Kilka dni temu do rywalizacji wrócił po kilku miesiącach przerwy Maciej Wyderka, nasz chyba obecnie najlepszy specjalista od 800 metrów, po niemal dwóch latach pokazał się kulomiot Michał Haratyk. Jednocześnie pojawiały się też informacje o tym, że Alicji Sielskiej, Justyny Święty-Ersetic czy Aleksandry Piotrowskiej już na stadionie w tym roku nie zobaczymy, zaś Sofia Ennaoui oficjalnie poinformowała o końcu kariery.
W czwartek doszło do innego długo wyczekiwanego powrotu - oszczepnika Cypriana Mrzygłóda, który - w najlepszej formie - byłby polskim kandydatem do walki o medal ME w Birmingham. Najlepszej, czyli takiej, jaką prezentował dokładnie rok temu. Dwukrotnie posyłał wtedy oszczep za linię 85. metra, dwukrotnie też za 84. metr. W tym w mityngu Spitzen Leichtathletik w Lucernie, który zresztą wygrał. I to właśnie ten szwajcarski obiekt wybrał na miejsce swojego powrotu. W doborowej stawce.
World Athletics Continental Tour w Lucernie. Cyprian Mrzygłód i Dawid Wegner w rywalizacji oszczepników
Mamy obecnie trzech oszczepników mogących w każdej chwili rzucić za 80. metr, co oznacza już przynależność do szerokiej światowej czołówki. Rok temu Cyprian Mrzygłód od razu rzucał daleko, Dawid Wegner rozkręcał się z każdym miesiącem, a Marcin Krukowski, rekordzista kraju, w maju zaliczył kapitalny występ w stolicy, a później mierzył się z różnymi problemami.
W Tokio tylko Wegner awansował do ścisłego finału, Mrzygłód był rozczarowany. I niedługo po występie w Japonii zdecydował się na podwójny zabieg: stawu skokowego i kolana, bo to ostatnie zaczęło sprawiać coraz większy kłopot. Operację przeprowadził w poznańskiej klinice Rehasport dr hab. Tomasz Piontek. - Wszystko było podyktowane tym, by być w jak najlepszej formie na igrzyskach w Los Angeles. Stąd ta rekonstrukcja chrząstki rzepki. Nie będę się spieszył z powrotem, rehabilitacja powinna zająć sześć miesięcy, w 2027 roku są mistrzostwa świata, rok później igrzyska. A jeśli wszystko się zgra, to może pod koniec lipca mógłbym być gotowy do jakiegoś startu - mówił Mrzygłód po koniec ubiegłego roku red. Tomaszowi Kalembie z Interii.

Wtedy nie było jeszcze jasne, czy w ogóle myśli o występie w Birmingham, choć minimum European Athletics (83.00 m) wypełnił podczas zeszłorocznych mistrzostw Polski w Bydgoszczy (84.39 m). Pozostało jeszcze wypełnić to narzucone przez PZLA zawodnikom urodzonym w XX wieku (81.00 m), choć tu pewnie będą analizowane wyjątkowe sytuacje.
W Lucernie Mrzygłód zaczął od spokojnych rzutów na 71.38 m i 70.59 m - zapewne poniżej oczekiwań zawodnika. Ale później była już wyraźna poprawa - 75.10 m, 76.52 m, wreszcie 78.53 m w piątej kolejce. W teoretycznie lepszej grupie A wskoczył wtedy na szóste miejsce, łącznie był to ósmy wynik dnia. Za nim zaś znalazł się mistrz olimpijski z Paryża - Arshad Nadeem. W ostatniej kolejce Pakistańczyk poprawił się na 78.47 m, ale o 6 cm przegrał z Polakiem. Po raz drugi w karierze, bo wcześniej był gorszy od Mrzygłóda w... 2016 roku, w eliminacjach MŚ U-20 w Bydgoszczy.

Bliżej rzucał też Niemiec Max Dehning, wicemistrz świata juniorów z 2022 roku, mający już w dorobku w karierze rzut na ponad 90 metrów.
Cieszy również stabilna forma Dawida Wegnera, który minimum PZLA wypełnił już w Ostrawie. A w Lucernie oddał dwa 80-metrowe rzuty, ten najdalszy, na 80.54 m, zapewnił mu czwarte miejsce. Triumfował zaś Niemiec Julian Weber, mistrz Europy z Monachium (2022) i wicemistrz z Rzymu (2024). Poprawiał się w każdej z trzech serii, w tej ostatniej uzyskał 87.01 m - to najlepszy w tym roku wynik na kontynencie, trzeci na światowych listach. I zrezygnował z kolejnych prób.
W następny weekend odbędą się mistrzostwa Polski - to będzie generalny sprawdzian dla naszych oszczepników.












