 czasu warszawskiego, a finał 2,5 godziny później.

Z Moskwy Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Pliś Renata | artur noga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje