Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne ME: na koniec osiem finałowych szans Polaków

Ostatniego dnia 22. lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Zurychu Polacy powinni jeszcze powiększyć medalowy dorobek. Największe szanse mają skoczkinie wzwyż Justyna Kasprzycka i Kamila Lićwinko. Wysoko powinny być sztafety 4x400 m i maratończycy.

Właśnie oni jako pierwsi przysporzą w niedzielę emocji polskim kibicom. O godz. 9.00 ruszy na trasę 42 km 195 m czterech Polaków - Błażej Brzeziński (WKS Śląsk Wrocław), Marcin Chabowski (STS Pomerania Szczecinek), Yared Shegumo (AZS AWF Warszawa) i Henryk Szost (WKS Grunwald Poznań), Na indywidualny sukces największe szanse ma ostatni z nich.

Większe możliwości "Biało-czerwoni" mają w drużynie. Do klasyfikacji liczą się czasy trzech najszybszych zawodników.

Po południu fani liczą na sukces skoczkiń wzwyż. W Zurychu nie startują z powodu kontuzji Rosjanka Anna Cziczerowa i Chorwatka Blanka Vlaszić. To otwiera drogę do walki o medale. Obie Polki w tym sezonie prezentowały się dobrze i regularnie skakały 1,90 i wyżej. Kasprzycka wyrównała rekord Polski (1,99), a halowa mistrzyni świata z Sopotu Lićwinko świetnie sprawdza się na wielkich imprezach.

Reklama

Indywidualnie w finałach wystąpi jeszcze dwóch skoczków w dal - Tomasz Jaszczuk (MKS Pogoń Siedlce) i Adrian Strzałkowski (MKS Aleksandrów Łódzki). W tym roku osiągali już odległości powyżej 8 metrów, a jeśli uda im się to powtórzyć w Zurychu, może być medal.

Swoje siły w biegu na 3000 m z przeszkodami sprawdzi Katarzyna Kowalska (LKS Vectra Włocławek). Rywalki są mocne, ale Polka łatwo się nie podda. Podobnie jak sztafeta 4x100 m mężczyzn. Sprinterzy w tym sezonie nie biegają na najwyższym poziomie, wielu było lub jest kontuzjowanych, ale bieg rozstawny to zawsze loteria.

Większe szanse przypisuje się sztafetom 4x400 m. W eliminacjach odpoczywali finaliści biegów indywidualnych na 400 m - Małgorzata Hołub (Bałtyk Koszalin) i Jakub Krzewina (WKS Śląsk Wrocław), a mimo wszystko Polacy nie mieli problemów z dostaniem się do finału. A tam wydarzyć się może wszystko.

Ekipa "Biało-czerwonych" ma na koncie już dziesięć medali. Tak udane mistrzostwa Polacy mieli po raz ostatni w Rzymie w 1974 roku. Wówczas reprezentacja przywiozła do kraju także dziesięć krążków. Lepiej było tylko w Sztokholmie (1958) - 12 medali, Belgradzie (1962) - 13 i Budapeszcie (1966) - 15.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL