Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Justyna Święty-Ersetic: "Przypałętał się wirus, ale już jest OK"

- Potrzebowałam dużo, dużo czasu żeby po koronawirusie na nowo wdrożyć się w trening. Musiałam słuchać własnego organizmu. Na początku były to tylko i wyłącznie spacery, później truchty - opowiada biegaczka przed Drużynowymi Mistrzostwami Europy, które w sobotę i niedzielę odbędą się na Stadionie Śląskim

W Chorzowie zabraknie - z różnych powodów - kilku gwiazd polskiej lekkoatletyki - m.in. Anity Włodarczyk, Marii Andrejczyk, Ewy Swobody, Igi Baumgart-Witan, Piotra Małachowskiego, Adama Kszczota, Joanny Jóźwik, Sofii Ennaoui, Piotra Lewandowskiego i Piotra Liska. Justyna Święty- Ersetic, która wystartuje w sztafecie 4x400 m zapowiada jednak walkę o zwycięstwo. Polska broni tytułu zdobytego dwa lata temu w Bydgoszczy.

Paweł Czado: Jak pani forma przed tymi zawodami?

Justyna Święty-Ersetic: - Na pewno jest coraz lepiej. Bieg w sztafecie to zweryfikuje. Jestem na coraz wyższych obrotach. Czuję się dużo lepiej po tych ostatnich przebojach.

Reklama

Co to były za przeboje? Ma pani na myśli uraz i covid?

- Dokładnie. Najpierw przytrafił mi się uraz mięśnia czworogłowego a kiedy już wszystko było OK - niestety przypałętał się wirus. Znowu zostałam wstrzymana z treningami. Powrót do nich po chorobie niestety wymagał czasu. To nie jest tak, że przeszłam wirusa i od razu mogłam wejść w trening. Musiałam słuchać własnego organizmu. Na początku były to tylko i wyłącznie spacery, później truchty. Potrzebowałam dużo, duuuużo czasu żeby na nowo wdrożyć się w trening. Na szczęście już jest wszystko dobrze i mam nadzieję, że w najbliższym czasie - a na pewno do igrzysk - już nic złego się nie wydarzy. 

Ten start budzi emocje?

- Jak najbardziej! Uwielbiam rywalizować na tym stadionie. Ważne, że będziemy startować jako jedna drużyna. Takie zawody zawsze są dla nas wyjątkowe, bo nie walczymy dla siebie tylko o każdy cenny punkt dla drużyny. Fajnie, że wreszcie z nami będą kibice, na to tak naprawdę bardzo długo czekałam. Kibice zawsze niosą, dodają skrzydeł. A dla mnie to będzie tym bardziej wyjątkowe, że z trybun będzie dopingowała mnie moja najbliższa rodzina.

Jak będą wyglądały następne dni po imprezie na Stadionie Śląskim?

- Po starcie w Chorzowie jadę na tygodniowe zgrupowanie do Zakopanego. Nie wiem czy jeszcze gdzieś wystartuję, rozważam to. Zaraz potem udaję się na kolejne zgrupowanie do Karpacza. Potem mam nadzieję tylko starty, m.in. w mistrzostwach Polski. Później znowu obóz i ostatnia prosta przed igrzyskami (uśmiech). Do tej imprezy tak naprawdę pozostało niewiele czasu i myślę, że warto się poświęcić. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama