Reklama

Reklama

Maria Andrejczyk: Na treningach udajemy, że jest... jesień

"To był bardzo fajny czas, żeby trochę odstawić główny trening na boczny tor, by skupić się na zdrowiu i rehabilitacji. Teraz jest już wszystko znacznie lepiej. Pierwszy obóz mamy zaplanowany pod koniec czerwca we Władysławowie, więc jest jeszcze trochę czasu na przygotowanie organizmu do tego największego wysiłku" - zaznaczyła.

Nie ma jednak też złudzeń co do zbliżającego się sezonu. Na razie nie wiadomo nawet, jak on będzie wyglądać. Lekkoatleci mają nadzieję, że ruszy na dobre w sierpniu. "Ten sezon będzie dziwny, będzie inny. Też nie nastawiam się zbyt ambitnie, bo wiem, gdzie jest cel i wiem, że do niego mam jeszcze ponad rok. Teraz najważniejszy jest spokój, wyciszenie, a nie robienie wszystkiego na siłę. Nie ma sensu się zajeżdżać. Jestem też bardzo wdzięczna za to, że przyszedł taki czas, w którym wszyscy zamknęliśmy się w domu z rodzinami. Można było trochę wyhamować" - przyznała.

Andrejczyk zmuszona była także do przejścia dwutygodniowej kwarantanny, ponieważ w trakcie pandemii wracała nagle do kraju ze zgrupowania w Portugalii.

"Miałam obowiązkowe 14 dni na kanapie. Nie narzekam. Było fajnie" - oceniła.

Obecnie Andrejczyk spokojnie wchodzi w trening. Ma za sobą pierwsze rzuty, ale to na razie - jak sama mówi - spokojne techniki.

"Nazwałabym to bezpiecznym wejściem w trening rzutowy. Na razie udajemy, że mamy jesień i dopiero wchodzimy w trening. Jest tylko cieplej i przyjemniej. Starty planuję, ale nie mam jeszcze sprecyzowanych mityngów. Na pewno chciałabym w sierpniu sprawdzić, na jakim jestem poziomie" - zaznaczyła.

Reklama


Dowiedz się więcej na temat: Maria Andrejczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje