Nos Matusińskiego, popis "Aniołków". Ale co zrobiła na końcu Święty-Ersetic
Holandia wystawiła w eliminacjach Lieke Klaver, Czechy Lurdes Glorię Manuel, Słowacja - Emmę Zapletalovą. Największe gwiazdy, medalistki z indywidualnej rywalizacji czy jesiennych mistrzostw świata w Tokio. A Aleksander Matusiński postanowił oszczędzać Natalię Bukowiecką, na wieczorny finał. Zaryzykował, bo tylko dwie ekipy miały pewny awans. A jego podopieczne pobiegły fantastycznie. To zaś, co zrobiła na końcu Justyna Święty-Ersetic, na długo zostanie w pamięci kibiców. A może tylko do wieczora, jeśli wtedy będzie podobnie.

Polska drużyna pojawiła się bez Natalii Bukowieckiej - nasza wicemistrzyni świata odpoczywała przed ewentualnym wieczornym finałem. Tymczasem inne zespoły nie chciały ryzykować: w ekipie Czech na drugiej zmianie była złota wczoraj Lurdes Gloria Manuel, w Holandii zaczynała trzecia wczoraj Lieke Klaver, Słowaczki miały na końcu Emmę Zapletalovą, czołową płotkarkę świata, medalistkę MŚ z Tokio, ale tej zimy też i specjalistkę od 400 metrów w hali. Ona oszczędzała się na tę sztafetę, w piątek nie przystąpiła do półfinałowej rywalizacji indywidualnie.
Aleksander Matusiński zaryzykował, oszczędzał naszą gwiazdę, ona miała już w Toruniu trzy starty. Z każdej z dwóch serii pewny awans miały tylko dwa zespoły, dwa kolejne uzupełniały stawkę, ale musiały ten finał zaczynać na najgorszych, wewnętrznych torach. Ważny był nie tylko awans, ale też i zwycięstwo w półfinale. Dające później komfort.
Halowe mistrzostwa świata. "Aniołki Matusińskiego" ruszyły po finał. Cztery bardzo mocne punkty w polskiej ekipie
U nas zaczęła Marika Popowicz-Drapała, nasza weteranka, która w rym roku zaliczyła zaledwie jeden bieg na 400 metrów. Jej postawa była tu niewiadomą, ale Matusińskiw wiedział, co robi. Bydgoszczanka zbiegła do krawężnika za Klaver, była druga, tuż przed Słowaczką. Daleko z tyłu zostały Czeszki. I tak zostało już do końca.
Anna Gryc zaczęła więc druga. Manuel oczywiście zmniejszała tu straty, ale nasza zawodniczka spisywała się wciąż bardzo dobrze. Manuel jej nie dopędziła, choć wskoczyła na trzecie miejsce.

Później byłą ta najmłodsza, Anastazja Kuś. I znów można było przecierać oczy ze zdumienia. Niedawno w HMP pobiła rekord Polski juniorek, sprowadziła go do czasu 52.50 s. Tu - ze startu lotnego - miała 51.94 s. Za nią byłą Czeszka, Słowaczka dużo już traciła. Kuś nie opadła z sił, nie "postawiło jej", mimo narzucenia mocnego tempa. I jeszcze zmniejszyła stratę do Holenderki. Przekazała Justynie Święty-Ersetic pałeczkę na drugiej pozycji, mogliśmy być już pewni awansu.
Na samym końcu Justyna mogła biec taktycznie, oszczędzać siły. Przecież ona miała za sobą jeden bieg w piątek i jeden w sobotę. Ale nie odpuściła, ścigała Eveline Saalberg do samego końca. I dopadła ją na samych kratach. Czas też był świetny - 3:28.06, drugi w historii naszej lekkiej atletyki.
Holandia straciła pięć setnych, Czeszki zostały zdyskwalifikowane. A drugą serię wygrały Amerykanki - w 3:28.36 s. Tyle że one miały tu względny spokój, nie musiały walczyć na ostatniej prostej.
Finał o godz. 20.47, na starcie pojawią się też Brytyjki, Słowaczki i Hiszpanki. A nasz zespół zacznie na piątym lub szóstym torze, obok USA. Już zapewne z Natalią Bukowiecką.












