Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Armand Duplantis – to dopiero początek rekordów?

W sobotę w Toruniu Armand Duplantis – wynikiem 6,17 m - ustanowił rekord świata w skoku o tyczce. Ma zaledwie 20 lat. Zanosi się na to, że kolejne rekordy i wielka kariera dopiero przed nim.

Możemy być wdzięczni młodemu Szwedowi. O jego wyczynie, którego dokonał na polskiej ziemi, piszą największe media na świecie. Nowoczesna Arena Toruń, gdzie od kilku lat rozgrywany jest Copernicus Cup, stała się miejscem wielkiej sportowej historii. Tak jak hala w Doniecku, w której w 2014 roku poprzedni rekord ustanowił Francuz Renaud Lavillenie.

Skok o tyczce wciąż jest bowiem konkurencją pobudzającą wyobraźnię. Rekordy w tej dyscyplinie wywołują podziw całego świata. Rekordziści stają się z miejsca bohaterami. Nikt przecież wyżej nie skacze. Władysław Kozakiewicz nie tylko za swój gest z igrzysk w Moskwie stał się herosem, ale poprawiał przy tym rekord świata. Duplantis mówił w sobotę, że wielokrotnie oglądał skoki polskiego mistrza z 1980 roku na YouTubie. Dla niego skoki Kozakiewicza stanowiły podobną inspirację, co skoki Siergieja Bubki dla Lavilleniego.

Reklama

Szwed, Amerykanin, Cajun - po prostu obywatel świata

Ale szwedzki rekordzista świata otrzymał wiele innych bodźców, by już na początku swojej kariery pobić rekord świata. Do tej konkurencji trafił dzięki rodzicom. Ojciec - Greg w 1993 roku skoczył 5,80. To był jego rekord życiowy. Nie był w stanie poprawić tego wyniku. Był niski. Ma zaledwie 168 cm. Co mógł zdziałać w takiej dyscyplinie? Został trenerem syna. Mamą jest Helena. To ona była z Armandem w Toruniu. Startowała w wieloboju. Brała udział w mistrzostwach Europy juniorek w siedmioboju w 1983 roku. Pochodzi ze Szwecji. Co roku wraz z synem spędza tam wakacje.

Mimo że rodzice mieszkają w Stanach Zjednoczonych syn postanowił reprezentować ojczyznę matki. Ale jest po prostu obywatelem świata. Ojciec Amerykanin, matka Szwedka, a on sam urodził się w Lafayette w stanie Luizjana, mieszkał wśród Cajunów miejscowej francuskojęzycznej społeczności. Stąd wzięło się brzmiące z francuska imię.

Rekord za rekordem

Ojciec długo miał wątpliwości, czy wybrać dla syna skok o tyczce. - Sam byłem niski, nie miałem predyspozycji dla tego sportu. Widziałem, że Armand jest bardzo utalentowany, ale bałem się, byłem niepewny tego, czy urośnie (Armand ma dziś 181 cm - przyp. ok). Zaskoczył mnie swoimi możliwościami atletycznymi. Był szybki i zwinny - opowiadał w wywiadzie dla "Le Monde" Greg Duplantis. - Ma po mnie długie nogi i ramiona, a szybkość i mentalność po ojcu - mówiła mama Helena.

Armand krótko żył bez tyczki. - Wszyscy go znają, bo skakał od momentu kiedy zaczął chodzić - żartuje były już rekordzista świata Renaud Lavillenie. Nie ma w tym przesady. Greg Duplantis w przydomowym ogródku wybudował dla dzieci zeskok. Armand pierwsze skoki wykonywał w wieku czterech lat, podpatrując swojego starszego brata Andreasa. Trzy lata później Armand ustanowił pierwszy nieoficjalny rekord świata w swojej dyscyplinie. Jako siedmiolatek skoczył 2,33 m.

Zeskok w przydomowym ogródku to nie jest nic oryginalnego w przypadku mistrzów skoku o tyczce. Lavillenie skakał również najpierw przy domu. W ubiegłym roku zaprosił Duplantisa na wspólne "przydomowe" treningi. Obaj rywalizują, ale też przyjaźnią.

W przypadku szwedzkiego tyczkarza rozwiązanie z zeskokiem w ogródku było koniecznością. - Jeśli nie masz własnego zeskoku to treningi w tak młodym wieku w Stanach Zjednoczonych są niemożliwe. Stadiony lekkoatletyczne zajmują inne ważniejsze sporty. Długo nie mieliśmy dostępu do sprzętu - wspominała Helena Duplantis. Armand mówi, że dzięki treningowi na własnym sprzęcie tyczka stała się dla niego czymś naturalnym jak dla innych dzieci jazda na rowerze, pływanie. Nigdy nie była też mordęgą. - To była dla mnie dziecinna zabawa. Miałem z tego fun - mówił.

Ogromny potencjał i dużo czasu

Efekty przyszły natychmiast. 2,33 - w wieku siedmiu lat. Mając 13 lat Armand pokonał poprzeczkę na wysokości 4 m. To był również rekord świata. Dwa lata później skoczył już 5 m. Jako 18-latek, jak na dojrzałego mężczyznę przystało, przekroczył magiczną barierę 6 m. Dokonał tego podczas mistrzostw Europy w Berlinie w 2018 roku podczas fantastycznego konkursu, w którym Piotr Lisek zdobył brązowy medal. W Toruniu pobił blisko sześcioletni rekord świata. Jest już na poziomie 6,17. Ma w swoim życiorysie: mistrzostwo świata kadetów (2015), juniorów (2018), mistrzostwo Europy (2018), wicemistrzostwo świata seniorów (2019).

Jego przyjaciel Lavillenie, z którym często odbywają zgrupowania mówi, że Duplantis ma nieograniczony potencjał. Bliscy Armanda zauważyli, że w rozwoju pomaga mu amerykański styl życia. Zawsze chce być najlepszy i bez skrupułów o tym mówi. Nie ukrywa swoich zamiarów. Kiedy przed ME w Berlinie szwedzki dziennikarz zapytał go, co chciałby osiągnąć: mistrzostwo świata juniorów, mistrzostwo Europy seniorów, czy może pokonać 6 m on od razu odpowiedział: "A dlaczego miałbym nie zrobić wszystkich trzech rzeczy". Jak powiedział, tak zrobił.

Nowym celem, granicą jaką ma teraz do pokonania, jest 6,20. Armand Duplantis to wciąż młody zawodnik. Ma czas, żeby tego dokonać. I ogromne możliwości.

Olgierd Kwiatkowski


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL