Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne ME: Karol Hoffmann wystąpi w finale trójskoku

Karol Hoffmann (MKS Aleksandrów Łódzki) uzyskał 16,93 m i awansował do finału trójskoku lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Amsterdamie. To wynik lepszy od minimum olimpijskiego, które wynosi 16,85, ale wiatr wiał z niedozwoloną prędkością 3,1 m/s.

Syn Zdzisława, mistrza świata (1983) i rekordzisty Polski, jako pierwszy wypełnił w czwartek wymaganą do finału odległość 16,65.

Reklama

- Wykorzystałem po prostu warunki atmosferyczne. Akurat druga próba wypadła przy nieco silniejszym podmuchu, ale też nie twierdzę, że tylko dzięki wiatrowi zbliżyłem się do granicy 17 metrów. Czuję, że forma rośnie i chciałbym niedowiarkom pokazać, że przedwcześnie mnie skreślili - powiedział mieszkający w Łodzi Hoffmann.

Dodał, że mało kto wie z jakimi problemami zdrowotnymi się zmagał. We wrześniu 2014 roku miał operację lewego kolana odbijającej się nogi. Potem rehabilitacja i słaby - jak ocenił - sezon, ale inaczej być nie mogło. - Najlepszy wynik 16,29 - wspomniał.

Syn mistrza świata przyznał, że jego ojciec nie czuje się trenerem, więc pod tym względem nie doradza, ale mocno kibicuje i go wspiera.

Czwartkowe kwalifikacje po drugiej serii zostały przerwane na pół godziny. Po nadepnięciu na deskę Turka Serefa Osmanoglu rozleciała się tzw. zaślepka. Sędziowie dokonali wymiany, ale sytuacja powtórzyła się przy ponownej próbie tego zawodnika.

Tym razem zabrakło już tej części. Zanim ją sprowadzono minęło sporo czasu.

- To są ogromne przeciążenia i każdemu mogło się to przytrafić, a turecki trójskoczek jeszcze idealnie trafiał w to miejsce i zaślepki pękały. Już rok temu zwracano uwagę organizatorom mityngu na tym stadionie, ale jak się dziś okazało zbagatelizowali ten problem. Współczuję zawodnikom, którzy musieli czekać - powiedział Hoffmann.

Finał trójskoku mężczyzn zaplanowany jest na sobotę na godz. 19.45.

Justyna Śmietanka (AZS AWF Warszawa) skoczyła o tyczce 4,20 i nie dostała się do finału. To był debiut podopiecznej Dariusza Bontruka w imprezie tej rangi. Wymaganą wysokością było 4,55 m.

Śmietanka rywalizację zaczęła od 4,00 i zaliczyła w trzecim podejściu. 4,20 pokonała w drugiej próbie, a 4,35 okazało się dla niej już za wysoko. 

- Kiepsko ułożył mi się poranek. Długi dojazd z hotelu, chłodno, musiałam więcej czasu poświęcić na rozgrzewkę i tam właśnie straciłam sporo sił. A tych zabrakło mi na wysokości 4,35, do tego jeszcze boczny wiatr. Przyjechałam do Amsterdamu z nadzieją przynajmniej wyrównania rekordu życiowego - 4,40. Nie udało się, ale wzbogaciłam doświadczenie, chociaż nie lubię skakać o tak wczesnej porze - powiedziała zawodniczka AZS-u AWF-u Warszawa, która we wrześniu skończy 22 lata.

Finał skoku o tyczce kobiet zaplanowany jest na sobotę na godz. 19.20.

Karol Zalewski (AZS UWM Olsztyn) czasem 20,69 awansował do piątkowego półfinału biegu na 200 m. Polak uzyskał trzeci wynik eliminacji.

Szybsi od dwukrotnego młodzieżowego mistrza Europy (2015, 2013) na tym dystansie byli Hiszpan Bruno Hortelano i Holender Solomon Bockarie (obaj po 20,55).

Półfinały 200 m zaplanowane są na piątek godz. 18.35.

Broniący tytułu Adam Kszczot (RKS Łódź) i Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) awansowali do piątkowego półfinału biegu na 800 m.

Wicemistrz świata Kszczot wygrał swoją serię wynikiem 1.49,38 i zaimponował szybkością na ostatnich metrach.

- Fajny to był bieg. Początkowo nikt za bardzo nie chciał się ścigać. Jedni przyspieszali, inni zwalniali, czaili się. A ja miałem wszystkich pod kontrolą. Jak któryś szarpnął, to go skontrowałem, no i jestem w półfinale. Porównując poziom jaki był na tym etapie dwa lata temu w Zurychu, to generalnie stawka lepiej się prezentowała. Poprawiono wtedy sporo rekordów życiowych. Teraz Europa trochę zwolniła - ocenił Kszczot.

Podopieczny Zbigniewa Króla przyznał, że "z tyłu głowy jest gdzieś to złoto", i nie miał tylko na myśli "swojego".

- Celem na ten sezon jest olimpijski finał, ale bardzo bym się cieszył, gdyby udało mi się obronić tytuł, co chyba nie zdarzyło się nikomu w historii tej imprezy od 1996 roku. Jest też z tyłu głowy to pierwsze polskie złoto zdobyte na tym stadionie w rzucie dyskiem przez Halinę Konopacką w igrzyskach 1928 roku - dodał.

Mistrz Europy z Barcelony (2010) Lewandowski długo się wahał, jaki dystans wybrać, bo bardzo dobrze prezentuje się w tym sezonie także na 1500 m. Ostatecznie został przy swojej koronnej konkurencji.

W drugiej rozgrywanej w czwartek serii zajął drugie miejsce czasem 1.50,32. Przegrał jedynie z Brytyjczykiem Elliotem Gilesem - 1.50,31, ale Polak od początku do końca kontrolował bieg.

- Spoglądaliśmy na siebie, ale lokata pierwsza czy trzecia nie miała znaczenia. Celem na dziś był półfinał przy jak najmniejszym nakładzie sił. Biegłem spokojnie, swoim tempem, może aż za swobodnie. Zaatakowałem wcześniej, aby nie ryzykować jakiejś kolizyjnej sytuacji przed metą. Na ostatniej prostej trzy razy trochę hamowałem i przyspieszałem, aby mieć rywali pod kontrolą - zrelacjonował Lewandowski.

Jak podkreślił, "nie napina" się w sposób szczególny. - Amsterdam jest po drodze do Rio de Janeiro. Byłoby z pewnością fantastycznie, gdyby kibice zobaczyli dwóch Polaków na podium ośmiuset metrów. A historia lubi się powtarzać... - mówił.

W mistrzostwach Europy w 2010 roku Lewandowski był pierwszy, a Kszczot trzeci. Polaków rozdzielił Brytyjczyk Michael Rimmer, którego w Amsterdamie nie ma.

Półfinały 800 m zaplanowane są na piątek na godz. 18.35.

Marika Popowicz-Drapała (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) z 14. czasem awansowała do półfinału biegu na 100 m.

Polka w swoim biegu eliminacyjnym była czwarta z czasem 11,61. Zwyciężyła Włoszka Gloria Hooper - 11,40.

Wśród zawodniczek, które wywalczyły awans, Popowicz-Drapała uzyskała 14. wynik. Najszybsza w eliminacjach była Niemka Rebekka Haase - 11,23, drugi rezultat miały Cypryjka Ramona Papaioannou i Holenderka Naomi Sedney - po 11,36.

Dwanaście najlepszych sprinterek nie startowało w kwalifikacjach, walkę rozpoczną od półfinałów.

Półfinały rozpoczną się w piątek o godz. 19.15.

Maria Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki) i Marcelina Witek (SKLA Sopot) nie wystąpią w finale rzutu oszczepem.

Wymaganą odległością było 60 m lub miejsce w "12" najlepszych eliminacji.

Mistrzyni Europy juniorek Andrejczyk startowała po raz drugi w seniorskiej imprezie. Tym razem zajęła 13. lokatę wynikiem 57,93, do awansu zabrakło jej... 20 cm.

Witek rzuciła 55,03 i została sklasyfikowana na 22. miejscu. Najdalszą odległość zmierzono broniącej tytułu Czeszce Barborze Szpotakovej - 63,73.

Finał rzutu oszczepem kobiet zaplanowany jest na sobotę na godz. 18.45.

Dowiedz się więcej na temat: Lekkoatletyczne ME

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama