Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. 80 lat temu Niemcy rozstrzelali Janusza Kusocińskiego

Niewysoki, niepozorny, ale nigdy, nawet mimo nieludzkiego cierpienia, nie poddawał się. Po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego na 10 km buty miał przesączone krwią, a nogi pełne pęcherzy. Podczas wojny, przesłuchiwany przez gestapowców, bity do nieprzytomności, nie wydał kolegów z konspiracji. Za swoją odwagę i niezłomność zapłacił życiem.

21 czerwca 1940 roku ciężarówki z transportem więźniów z warszawskiego więzienia na Pawiaku wyruszyły bladym świtem. Aresztowani sądzili, że wyjeżdżają do obozu koncentracyjnego. Niemcy pozwolili im zabrać rzeczy osobiste, rozdawali paczki żywnościowe. Ukrywali prawdziwe zamiary.

Po egzekucji ziemia się ruszała

Reklama

"Niepokój pojawiał się, gdy samochody skręcały w polną drogę, a następnie w las. Tu większość z nich wiedziała już, że jedzie w ostatnią podróż swojego życia. Na skraju lasu wyrzucali z samochodu kartki, książeczki do nabożeństwa, medaliki, różne drobiazgi, które miały w ten sposób zaprowadzić kogoś na swe ślady" - opisuje tę straszną drogę na śmierć palmirskie muzeum na jednej z tablic umieszczonych w okolicy cmentarza.

80 lat temu w dwa dni Niemcy przywieźli do Palmir 378 osób. Była to największa egzekucja dokonana w podwarszawskim lesie, spośród 21 z lat 1939 - 1941. W Palmirach zginęło w tym czasie ponad 1700 osób.

Każda z tych zbrodni wyglądała podobnie. Wszystko było metodycznie zaplanowane. Młodzi członkowie Hitlerjugend przygotowali doły. Żołnierze SS i żandarmeria ustawiali więźniów. Zawiązywano im oczy. Naprzeciw stał pluton egzekucyjny. Celowali do ofiar z karabinów maszynowych. Nie wiadomo, ilu z nich nie umarło od razu. Niektórzy zostali pogrzebani żywcem. - Po egzekucji wydawało się, że czasami ziemia się ruszała - wspominał po wojnie miejscowy gajowy Adam Herbański, który z narażeniem życia obserwował z ukrycia dramat Polaków.

Osiwiał od tortur

W transporcie z 21 czerwca 1940 roku był Janusz Kusociński. W niemieckich więzieniach przebywał blisko trzy miesiące. Okupanci mieli za nic jego życiorys, dorobek i status. A był najwybitniejszym sportowcem Polski międzywojennej, mistrzem olimpijskim z Los Angeles, królującym na salonach Warszawy. Oprawcy uważali go niebezpiecznego konspiratora. - Dla mnie jesteś parszywa bandyta - mówi w filmie "Ostatnie okrążenie" do Kusocińskiego (grał go Mariusz Benoit) przesłuchujący go gestapowiec.

- Po sześciu tygodniach zostałam wezwana na gestapo na przesłuchanie. Ręce i nogi miał skute kajdanami. Był prawie siwy. Zębów nie miał w ogóle. Moja matka miała wtedy 70 lat, a on wyglądał dużo starzej niż moja matka, a był 33-letnim mężczyzną - opowiadała w reportażu Polskiego Radia siostrzenica "Kusego". Do celi zajrzała przez wizjer. Widziała jeszcze, że jej wujek miał połamane ręce, nie mógł chodzić.

Z mistrza olimpijskiego Niemcy w kilka tygodniu uczynili kalekę, wrak człowieka. Do ciężarówki wiozącej go do Palmir Kusocińskiego dostarczono na noszach. Był w stanie skrajnego wyczerpania. Uchodziło z niego życie. Planowana egzekucja skracała skrajne cierpienie.

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Kusociński | lekkoatletyka | Palmiry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje