Reklama

Reklama

Niesamowity thriller w wykonaniu Adrianny Sułek

Niesamowity rollercoaster emocji zafundowała sobie i kibicom Adrianna Sułek. Polka, czwarta w rywalizacji siedmioboistek, do drugiego dnia zmagań wystartowała z poważną kontuzją, naderwanym mięśniem dwugłowym uda. Jakby tego było mało, spaliła dwie pierwsze próby w skoku w dal. Jednak, to co stało się dalej, było czymś niesamowitym!

Sułek przed skokiem w dal zajmowała czwarte miejsce w łącznej klasyfikacji, z niewielką stratą do drugiej Noor Vidts i trzeciej Anouk Vetter.  Jednak po biegu na 200 metrów Polka nie zatrzymała się w strefie wywiadów. Pokazała, że ma kłopoty z mięśniem dwugłowym i udała się do lekarzy. Potem jednak przekazała wiadomość, że zamierza walczyć dalej.

Konkurs skoku w dal zaczęła jednak niezwykle pechowo, bo choć skakała daleko, to dwie pierwsze próby spaliła. Została jej jedna, ostatnia, która miała zaważyć o tym, czy w ogóle zostanie sklasyfikowana i podtrzyma swoje medalowe nadzieje. Sułek mocno się skoncentrowała, by dobrze trafić w rozbieg.

Reklama

Udało jej się to doskonale, a na dodatek uzyskała odległość 6,55 m, co jest jej nowym rekordem życiowym. To już druga "życiówka", jaką Polka pobiła w Monachium z kontuzją. Przed nią jeszcze dwie konkurencje, a medal wydaje się na wyciągnięcie ręki, bo po skoku w dal wróciła na drugą lokatę w klasyfikacji generalnej.

Czytaj także: Polka z kontuzją pobiła rekord życiowy 

Po rekordowym skoku nasza zawodniczka zalała się łzami. Widać było, że uszło z niej wielkie napięcie, a ta próba sporo ją kosztowała.


Reklama

Reklama

Reklama