Łza w oku Pii Skrzyszowskiej, 0.12 s za mało. I rekord polskiej bohaterki z Bergen
Rok temu w igrzyskach w Paryżu Pia Skrzyszowska, wspólnie z Tobi Amusan, były bliskie awansu do finału, zabrała im go w ostatniej chwili Cyrena Samba-Mayela. A później w DL w Chorzowie Pia skończyła eliminacje z 10. czasem, w finale pobiegło dziewięć najlepszych. Teraz sytuacja się niemal powtórzyła, znów trochę zabrakło Polce by pobiec w finale. Wspaniały rekord Holandii pobiła zaś Nadine Visser, a z nowej życiówki cieszyła się też Alicja Sielska.

W zmaganiach na 100 m przez płotki nie było jednego biegu finałowego, wówczas w stawce byłaby zapewne tylko jedna Polka. Czyli Pia Skrzyszowska, która minimum na start w Tokio wywalczyła już rok temu. A tak szansę dostały trzy: Klaudia Wojtunik i Alicja Sielska o wyjazd do Tokio wciąż walczą. Tu zasady są proste: trzeba uzyskać w okresie kwalifikacyjnym czas 12.73 s, ewentualnie mieć odpowiednio wysoką pozycję w rankingu World Athletics. To drugie wydaje się być celem Sielskiej i Wojtunik, choć obie stać też na rekordowy wyskok.
Skrzyszowska i Wojtunik pojawiły się więc w pierwszym półfinale, Sielska - w drugim. Z każdego do finału awansowały po trzy najlepsze, trzy kolejne z czasami uzupełniały stawkę.
Diamentowa Liga. Rekord całego cyklu w finale biegu na 100 m przez płotki. Już bez udziału Polek. Mistrzyni olimpijska wzięła rewanż
Skrzyszowska w miarę dobrze ruszyła, ale już po trzecim, czwartym płotku była coraz dalej od czołówki. Finiszowała z dość dużą stratą, jako szósta. W czasie 12.66 s, czyli mniej więcej takim, jakie uzyskuje w tym sezonie. Ackera Nugent uzyskała 12.34 s, Danielle Williams 12.43 s, Tonea Marshall 12.47 s, Tobi Amusan 12.48 s, wreszcie Alia Armstrong z USA - 12.50 s. Takie właśnie trzeba mieć, by myśleć w ogóle o finale mistrzostw świata. I finale DL w Chorzowie, skoro tak wysoki był tu poziom.

Szanse na kwalifikację dla Polki były minimalne, tylko trzy zawodniczki w drugiej serii mogły być od niej lepsze. A były cztery. - To start w Polsce, zależało mi by pobiec jak najlepiej - mówiła przed kamerą TVP Sport, a łza kręciła się w jej oku. Kilkukrotnie zderzyłam się ramieniem z Tobi Amusan, to mi trochę odebrało rytmu - dodała. Zimą było podobnie, a później w Nankinie poprawiła rekord Polski.
Wojtunik w tym biegu odstawała od reszty, uzyskała czas 13.16 s. Lepiej poszło Sielskiej w drugiej serii - skończyła siódma, a 12.81 s oznaczało jej nowy rekord życiowy. Tu fenomenalnie pobiegła Nadine Visser - Holenderka poprawiła rekord kraju, uzyskała znakomite 12.28 s. A przecież ona razem trenuje ze Skrzyszowską.
W tym półfinale Visser była lepsza od mistrzyni olimpijskiej Masai Russell - o 0.08 s. Amerykanka zrewanżowała się w finale, gdy Visser pogubiła się w środku dystansu i zgubił rytm. A Russell uzyskała 12.19 s - wyrównała drugi w tym roku wynik na świecie. To też rekord całej Diamentowej Ligi w historii.











