Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. MŚ w sztafetach. Lesiewicz: Śmieję się, że zaczęłam tak szybko biegać w tak młodym wieku, żeby...

- Tak naprawdę trener Aleksander Matusiński bardzo przemyślał naszą kolejność. I nie ukrywam, że pierwsza zmiana bardzo mi się podoba - powiedziała Kornelia Lesiewicz, która rozpoczynała sztafetę 4x400 m zarówno w eliminacjach, jak i w finale. Polki, po heroicznej walce, w bitwie o medale nieoficjalnych mistrzostw świata zajęły drugie miejsce, ustępując jedynie reprezentantkom Kuby.

Reklama

Pierwszy rok rywalizacji w gronie seniorek na takim poziomie i od razu niesamowite wyniki. 17-letnia Lesiewicz, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, razem z koleżankami sięgnęła po dwa medale. Najpierw podczas halowych mistrzostw Europy radowała się z brązowego medalu, a teraz - na imprezie równie wysokiej rangi - radowała się ze srebra.

- Czy sen się spełnia? Śmieję się, że zaczęłam tak szybko biegać w tak młodym wieku, żeby móc jeszcze złapać się do "aniołków" i razem z nimi biegać w sztafetach. Bo to jest prawda, w tak krótkim czasie odbyły się dwie ważne imprezy, a razem z dziewczynami mamy dwa medale. To jest supersprawa. I byle tak do końca roku, który jest dla nas bardzo ważny - powiedziała nasza nastolatka, mając na myśli oczywiście igrzyska olimpijskie w Tokio.

Pytana o odczucia z finałowego biegu na Stadionie Śląskim, odpowiedziała bardzo drobiazgowo.

Kornelia Lesiewicz: Mam nadzieję, że nie zawiodłam

Reklama

- Finałowy bieg różnił się przede wszystkim tym, że towarzyszyły mu większe emocje. Wiedziałam, że jest to finał, w którym walczymy o medal. Przede wszystkim tym razem miałam przed sobą rywalki, z kolei w eliminacjach były one za mną. Skupiłam się więc na tym, żeby spokojnie je dogonić. Wiedziałam, że nie mogę zrobić nic za szybko, nie mogę zbyt szybko zacząć. Generalnie biegłam tyle, ile sił w nogach, w przeciwieństwie do eliminacji, gdy byłam bardzo luźna do samego końca i nie czułam zmęczenia. W finale ono przyszło, ponieważ dałam z siebie naprawdę o wiele więcej niż w sobotę. Mam nadzieję, że nie zawiodłam, a najlepiej jak tylko mogłam przekazałam pałeczkę Gosi - powiedziała Lesiewicz.

Z boku można było odnieść wrażenie, że zawodniczka AZS AWF Gorzów Wielkopolski bardzo komfortowo czuje się na pierwszej zmianie. I w rozmowie z dziennikarzami zdecydowanie to potwierdziła.

- Tak naprawdę trener Matusiński bardzo przemyślał nasze zmiany. Bardzo skrupulatnie wszystko przeanalizował, która z nas jakie ma czasy i która z nas na jakich może biegać zmianach. Poza tym patrzył na nasze doświadczenie oraz obecną dyspozycję. Biorąc to wszystko pod uwagę, tak nas zestawił, stąd dla mnie pierwsza zmiana. I nie ukrywam, że bardzo mi się podoba - zaakcentowała Lesiewicz.

Artur Gac ze Stadionu Śląskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje