Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Mistrzostwa świata sztafet w Chorzowie okazją do "przeglądu wojsk"

- Gdyby polska sztafeta nie miała jeszcze kwalifikacji na igrzyska, to zarówno Justyna jak i Iga na pewno na Stadionie Śląskim by wystąpiły. Priorytetem są igrzyska w Tokio, nie ma co ryzykować. One będą miały tam realną szansę na medal, już po raz ostatni. Robi się więc świetna okazja do pokazania się dla młodszych "Aniołków Matusińskiego". Trener będzie miał okazję do "przeglądu wojsk" - mówi Marcin Rosengarten z komitetu organizacyjnego mistrzostw świata sztafet w Chorzowie

Mistrzostwa świata w sztafetach odbędą się po raz piąty. Wcześniej trzykrotnie gospodarzem były Bahamy (2014, 2015, 2017),  potem Japonia (2019). W Jokohamie sztafeta Polek, prowadzona przez trenera Aleksandra Matusińskiego, wygrała rywalizację na dystansie 4x400 m. Do Chorzowa przyjeżdżają kolejne reprezentacje. Na miejscu trenowali już choćby Chilijczycy, przebadani zostali Kolumbijczycy. Wszyscy zdrowi. Impreza odbędzie się w dniach 1-2 maja.

Paweł Czado, Interia: Czas pandemii jest trudny. Ostatecznie na mistrzostwa świata do Chorzowa nie przyjadą Amerykanie i Jamajczycy, którzy zrezygnowali z udziału w imprezie. To duża strata.

Reklama

Marcin Rosengarten z komitetu organizacyjnego imprezy: - Muszę na wstępie podkreślić, że rola tych mistrzostw ciągle jest jednak ogromna. Dla wielu lekkoatletów to jedyna przepustka do startu w igrzyskach w Tokio. A organizacja mistrzostw w takim okresie to rzeczywiście wielki wysiłek. Naszym podstawowym zadaniem staje się bowiem bezpieczeństwo uczestników: chodzi o to żeby przyjechali na Śląsk i wyjechali z niego przede wszystkim zdrowi. To jest w tej chwili najważniejsze. 

Dlaczego nie ma wszystkich mimo że podczas mistrzostw świata reprezentacje walczą o kwalifikacje na igrzyska? Część zespołów - w tym właśnie Amerykanie i Jamajczycy - zapewniła je sobie już wcześniej, podczas rozgrywanych w 2019 roku w Dausze mistrzostw świata. W tym gronie znalazły się także dwie polskie sztafety - kobieca 4x400 metrów i mieszana 4x400 metrów. Właśnie dlatego część reprezentacji, przy tak ogromnych utrudnieniach wywołanych przez pandemię, zdecydowała się ostatecznie wycofać ze startu.

W Chorzowie nie pobiegną też m.in. Justyna Święty- Ersetic i Iga Baumgart-Witan.

- Gdyby polska sztafeta nie miała jeszcze kwalifikacji na igrzyska to zarówno Justyna jak i Iga na pewno na Stadionie Śląskim by wystąpiły. Priorytetem są jednak igrzyska w Tokio, nie ma co ryzykować. One będą miały tam realną szansę na olimpijski medal, już zapewne po raz ostatni. Robi się za to świetna okazja dla młodszych "Aniołków Matusińskiego". Justyna czy Iga nie będą w stanie pobiec w Tokio siedem czy osiem biegów w krótkim okresie. Trener ma doskonałą okazję do "przeglądu wojsk", możliwość sprawdzenia na kogo może liczyć.

Jak mogą zaprezentować się Polacy?

- Wierzę, że dobrze. Liczę na dobry występ choćby w sztafecie 2 x 2 x 400 metrów. Pobiegną w niej halowy mistrz Europy w biegu na 800 metrów Patryk Dobek oraz wicemistrzyni Europy w tej konkurencji Joasia Jóźwik. Kto wie czy nie powalczą o zwycięstwo.

Mimo tych zawirowań na Śląskim i tak pojawią się gwiazdy światowej lekkoatletyki?

- Dokładnie. W drużynie Republiki Południowej Afryki zobaczymy rekordzistę świata i mistrza olimpijskiego w biegu na 400 metrów Wayde van Niekerka. Przyjedzie mistrz Afryki na 100 metrów Akani Simbine. W ekipie Czech nie zabraknie trzykrotnego halowego mistrza świata Pavla Masláka. Mocny skład wystawiają Holendrzy - przyjadą mistrzyni świata i wicemistrzyni olimpijska w sprincie na 200 metrów Dafne Schippers, będzie też rewelacja ostatniego sezonu Femke Bol, dwukrotna halowa mistrzyni Europy z Torunia w biegu na 400 metrów. Wspaniałych biegaczy w Chorzowie na pewno nie zabraknie.

rozmawiał: Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL