Reklama

Reklama

Marek Tronina: Maratonów nie da się zabezpieczyć

Prezes Fundacji Maratonu Warszawskiego Marek Tronina uważa, że nie ma realnych szans na zabezpieczenie biegów ulicznych. Powodem jest zbyt wielka rotacja osób, za długa trasa i duża dynamika. W poniedziałek na mecie maratonu w Bostonie doszło do zamachu.

"Oczywiście można stworzyć jakiś plan ochrony, zamknąć punkty krytyczne, takie jak meta i start, ale wtedy zabralibyśmy takim imprezom cały urok. Ponadto wdrożenie czegoś takiego wiązałoby się z podwyższeniem kosztów i jest mało realne" - powiedział PAP Tronina, który organizuje w Warszawie m.in. maratony.

Według niego jedynym zabezpieczeniem w takich imprezach są ochroniarze ustawieni na mecie i starcie. Nie przeszukuje się jednak wcześniej terenu, nie sprawdza każdego uczestnika lub kibica.

"To coś, czego po prostu nie da się zrobić. Strefa startu to nie jest jedynie linia. To obszar, który liczy czasami parę hektarów. Składają się na niego m.in. szatnie, depozyty, przebieralnie. Nie ma szans na wprowadzenie procedur takich, jak na lotnisku. To zabiłoby całą istotę takiej imprezy" - dodał.

Reklama

Najtrudniej jednak, jego zdaniem, byłoby zabezpieczenie trasy. Rotacja kibiców zebranych przy barierkach jest bowiem tak duża, że nie jest się w stanie tego kontrolować.

"Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Nie można raptem po dwóch stronach trasy, która liczy ponad 42 km, ustawić ludzi, którzy byliby odpowiedzialni za ochronę. Poza tym maraton nie jest zaliczany w Polsce do imprez masowych, więc nie podlega również zaostrzonym procedurom bezpieczeństwa. Przepisy formalne tego nie wymagają" - zaznaczył Tronina.

Prezes Fundacji Maratonu Warszawskiego niedawno uczestniczył w maratonie w Izraelu, gdzie również nie było żadnych dodatkowych zabezpieczeń.

"A jak wiadomo, tam akty przemocy są niemal na porządku dziennym. Ochrona jest tam wszędzie - w każdym centrum handlowym, sklepie czy miejscu publicznym. Sam bieg był jednak bez surowych procedur kontroli, nie była też zwiększona ochrona. Nikt nikogo nie sprawdzał. Organizatorzy zdają sobie bowiem sprawę z tego, że jest to nierealne" - powiedział.

W poniedziałek na mecie w Bostonie doszło do wybuchów. Zginęły trzy osoby, a ponad 140 jest rannych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL