Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Paweł Wojciechowski miał wiele szczęścia, jego tyczka "eksplodowała"

O sporym szczęściu może mówić Paweł Wojciechowski, który w chiński Wuhan sięgnął po złoty medal Wojskowych Igrzysk Sportowych. Podczas jednej z prób, gdy nasz reprezentant był już wyniesiony w górę, wprost eksplodowała jego tyczka, łamiąc się na kilka kawałków. Całe zajście wyglądało bardzo niebezpiecznie, ale skończyło się tylko na lekkim uszkodzeniu kciuka sportowca.

Do niebezpiecznej sytuacji doszło przy pierwszej próbie pokonania wysokości 5,82 m. Wojciechowski już zaczynał układać swoje ciało do wzbijania się w górę, gdy w jednej chwili tyczka, wygięciem przypominająca napiętą cięciwę, "strzeliła", z dużą siłą odrzucając twarde i ostre kawałki na boki.

Nasz zawodnik miał podwójne szczęście. Nie dość, że fragment tyczki bezpośrednio, niczym pocisk, nie ugodził się w ciało, to spadając zdołał wylądować na skraju materaca. Niewiele zabrakło, na co sportowiec już nie miałby wpływu, a z kilkudziesięciu centymetrów plecami runąłby na twarde podłoże.

Reklama

Dlatego nie dziwi, że były mistrz świata odetchnął z ulgą, a uraz jednego palca w zasadzie zbagatelizował, czemu dał wyraz wpisem w mediach społecznościowych.

"Kciuk w górę, choć mój dziś trochę ucierpiał... Na zakończenie sezonu na Wojskowych Igrzyskach sięgnąłem po złoto. Wynik 5,60 może nie jest szaleństwem, ale jak na ten okres i tak długi sezon jest dobrze" - napisał Wojciechowski na Facebooku.

30-letni bydgoszczan do zwycięstwa faktycznie nie potrzebował imponującej wysokości, ale to nie jego wina, że złoty medal w Wuhan zapewniło mu 5,60 m. Poprzeczkę na tej wysokości przeskoczył w drugiej próbie, a rywalizację w igrzyskach rozpoczął od pułapu 5,30 m.

Niedawno, podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Katarze, Wojciechowski musiał przełknąć gorzką pigułkę. Z wielkim rozczarowaniem przyjął fakt, że nie zaliczył 5,75 m i nawet nie awansował do finału.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama