Niepokonany od stycznia, niepokonany w finale. Szymański mistrzem świata
Był już w sobotę brązowy medal sztafety mieszanej na 400 metrów, był wieczorem srebrny Natalii Bukowieckiej też na 400. Czekaliśmy jednak na złoto, a to miał dostarczyć niepokonany w tym sezonie pod dachem Jakub Szymański. W półfinale fantastycznie pobiegł jednak Amerykanin Trey Cunningham, uzyskał 7.35 s, poprawił rekord życiowy. I to on był faworytem. A Polak miał odpowiedzieć już na bieżni. I odpowiedział. Nie musiał pobić rekordu Polski, dopadł Amerykanina w połowie dystansu. I sięgnął po historyczne złoto.

Gdy trzy tygodnie temu Jakub Szymański przebiegł w finale mistrzostw Polski 60 m przez płotki w 7.40 s, mimo drobnego zderzenia w trakcie rywalizacji z Damianem Czykierem, zapowiedział dwie rzeczy. Po pierwsze, że jeżeli poskłada wszystko w jedną całość, poprawi rekord Polski. A ten był tylko o jedną setną lepszy.
I dokonał tego kilka dni później, w Berlinie - przebiegł dystans w 7.37 s. Wyrównał osiągnięcia Dylana Bearda i Treya Cunninghama, a to przecież w Toruniu mieli być jego główni rywale w walce o złoto.
Tyle że półfinały wszystko zmieniły. Godzinę wcześniej Cunningham wygrał swoją serię w 7.35 s. To robiło wrażenie, po prostu musiało zrobić. Także na Szymańskim, choć on po finale powiedział, że ten decydujący bieg ma zupełnie inne prawa. I wiedział też, że biegnący obok Cunningham może mieć w tej sferze mentalnej pewne problemy.
Półfinały zmieniły jeszcze jedno. Beard wywalczył awans do finału, ale się w nim nie pojawił. Doznał kontuzji. Z gry o medale wypadł jeden z głównych kandydatów.
Halowe mistrzostwa świata. Jakub Szymański mistrzem świata w Toruniu
Szymański został poproszony przez Małgorzatę Hołub-Kowalik o podanie czasu, jaki chciałby uzyskać w finale. Zapisał go na karteczce, nasza wyśmienita specjalistka do 400 metrów powiedziała tuż przed biegiem, że to było 7.34 s.
Kuba był w stanie pobiec tak szybko, ale... miał najgorszy czas reakcji wśród finalistów - 0.162 s. I stracił tutaj, ale szybko to nadrobił. Biegli wielką ławą, ale już na dwa płotki przed końcem Polak prowadził. Minimalnie. Nie stracił później tego, nie zyskał też. Ale gołym okiem widać było, że to on jest pierwszy na mecie. Do złota wystarczyło "tylko" 7.40 s. A Cunningham nie zdobył nawet srebra, jeszcze pokonał go Enrique Llopis.

Przez lata na tym dystansie dominował Grant Holloway. W tym roku rekordzista świata nie pojawił się w hali. I tytuł już nie pojedzie za ocean.
Szymański został trzecim europejskim mistrzem świata na tym dystansie.
- 1. Jakub Szymański (Polska) - 7.40 s
- 2. Enrique Llopis (Hiszpania) - 7.42 s
- 3. Trey Cunningham (USA) - 7.43 (.421) s
- 4. Demario Prince (Jamajka) - 7.43 (.430) s
- 5. Wilhelm Belocian (Francja) - 7.45 s
- 6. Shusei Nomoto (Japonia) - 7.49 s
- 7. Franco Le Roux (RPA) - 7.51 s
- 8. Lorenzo Simonelli (Włochy) - 7.52 s













