Reklama

Reklama

Michael Johnson o dopingowym skandalu w lekkoatletyce

Dawna gwiazda światowych bieżni, rekordzista świata w biegu na 400 m Michael Johnson podkreślił, że dopingowy skandal w lekkoatletyce jest gorszy niż korupcyjna afera w FIFA.

- Zwłaszcza jeśli pomyślimy o ofiarach - powiedział w wywiadzie dla BBC 48-letni Amerykanin.

Reklama

- Zawodnicy, którzy przez dopingowiczów zostali pozbawieni swoich medali, nigdy nie mieli szansy, by stanąć na podium. A przecież powinni - skomentował jeden z najlepszych sprinterów w historii. Czterokrotny mistrz olimpijski uważa, że decyzja IAAF o zawieszeniu Rosji musiała być bardzo trudna.

- Przecież w tym kraju są na pewno także czyści sportowcy. I co? Mają także ponosić karę? Czemu tacy zawodnicy mają nie startować w igrzyskach - pyta Johnson, do którego od 1999 roku należy rekord świata na 400 m - 43,18.

Ośmiokrotny mistrz globu uważa jednak, że pomysł, by odnotowywać od nowa wszelkie rekordy świata jest nietrafiony.

- To przecież nie likwiduje problemu dopingu. Jeśli wyzeruje się wszystkie najlepsze wyniki, to co to ma wspólnego z walką z oszustami? To nikogo nie powstrzyma od tego, by brać niedozwolone środki - powiedział.

W listopadzie WADA przybliżyła kulisy procederu korupcyjnego w Rosji. Działacze mieli manipulować wynikami badań antydopingowych w zamian za łapówki od sportowców. W ogniu krytyki znalazło się m.in. moskiewskie laboratorium, któremu odebrano akredytację WADA; zamieszani mieli być nawet urzędnicy państwowi. O korupcję oskarżony został także były szef IAAF Senegalczyk Lamine Diack.

Po rekomendacji WADA, Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) wykluczyło Rosjan ze wszystkich zawodów. Jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, reprezentantów tego kraju w tej dyscyplinie zabraknie na tegorocznych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | Michael Johnson | bieg | doping w sporcie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje