Nie dojdzie do rewanżu Bukowieckiej z mistrzynią świata w Budapeszcie
Lekkoatletyczne serwisy bez większej wątpliwości potraktowały finałowy bieg z Tokio na 400 metrów jako wydarzenie roku. Mimo że nie padł tam rekord świata, a tych w sezonie 2025 padło kilka, trzy choćby za sprawą samego Mondo Duplantisa. To był magiczny pojedynek Sydney McLaughlin-Levrone z Marileidy Paulino, kawałek za nimi finiszowała Natalia Bukowiecka. W tym roku do wielkiego rewanżu mogło dojść we wrześniu w Budapeszcie, w grze będą wielkie pieniądze. Ale nie dojdzie. Amerykańska mistrzyni wydała komunikat.

Dystans 400 metrów dla nas jest tym szczególnie ciekawym - za sprawą Natalii Bukowieckiej. Podopieczna Marka Rożeja błyszczy od kilku sezonów, z Tokio w 2021 roku przywiozła dwa medale z rywalizacji sztafet. W tym złoto w debiutującej w programie olimpijskim rywalizacji mikstów.
A później dorzucała kolejne krążki: z mistrzostw Europy, świata oraz igrzysk olimpijskich. W tych globalnych zmaganiach pozostawała w cieniu Marileidy Paulino - Dominikanka stała się na płaskim dystansie jednego okrążenia gladiatorką. Choć już w poprzednim sezonie delikatnie zaczęła ją podgryzać Salwa Eid Naser.
To jednak nie o Paulino mówiło się we wrześniu w Tokio najwięcej, choć jej pojedynek o złoto - naturalnie - elektryzował. Poszło o Sydney McLaughlin-Levrone, rekordzistkę świata na 400 m przez płotki, która na tamtym dystansie zdobyła już wszystko co tylko możliwe. I zapewne jest rekord świata, 50.37 s z olimpijskiego finału w Paryżu, długo pozostanie niedościgniony. Styl i lekkość, w jakim wygrała w Tokio półfinał wskazywał na jedno: w finale zaatakuje 40-letni rekord globu Marity Koch (47.60 s). A Paulino może co najwyżej w tym pomóc, nakręcając rywalizację.
18 września w Japonii obie pobiegły wybitnie, Amerykanka - wręcz genialnie. Mimo mokrego tartanu po opadach deszczu. Po raz pierwszy w historii dwie zawodniczki zeszły poniżej granicy 48 sekund - McLaughlin-Levrone do poprawienia rekordu świata zabrakło jednak 19 setnych. Jej 47.78 s to drugi wynik w historii, czas Paulino (47.98 s) - trzeci.

Dla Bukowieckiej medal był tego dnia poza zasięgiem, bo aby go zdobyć, musiałaby urwać ponad 0,7 s ze swojego rekordu kraju. Zajęła czwartą pozycję, z najlepszym wynikiem w sezonie.
Nietypowy sezon letni bez największej gwiazdy dystansu jednego okrążenia. Mistrzyni świata z Tokio przekazała radosne wieści
Sezon 2026 jest w lekkoatletyce inny, bo nie ma tu globalnej imprezy na stadionie. Są halowe mistrzostwa świata w Toruniu w marcu z rywalizacją na 400 metrów, ale znaczna część gwiazd odpuszcza starty pod dachem. Tak zazwyczaj czyniły wszystkie medalistki z Tokio, a i Bukowieckiej w ostatnich dwóch sezonach nie było z tym po drodze, z różnych powodów. Latem zaś odbędą się "tylko" mistrzostwa Europy w Birmingham. Te światowe zmagania planowane są na lata 2027 (MŚ w Pekinie), 2028 (IO w Los Angeles) oraz 2029 (MŚ, lokalizacja zostanie ogłoszona we wrześniu).

Pozostają oczywiście mityngi Diamentowej Ligi, ale główną areną zmagań będą planowane na pierwszą połowę września zawody World Athletics Ultimate Championships. Inauguracyjna edycja tego nowego projektu, z pulą nagród 10 milionów dolarów, odbędzie się w Budapeszcie.
W rywalizacji na 400 metrów wystąpi 16 zawodniczek - w dwóch półfinałach (12 września). Pewny występ miały dotąd dwie: Paulino jako mistrzyni olimpijska oraz McLaughlin-Levrone jako mistrzyni świata. A pozostałych 14 nazwisk wskaże światowy ranking, w którym możemy się bardzo wysoko spodziewać Bukowieckiej. W tych zawodach nie ma ograniczeń co do ilości reprezentantek danego kraju. Najlepsza dostanie czek na 150 tys. dolarów.
W czwartek okazało się, że w Budapeszcie nie wystąpi jednak Amerykanka. Ani tam, ani w Diamentowej Lidze. W swoich mediach społecznościowych Sydney McLaughlin-Levrone pokazała zdjęcia z plaży - razem ze swoim mężem Andre Levrone jr. A w rękach trzyma zdjęcia USG dowodzące, że spodziewa się dziecka.
"Stworzyłam człowieka z moim ukochanym człowiekiem" - napisała 26-letnia sprinterka, która wielokrotnie podkreślała, że jest osobą głęboko wierzącą. "Tak się za ciebie modliliśmy. I Pan odpowiedział! Jesteś naszym największym błogosławieństwem i już cię kochamy" - dodała.
A to oznacza, że w tym sezonie Amerykanki w rywalizacji sportowej nie zobaczymy. Można się spodziewać, że dla Sydney kluczową imprezą będą igrzyska w Los Angeles, na jej ziemi.











