Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Ta Lou: Nie wiem, czy jako sportowcy będziemy mentalnie gotowi podróżować

Igrzyska olimpijskie miały być jej celem, na którego spełnienie czekała cztery lata. Reprezentantka Wybrzeża Kości Słoniowej nie uważa jednak, że coś w tym temacie się zmieniło i nadal z motywacją patrzy w kierunku Tokio. "Nie chcę wracać do zawodów, ponieważ jeśli podejmę jakiekolwiek ryzyko, może to odbyć się kosztem mojego życia. A moje życie jest ważniejsze niż wszystko inne" - powiedziała Marie-Josee Ta Lou.

Każdy olimpijczyk na swój sposób poradził sobie z wieścią o tym, że najważniejsza impreza czterolecia została przymusowo odroczona. Igrzyska w Tokio były wielkim marzeniem wielu sportowców. Część z nich miała w tym roku pierwszy raz wystąpić na tak ważnej imprezie. Inni trenowali długie miesiące z nastawieniem, że w 2020 roku wystąpią w swoich ostatnich igrzyskach. Jeśli cierpliwość jest jedną z najważniejszych cech zawodnika, właśnie teraz jest wystawiana na próbę.

Dla Marii-Jose Ta Lou sprint w Tokio to cel numer jeden. W tym roku na jej torcie urodzinowym pojawią się 32 świeczki, ale, jak sama przyznaje, wiek to tylko liczba. Nie zraża się rozłożonym na łopatki sezonem. Doskonale pamięta rozgoryczenie po dwóch czwartych miejscach w Rio de Janeiro i za rok chce odegrać główną rolę na bieżni. Jej motorem napędowym i inspiracją jest Shelly-Ann Fraser-Pryce - lekkoatletka, która w minionym roku wspięła się na najwyższy stopień podium światowego czempionatu.

Reklama

"Wciąż jestem młoda. Nie martwię się i nie mam żadnych ograniczeń. Tak długo, jak zachowam tę samą energię i ten sam sposób myślenia, będę biegać. Cel pozostaje dla mnie taki sam - w przyszłym roku będą to igrzyska olimpijskie. Nic się nie zmieniło" - powiedziała w rozmowie z BBC Marie-Josee Ta Lou.

Śledzenie aktualności nie zrzuca z barków stresu. Zawodnicy wciąż trenują i czekają na wiadomości, kiedy będą mogli wpisać najbliższe starty do swoich terminarzy. Niestety wciąż większość wydarzeń stoi pod wielkim znakiem zapytania. Co, jeśli ten rok będzie upływał tylko pod znakiem treningów? Inną sprawą jest myśl o powrocie do rywalizacji. Trudno bowiem będzie zapewnić bezpieczne zawody biegaczom z całego świata.

"Czy jako sportowcy będziemy mentalnie gotowi wszędzie podróżować? Naprawdę musimy mieć wszystkie gwarancje. Nie chodzi o sto, ale o tysiąc procent. Nie chcę wracać do zawodów, ponieważ jeśli podejmę takie ryzyko, może to odbyć się kosztem mojego zdrowia, a moje życie jest ważniejsze niż wszystko inne" - wyznała Afrykanka.

Dwukrotna wicemistrzyni świata w biegu na dystansie 100 i 200 metrów liczy się z tym, że w tym roku nie będzie jej dane zaprezentować swoich umiejętności. Wciąż ma jednak nadzieję na uratowanie terminów niektórych zawodów.

"Większość wyścigów odbywa się w Europie, a od września jest zimno. Teraz mamy czerwiec, lipiec, ale trudno sobie wyobrazić, że wirus umiera w dwa lub trzy miesiące. Potrzebuję czasu. W tej chwili chcielibyśmy uratować sezon, choćby kilka wyścigów. Desperacko mamy nadzieję, że będziemy mieli szansę, aby to spełnić" - dodała Marie-Josee Ta Lou.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama