Nie Duplantis, nie Karalis. Mógł być Polakiem. Jest 6.01 w tyczce
Fanom lekkiej atletyki nazwisko Wołkow wiele pewnie mówi. Latem 1980 roku Konstantin Wołkow walczył z Tadeuszem Ślusarskim i Władysławem Kozakiewiczem o olimpijskie złoto. Wygrał ten ostatni, później pokazał "wała" radzickiej publiczności na Łużnikach. Dziś o tyczkarzu o nazwisku Wołkow znów jest głośno - jako pierwszy w tym roku skoczył ponad 6 metrów. Na imię ma Matwiej, to syn Konstantina. A co ciekawe, mógł reprezentować Polskę, prowadził rozmowy. I wpadł z deszczu pod rynnę, na HMŚ do Torunia nie przyleci.

Armand Duplantis jeszcze sezonu halowego nie zaczął, stąd może brak na razie startów na kosmicznych wysokościach. Choć Emanuil Karalis już błyszczy, w Lievin skoczył w czwartek równe 6 metrów, z wielkim przewyższeniem. A później atakował 6.07 - już nieskutecznie.
I wydawało się, że do niedzieli, a więc pierwszego startu rekordzisty świata w Clermont Ferrand, ten wynik będzie na szczycie światowych tabel. A tymczasem zaskakujące wieści napłynęły z Mohylewa. Od zawodnika, który pozostaje aktualnym rekordzistą świata do lat 18, zresztą ustanowił go pięć lat temu w Polsce. Wcześniej decydowało się, dla jakiego kraju będzie startował. Chciał rywalizować w międzynarodowych zawodach, a nie mógł - jako Rosjanin. Wybrał więc... Białoruś, której dziś też na światowych arenach nie ma.
Mowa o Matwieju Wołkowie - dziś niespełna 22-letnim tyczkarzu, byłym mistrzu świata do lat 20, gdy mógł jeszcze występować na świecie, przed agresją wojsk Putina na Ukrainę, przy wsparciu reżimu Łukaszenki. A dziś nie może.

Jego ojciec Konstantin był tyczkarzem znakomitym - halowym mistrzem Europy z Sindelfingen (1980), wicemistrzem świata z Helsinek (1983), gdzie przegrał z młodym Serhijem Bubką. Przede wszystkim był jednak wicemistrzem olimpijskim z Moskwy, te najważniejsze dla siebie zawody na Łużnikach przegrał z Władysławem Kozakiewiczem. On i Tadeusz Ślusarski pokonali za trzecim razem 5.65 m - wspólnie zdobyli srebro. Wołkow walczył jeszcze na 5.75 m, nie dał rady. A Kozakiewicz pokonał 5.78 m, poprawił rekord świata, pokazał "wała" buczącym Łużnikom.
Zaskakujący lider światowego rankingu. 6.01 m pod dachem. A do Torunia przyjechać nie może
Matwiej poszedł w ślady ojca, ale stałe zawieszenie rosyjskiej federacji w imprezach lekkoatletycznych, będące pokłosiem afer dopingowych z udziałem państwa, sprawiło, że postanowił zmienić obywatelstwo. Jego ojciec, przez bojkot igrzysk w Los Angeles w 1984 roku, stracił szansę na obronę medalu. Opcji, podobno, na stole było kilka. W grę wchodziły też starty pod polską flagą. Gdy w 2022 roku w Orlen Cup w Łodzi skoczył 5.61 m, zajął czwarte miejsce, powiedział: - Polski związek przez długi czas był mną zainteresowany. Rozmawialiśmy, byliśmy już nawet dogadani, ale w ostatnim momencie powiedzieli mi "do widzenia". No i poszedłem do Białorusinów - stwierdził Wołkow, cytowany przez sport.pl.
Rok wcześniej w Łodzi skoczył 5.60 m, jako rocznikowy 17-latek. Poprawił rekord świata w tej kategorii wiekowej, który należał od dwóch lat do Sashy Zhoyi (5.56 m), dziś czołowego... płotkarza. Karalis w tym wieku skoczył 5.55 m, a Duplantis - 5.51 m.

Przeprowadzka z Irkucka na Syberii do Mińska na niewiele się zdała. 22 lutego 2022 roku Wołkow startował w Copernicusie w Toruniu, skoczył 5.41 m. I był to dla niego ostatni start w innym kraju niż Białoruś i Rosja. Dwa dni później zaczęła się agresja wojsk Putina, te dwa kraje zniknęły z lekkoatletycznego świata. World Athletics uznaje wyniki, ale nie dopuszcza do rywalizacji.
Wołkow regularnie skakał po 5.70-5.80 m, ale błysnął dopiero w piątek. W halowych mistrzostwach Białorusi w Mohylewie skoczył 6.01 m, drugiego zawodnika w stawce pokonał o... 121 cm. I wskoczył na szczyt światowej listy. Choć pewnie w niedzielę, po pierwszym występie Duplantisa, to się zmieni.







![Ekstraklasa: Radomiak - Legia. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MGRL3Q6LHMQU3-C401.webp)



