Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne MŚ. Piotr Małachowski: Usain Bolt niedostępny nawet dla zawodników

Lekkoatletyka sporo straci po zakończeniu kariery przez Usaina Bolta. Jaki jest najszybszy człowiek na świecie? - Ciężko jest cokolwiek o nim powiedzieć, bo to taka gwiazda, która nawet nie jadała posiłków z pozostałymi zawodnikami na mityngach czy innych zawodach - powiedział wicemistrz olimpijski Piotr Małachowski w rzucie dyskiem o kończącym karierę jamajskim sprinterze.

W sobotę występem w sztafecie 4x100 m w mistrzostwach świata rekordzista świata w biegu na 100 i 200 m zakończy sportową karierę.

Reklama

- Można powiedzieć, że pierwsze spotkanie mieliśmy na igrzyskach olimpijskich w Pekinie, ale ja tego kompletnie nie pamiętam. Zresztą ciężko jest cokolwiek o nim powiedzieć, bo to taka gwiazda, która nawet nie jadała posiłków z pozostałymi zawodnikami na mityngach czy innych zawodach. Nie widzi się go na co dzień, a tam, gdzie się pojawia, to dostęp do niego jest bardzo okrojony. No i nigdzie nie ruszał się bez ochrony - podkreślił najlepszy polski dyskobol.

Bolt to najbardziej utytułowany lekkoatleta w historii. W dorobku ma osiem złotych medali olimpijskich i jedenaście z mistrzostw świata.

- Czy lekkoatletyka straci po jego odejściu? Na pewno. To jest gwiazda, która przyciągała kibiców - na wszystkie imprezy. Sami zawodnicy stawali przed telewizorami, żeby zobaczyć jego bieg - przyznał Małachowski.

Bliższy kontakt z Jamajczykiem miał w 2014 roku, kiedy Bolt przyjechał do Warszawy na Memoriał Kamili Skolimowskiej. - Byłem wtedy zaproszony na jego urodziny i życzyłem mu wszystkiego najlepszego. On jest gwiazdą, która na co dzień nie jest dostępna nawet dla nas - zawodników - podkreślił.

Małachowski jest przekonany, że wykreowanie takiej gwiazdy, jaką był Bolt to praca wielu osób. - Przy nim pracują menedżerowie, agenci, którzy wiedzą, jak wykreować gwiazdę, idola. Sam Bolt też by się w tym nie odnalazł i byłoby to bardzo trudne bez sztabu doradców, który mu we wszystkim pomagał - uważa.

Dobre wspomnienia związane z Boltem ma rekordzistka globu w rzucie młotem Anita Włodarczyk. - Pierwszy raz spotkałam go na mistrzostwach świata w Berlinie w 2009 roku. Pamiętam jak czekałam na swoją dekorację. On schodził z podium, a ja szykowałam się do wejścia. Pogratulował mi mojego osiągnięcia. Potem spotykaliśmy się na galach lekkoatletycznych w Monako - wspomniała.

Największym dla niej przeżyciem było, gdy Bolt przyjechał do Warszawy. - Organizatorzy wpadli na pomysł, by mu do pokoju wstawić konsolę do gier. Użyczyłam im wtedy swojej. Jeszcze pamiętam, jak specjalnie dla Bolta kupowałam grę "Call of Duty". Jak potem obierałam konsolę z hotelu, zauważyłam, że jest na niej autograf Bolta. Do dzisiaj jeszcze istnieje, więc myślę, że to będzie dla mnie na wiele lat fajna pamiątka - powiedziała.

Włodarczyk, mistrzyni olimpijska i świata, też jest zdania, że lekkoatletyka sporo straci. - On ją napędzał - skwitowała i dodała, że nigdy nie miała wrażenia, by Bolt był niedostępną gwiazdą.

- Wręcz przeciwnie, ale prawdą jest, że wszędzie, gdzie się pojawiał, miał przy sobie ochronę. Nie chciałabym być na jego miejscu. On nie ma żadnej prywatności. Wszyscy chcą sobie z nim zrobić zdjęcie, proszą o autografy - nadmieniła.

Okazję startować z Boltem miał m.in. Karol Zalewski. Mistrz Polski na 100 i 200 m obserwował go chociażby na igrzyskach w Rio de Janeiro. Właśnie tam mówił: - Nie patrzę już na niego jak na zawodnika, a bardziej jak na maszynę do biegania, robienia show i kasy. Jego zachowania są nieadekwatne do wszystkich innych sprinterów. On przychodzi na rozgrzewkę w obstawie trenerów, fizjoterapeutów i ochroniarzy, to trochę wygląda inaczej niż u nas, takich zwykłych biegaczy, bez medali olimpijskich - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: usain bolt | lekkoatletyczne MŚ | piotr małachowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje