Reklama

Reklama

Maratończyk Witold Radke: Po czterech kontynentach pora na Afrykę

Witold Radke ukończył dotychczas 83 maratony, w tym 73 za granicą. Startował w Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz Azji. - Po czterech kontynentach pora na Afrykę. W Wielkanoc rozpocząłem przygotowania do sezonu - poinformował 69-letni wałbrzyszanin.

Miniony rok rozpoczął biegiem w Tokio na dystansie 42 km 195 m, a zamknął udziałem w maratonie w Honolulu, w którym udział wzięło prawie 30 tys. osób. Temperatura dochodziła do 30 stopni C, ale najbardziej rywalizację utrudniała wilgotność powietrza, przekraczająca 90 proc.

Reklama

- Również i ja dotkliwie odczułem te warunki, gdyż od dawna zmagam się z pylicą płuc, pozostałością po wielu latach pracy w kopalni węgla. Natomiast od strony sportowej zawody na Hawajach zapamiętam szczególnie, bowiem o 16 minut wyprzedziłem Amerykanina Bryana Claya, mistrza olimpijskiego z Pekinu w dziesięcioboju. To kolejna wybitna postać, która minęła metę za mną - wspomniał Radke.

W swej 16-letniej karierze, od czasu, gdy bieganiem pokonał groźną chorobę serca, podobną satysfakcję odczuwał wielokrotnie, kiedy m.in. o 26 minut wyprzedził Amerykanina Billa Rodgersa, czterokrotnego zwycięzcę maratonu w Bostonie w latach 70. i o 12 minut Niemca Waldemara Cierpinskiego, dwukrotnego (Montreal, Moskwa) mistrza olimpijskiego.

Z wałbrzyszaninem przegrywali również słynny fiński biegacz narciarski Juha Mieto i zwycięzca Tour de France Duńczyk Bjarne Riis, legendarny torreador, Hiszpan David Fandila, zwany "El Fandi", oraz były minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer i były wicepremier Grzegorz Kołodko.

Wprawdzie ze Stevem Jonesem, który w 1984 roku uzyskał najlepszy wynik w historii i był ostatnim "białym" rekordzistą świata na dystansie 42 km 195 m, Radke przegrał różnicą kilku minut, ale bardzo sobie ten wyczyn ceni. Gratulował mu też słynny Walijczyk.

Spośród dziesięciu największych maratonów na świecie, Radke ukończył osiem. Nigdy nie startował dwa razy w tym samym mieście. Jest członkiem londyńskiego "100 Marathon Club". Wprawdzie nie ma jeszcze tylu maratonów zaliczonych, ale przyjęto go do szacownego grona doceniając wartość jego sportowych dokonań.

Nie byłoby ich, gdyby nie pokonanie choroby serca, która zagrażała jego życiu i niemal zupełnie uniemożliwiała mu poruszanie się. Zawodziły leki i różne metody leczenia. W pewnym momencie postanowił postawić wszystko na jedną kartę i zaczął truchtać, stopniowo zwiększając dystans pod opieką kardiologa, późniejszego prezydenta Wałbrzycha, dra Romana Szełemeja. 

- Po kilkunastu miesiącach wszystkie dolegliwości zniknęły, a lekarze stwierdzili, że mam serce 18-latka. Uznano to za ewenement nie tylko na krajową skalę. Bieganie zadziałało jak przeszczep serca. Wtedy wytyczyłem sobie sportowe cele. Jestem dobrym przykładem tego, jak zbawienny dla organizmu jest ruch i fizyczna aktywność - podkreślił.

Czego chce dokonać w tym roku? - Jesienią zamierzam być w Afryce, która byłaby moim piątym kontynentem na biegowej mapie. 20 października w Etiopii odbędzie się Haile Gebrselassie Marathon. Trasa jest na wysokości 1700 m, więc będzie to, w połączeniu zapewne z wysoką temperaturą, spore wyzwanie dla organizmu - powiedział Witold Radke.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | maraton | maratończyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje