Reklama

Reklama

Maria Andrejczyk: Sama narobiłam sobie tym wynikiem problemów

Rekord Polski w rzucie oszczepem wzmógł apetyty przed igrzyskami olimpijskimi wśród kibiców. Jego autorka ucina jednak pytania o igrzyska w Tokio. Maria Andrejczyk opowiedziała między innymi o tym, że od dziecka marzyła o podróży do Japonii oraz, jak wyglądał jej dzień, w którym ustanowiła rekordowy wynik.

71,40 m. Takim wynikiem zachwyciła Maria Andrejczyk podczas niedzielnego konkursu rzutów w Splicie. Polka nie tylko ustanowiła rekord kraju, ale również zajęła trzecie miejsce na liście wszechczasów.

- Wynik jest przepiękny, ale w tym momencie nic mi nie daje. Fajnie, bo to jest super motywacja i potwierdzenie całej mojej ciężkiej pracy, którą wykonałam. To praca moja i mojego trenera oraz psychologa, z którym współpracuję, zarówno tej zimy, jak i w latach minionych. Cieszę się, że to wszystko tak się złożyło. Zastanawiam się, dlaczego akurat teraz. Nie ukrywam, że cały bark i łokieć po prostu mi "odpadają", bo takie przeciążenia były przy tym rzucie - powiedziała Maria Andrejczyk podczas facebookowej rozmowy na żywo.

Reklama

Sportsmenka zdaje sobie sprawę z tego, że podsyciła apetyty na swój olimpijski wynik. Andrejczyk nie chce jednak szczególnie mówić o Tokio w kontekście sportowym. W jej oczach widać pewność siebie i koncentrację, bo przecież przed nią jeszcze niemało pracy przed wylotem na igrzyska.

- Sama sobie narobiłam tym wynikiem problemów. Wiem, co ten wynik oznacza i jakie teraz będą zachowania. Będę natomiast skutecznie ucinać wszelkie tematy związane z Tokio w kontekście sportowym. Oczywiście co innego w innym kontekście, bo ja od dziecka marzyłam, żeby Japonię odwiedzić. W oszczepie minimum wynosiło 64 metry i ja je na spokojnie osiągnęłam - dodała 25-latka.

Andrejczyk o dniu startowym

Jak wyglądał rekordowy dzień oszczepniczki?

- Chodziłam nabuzowana już od soboty. Zwyczajnie się stresowałam jak świeżak. Dodatkowo byłam naładowana bardzo pozytywną energią. Działo się mnóstwo rzeczy w mojej głowie. Na spokojnie zjadłam śniadanko. Zdecydowałam się na jajecznicę z kanapką, żeby zgadzało się białko i do tego standardowy zestaw witamin. Później przyszedł czas na rozruch, czyli dynamiczną jogę. Na tyle znam już swoje ciało, że wiem, które partie muszę szczególnie pobudzić. Przed tym startem były to mięśnie piersiowe i pośladkowe, bo są one niesamowicie aktywne w trakcie rzutu. Potem drzemka i wizualizacja, która jest nieodłącznym elementem przygotowania przedstartowego. Wyobrażam sobie drogę na stadion, rozgrzewkę, co jest bardzo istotne od jakiegoś poziomu sportowego - opisała reprezentantka Polski.

Maria Andrejczyk na poprzednich igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro zajęła czwarte miejsce, ustanawiając swój poprzedni rekord Polski (67,11 m). Brązowy medal przegrała o zaledwie 2 cm. 

A

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje