Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne MŚ - rosyjska sobota, Kasprzycka skoczyła na szóstkę

Nie było niespodzianki. Polskie skoczkinie wzwyż nie zdołały wywalczyć w Moskwie medalu mistrzostw świata, ale i tak odniosły życiowy sukces. Justyna Kasprzycka była szósta i szczęśliwa. Kamila Stepaniuk lokatę niżej. Na Łużnikach był rosyjski dzień.

Przedostatni dzień rywalizacji ściągnął na trybuny niemal komplet. Tak dużo kibiców nie było nawet w trakcie konkursu skoku o tyczce, w którym po złoto sięgnęła Rosjanka Jelena Isinbajewa, czy jak tytuł odzyskiwał na 100 m jamajski sprinter Usain Bolt.

Publiczność popis dała zwłaszcza w trakcie biegu sztafetowego kobiet 4x400 m. Gdy Rosjanki wyszły na prowadzenie i dobiegły na pierwszym miejscu do mety, doping był tak głośny, że nie było słychać nawet własnych myśli...

Polscy kibice obserwowali przede wszystkim skocznię wzwyż. Tam walczyły dwie reprezentantki. Tym razem lepsza okazała się Justyna Kasprzycka (AZS AWF Wrocław), która w trzeciej próbie zaliczyła 197 cm i poprawiła o 2 cm rekord życiowy. To dało jej szóstą lokatę.

Reklama

"Obawiałam się trochę, bo skakanie rozpoczynało się od 189 cm. Często kończyłam konkurs na takiej wysokości, a tu trzeba było zaczynać. Niestety, na dwa metry trochę się zdekoncentrowałam. Pierwszy raz w życiu atakowałam taką wysokość" - przyznała Kasprzycka.

Trenująca ze swoim partnerem życiowym Dawidem Pyrą (byłym dziesięcioboistą) zawodniczka miała przy pełnych trybunach problemy z wyciszeniem i skoncentrowaniem się.

- Było cały czas głośno. Starałam się nie zwracać uwagi na to, co się dzieje wokół, ale nie było łatwo. Na razie to, co się stało do mnie nie dociera. Emocje były wielkie i pewnie będzie ciężko w nocy zasnąć - przyznała.

Szczęśliwa była także Stepaniuk (Podlasie Białystok), która jednak przyjechała z większymi aspiracjami.

- Jestem bardzo zadowolona, bo po cichu marzyłam o ósemce. Trochę zawiedziona jestem wynikiem. 1,93 m to takie minimum przyzwoitości, jakby było cztery centymetry wyżej, to trochę inaczej by to wyglądało. Ale nie dzisiaj, po prostu nie wyszło - oceniła.

Nieoczekiwanie 1,97 m skoczyła także faworytka Rosjanka Anna Cziczerowa. Mistrzyni olimpijska i obrończyni tytułu była wyraźnie zdenerwowana, ale zaliczenie tej wysokości w pierwszej próbie dało jej brązowy medal. Zwyciężyła jej rodaczka Swietłana Szkolina, która jako jedyna pokonała 2,03 m.

Na czternastym miejscu rywalizację w biegu na 5000 m zakończyła Dominika Nowakowska (LKB im. Braci Petk Lębork) - 15.58,26. Wygrała mistrzyni olimpijska z Aten i Londynu Etiopka Meseret Defar.

- Wiedziałam, że czarnoskóre zawodniczki są poza zasięgiem. Miałam trzymać się Europejek, ale okazało się, że też były szybkie. Ja długie dystanse trenuję dopiero od 1,5 roku, więc potrzebuję jeszcze czasu, by to poczuć - skomentowała Nowakowska.

Finał 200 m. Na starcie największa gwiazda tych zawodów Jamajczyk Usain Bolt. Rekordzista świata na 100 (9,58) i 200 m (19,19) nie dał szans rywalom. Do tego stopnia ich zdeklasował, że na ostatnich 20 metrach zdołał się jeszcze odwrócić, by zobaczyć, gdzie się znajdują. Zwolnił, a zegar i tak pokazał imponujący rezultat - 19,66. Tuż za nim na metę wpadł jego rodak Warren Weir - 19,79. Trzeci był Amerykanin Curtis Mitchell - 20,04.

To jednak nie sam bieg wzbudza zawsze emocje, a to co dzieje się po nim. Bolt nie zawiódł - sportowo i poza bieżnią. Po zwycięstwie tańczył, śpiewał, rozdawał autografy, ustawiał się w różnych pozach, dawał całować się kobietom... To właśnie za to kochają go tłumy na całym świecie.

Rosjanie cieszyli się jednak również z przebiegu finału rzutu oszczepem. Ich zawodnik Dmitrij Tarabin w ostatniej próbie osiągnął 86,23 i wskoczył na trzecią pozycję. Najlepszy był Czech Vitezslav Vesely - 87,17. Sensację sprawił czwarty Kenijczyk Julius Yego, który wynikiem 85,40 m o ponad trzy metry poprawił rekord kraju.

Zszokowany tym był również brązowy medalista mistrzostw świata z Edmonton (2001) w biegu na 800 m Paweł Czapiewski.

"Zero Kenijczyków w finale 800 m. Jeden w finale rzutu oszczepem (o mało co brąz). Dokąd zmierza ten świat?" - napisał na facebooku.

Najszybsza na 100 m ppł okazała się Brianna Rollins - 12,44. Druga była broniąca tytułu Australijka Sally Pearson - 12,50.

Sobotni dzień na Łużnikach rozpoczął się od maratonu. Najdłuższy bieg w mistrzostwach świata wygrał reprezentant Ugandy Stephen Kiprotich - 2.09,51. Podopieczny Wandy Panfil 27-letni Meksykanin Jose Antonio Uribe nie ukończył rywalizacji. Jedyna polska mistrzyni świata w maratonie (Tokio 1991) od 1988 roku mieszka w stolicy tego kraju.

Rosjanie w sobotę wywalczyli cztery medale - dwa złote i dwa brązowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL