Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. MŚ w sztafetach. Kamila Ciba: Mocne 150 metrów, a potem ile Bozia dała

- Trzeba trochę wyjść ze strefy swojego komfortu i zrezygnować z czegoś, żeby było potem lepiej. Dużo zmieniłam w diecie, suplementacji i treningu - powiedziała Klaudia Adamek po zwycięstwie w wielkim stylu w finale kobiecej sztafety 4x200 m na nieoficjalnych MŚ na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Adamek dokonała nie lada sztuki, bo kilkanaście minut wcześniej biegła w sztafecie 4x100 m.

Bieg po złoto w wielkim stylu rozpoczęła Paulina Guzowska. - Czułam się bardzo dobrze mimo pogody. Do tego udało nam się zrobić rekord Polski - szalała nasza lekkoatletka.

Kamila Ciba potwierdziła, że trzeba być sprinterką uniwersalną nawet w nietypowej sztafecie. - Nasz trener kadrowy powiedział, że musimy to wszystko zrobić na pierwszych metrach, bo rzeczywiście zmęczenie u nas jest. Poza Marleną nie jesteśmy typowymi biegaczkami na tym dystansie, więc opieramy się na mocnych 150 metrach, a później ile Bozia dała do mety.

Klaudia Adamek, nasza podwójna medalistka na MŚ sztafet, przyznała, że przeszła dużą metamorfozę, co owocuje teraz takim bieganiem. - Troszeczkę wzięłam się za siebie, schudłam. Tak naprawdę zrobiłam to dla siebie i może lepszej formy. Taki już jest sport, że trzeba trochę wyjść ze strefy swojego komfortu i zrezygnować z czegoś, żeby było potem lepiej. Dużo zmieniłam w diecie, suplementacji i treningu.

Reklama

Sztafetę kończyła Marlena Gola, specjalistka na 200 m. - Bardzo dobrze czuję się na tym dystansie, prędkość rozwijam dość późno. Fajnie mi się biegło, pierwszy raz takie doświadczenie i... super! Słyszałam na wirażu, że ktoś biegnie za mną, ale czułam się pewnie, bo jestem dobrze przygotowana i wiedziałam, że dobiegnę pierwsza do mety - powiedziała Gola.

Artur Gac ze Stadionu Śląskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje