Reklama

Reklama

Maciej Lepiato: Trening paraolimpijczyka nie różni się od przygotowań sportowców pełnosprawnych

Kandydat do trzeciego z rzędu medalu paraolimpijskiego w skoku wzwyż na kilka miesięcy przed wylotem do Tokio otwiera okres przygotowań do najważniejszej imprezy czterolecia. Bycie utytułowanym lekkoatletą daje mu możliwość mówienia na głos o tym, co dla paraolimpijskiej rodziny jest niezwykle ważne. - Ludzie mają mylny obraz tego, co to są igrzyska paraolimpijskie. Wciąż wielu myli je z olimpiadami specjalnymi - przyznał Maciej Lepiato w rozmowie z Interią.

Maciej Lepiato dwukrotnie na swojej szyi zawieszał złoty medal igrzysk paraolimpijskich. Teraz, gdy do kolejnych igrzysk pozostało zaledwie kilka miesięcy, lekkoatleta wchodzi w okres przygotowań, pracując nad zrealizowaniem kolejnego wielkiego celu. Skoczek wzwyż kieruje się perfekcją i stale dba o swój pozytywny wizerunek, którego nie da się wykreować jedynie na podstawie wyników. Dzięki reputacji w sportowym środowisku może z dumą promować paraolimpijski sport na zewnątrz. Sport, który poza tym jednym drobnym przedrostkiem "para", w praktyce niewiele różni się od profesjonalnego uprawiania lekkoatletyki przez pełnosprawnych zawodników.

Reklama

Czy sportowiec niepełnosprawny może liczyć na takie samo wsparcie ze strony sponsorów i kibiców, jak pełnosprawny zdobywca medali na najważniejszych imprezach świata?

- Jeśli chodzi o wsparcie ministerialne, od kiedy w Polsce funkcjonuje ustawa traktująca właśnie o tym, ministerstwo nie rozróżnia paraolimpijczyków od olimpijczyków i możemy liczyć na takie same przywileje. Gdy jednak mowa o prywatnych sponsorach, czy mediach, tutaj niestety silne powiązanie tych dwóch światów sprawia, że ciężej pozyskać wsparcie. Sportu paraolimpijskiego jest w mediach zdecydowanie mniej i nie ma się co oszukiwać, że bez tego potencjalni sponsorzy nie mogą liczyć na aż taki zwrot zainwestowanych w zawodnika środków. Z roku na rok zauważam jednak poprawę, bo mówi się o nas troszkę więcej. Wciąż jest jednak bardzo dużo do poprawy, patrząc chociażby na inne kraje - mówi Maciej Lepiato, dwukrotny mistrz paraolimpijski.

Na popularność w sporcie trzeba sobie zapracować, a na popularność pozytywną dodatkowo jeszcze zasłużyć. Lepiato czuje, że sukcesy, nie są szczęściem tylko dla niego. Z jego wyników cieszą się najbliżsi, ale również całkiem obcy mu kibice.

- Jest rodzina i znajomi. Co jakiś czas ludzie piszą o możliwość wysłania kartki z autografem. Czuję wsparcie. Zawsze mogę liczyć na kibiców - dodaje lekkoatleta.

Sportowcy niepełnosprawni oprócz trudności bezpośrednio związanych z tym, że mówi się o nich mniej, borykają się z problemem błędnego wyobrażenia o tym, jak w rzeczywistości wygląda ich życie jako profesjonalnych zawodników, którzy regularnie reprezentują Polskę i zdobywają dla niej medale.

- W Polsce wciąż występuje problem z postrzeganiem sportu paraolimpijskiego. To często przynosi nam negatywne skutki. Ludzie mają mylny obraz tego, co to są igrzyska paraolimpijskie. Wciąż wielu myli je z olimpiadami specjalnymi. Dużo osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda trening paraolimpijczyka, który zdobywa medale na mistrzostwach świata, Europy, czy igrzyskach. Na ten moment nie różni się on właściwie od przygotowań do igrzysk przez sportowców pełnosprawnych. Takie błędne postrzeganie bywa dla nas wręcz krzywdzące - zaznacza Lepiato.

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Lepiato | igrzyska paraolimpijskie | lekkoatletyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje