Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Paweł Fajdek: Mam ogromny zapał do pracy. Zacząć dobrze, a szczyt mieć na igrzyskach [WYWIAD]

- Wreszcie jestem w pełni zdrowy i z optymizmem patrzę w przyszłość - mówi w roku olimpijskim Paweł Fajdek, czterokrotny mistrz świata w rzucie młotem.

Fajdek odwiedził Stadion Śląski na sto dni przed mistrzostwami świata w sztafetach, które odbędą się w Chorzowie. 

Paweł Czado, Interia: Podkreśla pan, że wreszcie jest zdrowy, nic nie boli. Bije od pana optymizm. To nie tak, że czas pandemii sprawił, że było więcej czasu na odpoczynek?

Paweł Fajdek, czterokrotny mistrz świata w rzucie młotem: - Od marca do czerwca odpoczywałem. Zrezygnowałem z jakichkolwiek przygotowań. Walczyłem do ostatniego startu o 80 metrów, ale parę centymetrów brakło. Mój najważniejszy cel był jednak taki, żeby wreszcie się wyleczyć, żeby w jak najlepszym stanie podejść do następnego sezonu. Diagnoza wykazała, że jest przepuklina, jest problem, który może przeszkadzać i trzeba nad tym pracować. Dołożyliśmy więc poranne rozruchy. Teraz potrzebujemy słońca, cierpliwości i dużej ilości rzutów.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Reklama

Sprawdź!

To dobrze, że igrzyska są w tym roku zamiast w poprzednim?

- No tak... Nie ma co ukrywać, że w zeszłym roku, pomimo że w marcu byłem nieźle przygotowany odczuwałem wspomniane problemy zdrowotne. Nie było więc dla mnie problemem, że igrzyska zostały odwołane. Lekkoatleci muszą przygotowywać się z roku na rok. Nie ma czegoś takiego, że lekkoatleci budują formę przez cztery lata, to nieprawda. My co roku musimy być gotowi, co roku musimy być przygotowani. Dla mnie kluczowym elementem jest zdrowie, ale powtarzam: w tej chwili jest wszystko dobrze. Wyszedłem ze wszystkich problemów zdrowotnych, które w ostatnich latach się pojawiały. 

Wyjątkowo długo o tej porze roku jestem w Polsce, jeszcze nigdzie za granicę nie wyjeżdżałem a przecież w grudniu byłem już zazwyczaj w cieplejszych krajach. Cóż, jesteśmy zahartowani i bardziej będziemy doceniać lepsze okoliczności treningu. Będziemy wykorzystywać każdy dzień. Mam supernastawienie, jest fajny klimat w moim obozie, więc nie ma na co narzekać. 

Mam ogromny zapał do pracy, jestem pełen optymizmu. Być może już na pierwszych tegorocznych zawodach, na drużynowych mistrzostwach Europy, chciałbym poprawić rekord Stadionu Śląskiego. Jest dosyć słaby, ledwo ponad 80 metrów... Chciałbym też czegoś więcej: być może rekord Polski? Wszystko zależy oczywiście od zdrowia. Rzuty w granicach 81 albo 82 metrów powinny się pojawiać już od początku roku. Chcę dobrze rozpocząć ten sezon właśnie dlatego, że to sezon olimpijski. Zacząć dobrze, a potem na igrzyskach mieć ten pik i przynajmniej te pół metra dołożyć. Oczywiście to założenia, wiadomo, że w życiu różnie bywa. Skupiam się na tym, żeby trening był optymalny z dbałością o zdrowie. Jeśli uda się zachować systematyczność, tak jak do tej pory, to jestem pełen optymizmu. Wydaje mi się, że te wyniki powinny być właśnie na tym poziomie.

Jak układa się współpraca z nowym trenerem Szymonem Ziółkowskim?

- Bardzo dobrze. Jesteśmy po czterech zgrupowaniach, w tym trzech rzutowych, w niedzielę lecimy do Portugalii na pierwsze zgrupowanie. Trochę więcej ciepełka, trochę więcej rzucania (uśmiech). U nas czasem były nieprzyjemne warunki treningu, minusowe temperatury podczas rzutów, staraliśmy się robić, ile nam się uda. Nie zawsze byliśmy jednak zadowoleni z ilości rzutów, ale co zrobić. Teraz przed nami trzy obozy klimatyczne, wszystkie prawdopodobnie w Portugalii. Były plany, żeby lecieć do RPA, ale tam jest - jeśli chodzi o pandemię - sytuacja "rozwijająca się". Nie ma sensu ryzykować, w Europie łatwiej się poruszać, stamtąd łatwiej będzie wrócić niż z Afryki. Do Stanów też chcieliśmy polecieć, ale nie ma pewności, że zostaniemy wpuszczeni do kraju, dlatego w tamtą stronę też nie ma co ryzykować podróży bez sensu. 
Stawiamy więc na pewne ośrodki. W Portugalii trenuję od ponad 10 lat, to sprawdzony ośrodek. Mamy zapewnienie, że na obiekcie będą mogli trenować tylko i wyłącznie członkowie kadry olimpijskiej nie będzie więc żadnych turystów, którzy tam mogliby się pojawić. 
W Portugalii będziemy starali się nadrobić ten czas, a pierwszy sprawdzian w zawodach Pucharu Europy w marcu. Pracujemy z uśmiechem na twarzy i dobrze nam to wychodzi. Dołączymy tam do Wojtka Nowickiego, wszystko układa się tak dobrze, jak w poprzednich latach. 

Zdarza się panu trenować na Górnym Śląsku?

- Głównie trenuję w Spale, choć czasem się zdarzało. Parę rzutów oddałem, tu też jest rzutnia, byłem na siłowni. Ale żeby obóz tu zrobić, to nie mogę powiedzieć. W Spale mam wszystko czego potrzebuję, świetne warunki. Rzutnia jest odosobniona, jest spokój. Ale już za granicę trzeba jechać, potrzebujemy lepszych temperatur.

Rozmawiał i notował: Paweł Czado

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | Paweł Fajdek | Paweł Czado | sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje