Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. MŚ w sztafetach. Kinga Gacka: Nawet trenerka ma nadzieję, że będę następczynią Igi

- Jazda! Jedziemy z tym, po prostu - tak motywowała się przed eliminacyjnym biegiem nasza kobieca sztafeta 4x400 m podczas mistrzostw świata na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Opłaciło się, zespół w składzie: Kornelia Lesiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Kinga Gacka, Natalia Kaczmarek z czasem 3:28.11 zajął pierwsze miejsce i bardzo pewnie awansował do finału.

Sztafetę zaczynała Kornelia Lesiewicz i nie zawiodła, wyprowadzając nasz zespół na pierwsze miejsce.

- Mam nadzieję, że nie zawiodłam. Trener zaufam mi i dobrze nas poustawiał, ponieważ jednak wyjście z bloku na tak ważnej imprezie też gra kluczową rolę - powiedziała nasza reprezentantka.

Do stresu przyznała się Natalia Kaczmarek, która również miała bardzo odpowiedzialną rolę, bo kończyła naszą sztafetę. - Muszę powiedzieć, że bardzo się zestresowałam, bo pierwszy raz na tak dużej imprezie miałam ostatnią zmianę. Ale wiedziałam, że jesteśmy dobrze przygotowane. Dostałam pałeczkę na pierwszym miejscu i tak naprawdę musiałam tylko bronić tę pozycję - powiedziała Kaczmarek. - Biegłam mocno, ale z rezerwą - puściła oko przed niedzielnym finałem.

Reklama

Z kolei doświadczona Małgorzata Hołub-Kowalik, która biegła na drugiej zmianie, rozbawiła dziennikarzy szczerym wyznaniem.

Małgorzata Hołub-Kowalik zwróciła uwagę na swój... wiek

- Przed samym biegiem dowiedziałam się, że średnia wiekowa naszego składu wynosi 21,8 lat, a ja chciałabym zauważyć, że tą średnią bardzo mocno zawyżam - roześmiała się nasza 29-letnia lekkoatletka, po czym już na poważnie dodała: - Cieszę się, że mogę być razem z tym młodym składem, wspierać dziewczyny i przekazywać swoje doświadczenie. Im więcej dziewczyn będzie gotowych na szybkie bieganie w Tokio, tym nasza sztafeta będzie mocniejsza.

Dobrym humorem tryskała debiutantka Kinga Gacka, której nie spaliła trema i w wieku 19 lat już spisała się na medal.

- Myślę, że ten mój debiut wypadł bardzo dobrze, bo znacząco szybciej pobiegłam od swojej życiówki (52.4). Jestem bardzo zadowolona, bieg się dobrze ułożył. Jestem przeszczęśliwa, że dostałam tę szansę - powiedziała zawodniczka BKS Bydgoszcz i odniosła się do pytania, czy czuje, że powoli staje się następczynią koleżanki klubowej, utytułowanej Igi Baumgart-Witan.

- Nawet trenerka mówi, że Iga niedługo skończy trenować i ma nadzieję, że wejdę na jej miejsce. Zresztą Iga bardzo żałowała, że nie mogłyśmy tutaj pobiec razem, bo byłaby to fajna zmiana pokoleń w naszym klubie i naszej sztafecie - dodała Gacka.

Nasza sztafeta kobiet 4x400 m ma już pewną kwalifikację olimpijską od 2019 roku. Wynik w Chorzowie dał z kolei kwalifikację na przyszłoroczne mistrzostwa świata w USA.

Artur Gac ze Stadionu Śląskiego

Dowiedz się więcej na temat: Kornelia Lesiewicz | Kinga Gacka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje