Nadeszło potwierdzenie z Francji. Polka lepsza od mistrzyni świata
Pia Skrzyszowska z przytupem rozpoczęła sezon 2026 - wygrała w Łodzi bieg na płaskim dystansie 60 metrów, później w Ostrawie wyśrubowała "World Lead" w biegu płotkarskim. Poważny sprawdzian miał przyjść w niedzielę w Metz - tu sezon zaczynała bowiem halowa wicemistrzyni świata z Nankinu i stadionowa mistrzyni z Tokio Ditaji Kambundji. Polka pokazała, że jest w świetnej formie. Doszło do udanego rewanżu.

W marcu zeszłego roku Ditaji Kambundji najpierw zdobyła halowe mistrzostwo Europy, z genialnym czasem 7.67 s, a dwa tygodnie później sięgnęła po srebro w Nankinie w HMŚ. W obu tych finałach Pia Skrzyszowska była nieco gorsza: w Apeldoorn wywalczyła brąz, w Chinach byłą czwarta, medal przegrała o trzy tysięczne sekundy. A z Kambundji - o jedną setną.
We wrześniu w Tokio znów zmierzyły się w finale - tym razem mistrzostw świata na stadionie, na dystansie 100 metrów. Szwajcarka była tą najbardziej szczęśliwą w stawce, niespodziewanie pokonała Amerykanki, Jamajki i Nigeryjkę Tobi Amusan, zdobyła złoto. A Pia skończyła piąta, też triumfowała, bo to był ogromny wyczyn.
Kolejny sezon halowy Polka zaczęła nieco wcześniej, choć wiadomo, że optymalną formę trzeba mieć w drugiej połowie marca. To wtedy obie zapewne staną do walki o medale HMŚ w Toruniu.
A dziś zmierzyły się pierwszy raz od pamiętnego finału w Tokio.
Pia Skrzyszowska kontra Ditaji Kambundji w finale mityngu w Metz. Mistrzyni świata z Tokio pokonana
Pięć dni temu w Ostrawie Skrzyszowska już w biegu eliminacyjnym uzyskała czas 7.78 s, pobiegła pefekcyjnie. O jedną dziesiątą poprawiła najlepszy wynik na świecie, a później w finale udowodniła, że nie było to dziełem przypadku. Pewnie wygrała, w 7.80 s.

W Metz zaczęła eliminacje od wyniku 7.91 s, po dość bezpiecznym biegu, w którym drugą Lucę Kozak wyprzedziła o 15 setnych. A Ditaji Kambundji triumfowała w drugiej serii, z rezultatem 8.07 s. To o niczym jeszcze nie świadczyło.
Finał to bowiem inna bajka. Pia znów miała świetną reakcję na strzał startera, najlepszą w stawce. I uciekła rywalkom jeszcze w pierwszej części dystansu. Tyle że w przeciwieństwie do występów w Ostrawie, tym razem jej przewaga już nie rosła. A nawet chyba nieco zmalała, bo Kambundji też wyraźnie przyspieszyła. Polka wygrała w czasie 7.82 s, Szajcarka uzyskała 7.87 s. I na listach światowych będzie teraz druga. Poniżej ośmiu sekund przebiegła jeszcze Dunka Ida Beiter Bomme (7.95 s).
To jednak do Polki należą trzy najlepsze wyniki w sezonie.













