Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne MŚ - Fajdek: W ostatnich imprezach pierwsze rzuty paliłem

- W ostatnich dwóch imprezach mistrzowskich pierwsze rzuty paliłem, więc tutaj chciałem po prostu zaliczyć, by poczuć się pewniej - powiedział Paweł Fajdek, który pewnie awansował do finału rzutu młotem lekkoatletycznych mistrzostw świata w Pekinie.

Po porannej sesji pierwszego dnia lekkoatletycznych mistrzostw świata w Pekinie powiedzieli:

Reklama

Paweł Fajdek (Agros Zamość, awans do finału rzutu młotem): "Nie o to chodziło, by od razu w pierwszej próbie uzyskać minimum. W ostatnich dwóch imprezach mistrzowskich pierwsze rzuty paliłem, więc tutaj chciałem po prostu zaliczyć, by poczuć się pewniej. W drugim podejściu trochę mocniej do tego podszedłem i od razu się udało. Teraz mam trochę czasu, by jeszcze zrobić trening i odpocząć. Koło jest bardzo dobre. Nadaje się na mocne rzucanie. Pozostaję optymistą. Muszę zrobić tylko swoje".

Wojciech Nowicki (Podlasie Białystok, awans do finału rzutu młotem): "Fajnie, że się udało, jednak bardzo się stresowałem. Pierwszy mój taki start, adrenalina i cała otoczka zrobiły swoje. Nie mogłem też wyczuć nawierzchni, ale jakoś sukcesywnie szło lepiej. Nie będę się na nic nastawiał, chcę rzucić swoje, a jeżeli zbliżę się do życiówki to będzie dobrze".

Paulina Guba (OKS Start Otwock, awans do finału pchnięcia kulą): "Za daleko pchnęłam w podejściu próbnym, ale czułam, że stać mnie na więcej i później się usztywniłam. Przed trzecią próbą zobaczyłam, że jestem trzynasta, trochę żal kończyć na tym miejscu, więc postanowiłam, że się poprawię. Udało się. Cały czas trzyma mnie angina, jestem na antybiotykach, a ponadto nie należę do rannych ptaszków, więc wstawać tak wcześnie nie lubię. Chcę podejść do finału na luzie i powalczyć o 18 metrów, na ten wynik mnie stać".

Krystian Zalewski (UKS Barnim Goleniów, awans do finału 3000 m z przeszkodami): "Takie było założenie, żeby biec w pierwszej grupie i walczyć o miejsce premiowane finałem. Widziałem, że ten czas będzie całkiem niezły i bez względu na to, czy zajmę trzecią czy czwartą lokatę, da mi to awans. Nie obawiałem się finiszu, bo jestem dobrze przygotowany. W finale tempo będzie szybsze od samego początku. Jestem w stanie poprawić rekord życiowy, ale które to da miejsce, trudno przewidzieć. Odporny na stres już jestem. Mam na ręku dwie symboliczne opaski z Kenii - jedna z moją ksywką, druga z flagą Polski. Przywiozłem je z obozów w Afryce. Dodatkowo dwie motywujące bransoletki - jedna po ME w Zurychu od przyjaciół, druga od narzeczonej. W lewym kolcu mam dziurę. Mniej więcej na trzy okrążenia do mety poczułem, że nagle mam palec na wierzchu, ale na szczęściu mam drugą parę butów ze sobą".

Angelika Cichocka (SKLA Sopot, awans do półfinału 1500 m): "Jak tylko wyszłam na stadion, wiedziałam, że jestem w stanie wejść do półfinału. Czułam się świetnie, odkąd postawiłam pierwsze kroki na bieżni. Wszystko przychodziło mi na luzie, wiedziałam też, że jestem szybka, a to jest mój atut. Bieg ułożył się idealnie pode mnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że dziewczyny za moimi plecami są daleko, nie zagrażają mi, więc oszczędzałam siły na półfinał. Jest upalnie, a zdecydowanie gorzej było w Krakowie podczas mistrzostw Polski. Prawda jest taka, że jeżeli jest się w dobrej formie, to absolutnie nic nie jest w stanie przeszkodzić. Cały czas kontrolowałam ile dziewczyn jest przede mną, zachowałam trzeźwy umysł, nie dałam się ponieść emocjom".

Sofia Ennaoui (LKS Lubusz Słubice, awans do półfinału 1500 m): "Widziałam, że pierwsza seria była troszeczkę szybsza, ale jak na ostatnie 100 m zobaczyłam czas jaki mamy, to już byłam spokojna o awans. Dlatego też nie cisnęłam do samego końca. Chciałam zostawić siły na jutro. Rywalki są bardzo mocne. Prawda jest taka, że ja nie jestem przystosowana do biegania rano, dlatego to też trochę gorzej dzisiaj wyglądało. W półfinale nie będę mogła na pewno nikogo puścić, bo wtedy nawet swoją super ostatnią setką ich nie dogonię".

Renata Pliś (Maraton Świnoujście, awans do półfinału 1500 m): "Stawka była wyrównana, ale to było wiadome przed startem. Jeszcze zostało mi dużo sił na końcu, było strasznie tłoczno. Błąd zrobiłam, bo powinnam była pójść na zewnętrzną. Potem pomyślałam, że przecisnę się między nimi i zaoszczędzę przy tym trochę sił, a okazało się, że nie było miejsca".

Adam Kszczot (RKS Łódź, awans do półfinału 800 m): "Teoretycznie taktycznie było fajnie, tylko ciągle byłem zamknięty. Bardzo się bałem tego, że rywale obiegną mnie z zewnątrz i już wtedy nie miałbym nic do powiedzenia. Wychodziłem po trzecim torze, było trochę przepychanek. Musiałem sygnalizować przeciwnikowi na ramieniu, że mu nie pójdzie tak łatwo, nie będzie mi zabiegał drogi jak chce, ale finalnie wygrałem. Czułem się pewnie, w trakcie biegu też, tylko nie chciałem zbyt wcześnie atakować, zrobiłem to na 130. metrze i to było dobre posunięcie. Nie martwię się o Marcina. On już kilkakrotnie miał w pierwszej rundzie ciężkie nogi, a potem pokazywał za każdym razem, że to tylko mylne uczucie".

Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL, awans do półfinału 800 m): "Nie wiem co się stało. Myślałem, że wszystko jest dobrze, pod kontrolą i tak było do 700. metra. Ostatnia prosta była już jednak okropna. Muszę porozmawiać z trenerem, zbombardowało mi tak nogi, że nie mogłem właściwie nic zrobić. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Pierwsze moje przypuszczenie jest, że jednak za bardzo wyluzowaliśmy przed mistrzostwami świata. Trzeba łapać świeżość przed taką imprezą, to oczywiste, ale może przesadziliśmy z tym luzem. Poza tym nie przypadkowo się mówi, że pierwsze biegi są zawsze najtrudniejsze".

Artur Kuciapski (AZS AWF Warszawa, 39. miejsce na 800 m): "Nie wiem co się stało, ale widocznie tak miało być i tyle. Czułem się naprawdę bardzo dobrze, świeżo i dynamicznie, ale rywale okazali się lepsi. Nie jestem za bardzo zawiedziony, chciałem się dostać do półfinału, o finale marzyłem. Mistrzostwa rządzą się jednak swoimi prawami. Trener powiedział mi przed biegiem, że nie mamy nic do stracenia, a tylko dużo do zyskania. Wyszło jak wyszło, teraz czas na spokojnie usiąść i rozpisać przygotowania do igrzysk w Rio de Janeiro".

Karolina Tymińska (SKLA Sopot, siedmiobój, 24. miejsce po dwóch konkurencjach): "Bardzo słabo wypadł mi skok wzwyż. Miałam problemy na rozbiegu, raz było za daleko, innym razem wpadałam na poprzeczkę. Szkoda, bo dobrze się czuję, motorykę mam, ale nie wyszło. Szybkościowo jestem dobrze przygotowana, może dlatego się gubię technicznie, jakoś nie mogę tego ułożyć. Będzie już ciężko walczyć o ósemkę, ale chcę uzyskać dobry wynik w pozostałych konkurencjach".

Sprawdź, kiedy mamy szanse na kolejne medale

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje