Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne HMŚ: Sopot zbiera same pochwały

Zawodnicy, trenerzy oraz kibice ze wszystkich stron świata byli zachwyceni Sopotem oraz organizacją halowych mistrzostw globu. "Jestem oczarowany tym miejscem" - przyznał amerykański lekkoatleta Ashton Eaton.

Rekordzista świata w siedmioboju zauroczony był miastem, organizacją i gościnnością Polaków.

Reklama

"Nie można niczego zarzucić. Wszystko było idealnie przygotowane. Nie było żadnych niedociągnięć, a te w trakcie siedmiu konkurencji zazwyczaj się zdarzają. Wszystko przebiegło sprawnie. Wielki komplement dla polskiej publiczności - reagowali fantastycznie" - powiedział Eaton, który w Sopocie wywalczył złoty medal.

On sam spędził parę godzin na sopockim molo, rozdając autografy i pozując do zdjęć z przypadkowymi przechodniami.

"Nigdzie chyba nie jestem tak rozpoznawalny. Jestem w szoku, bo wybrałem się na zwykły spacer, a tu coś takiego" - mówił zdziwiony.

Również inni lekkoatleci, którzy stanęli na starcie trzydniowej imprezy byli zachwyceni organizacją i klimatem panującym w Sopocie.

"Bardzo mi się podobało i z żalem wylatuję. Chciałabym kiedyś tu wrócić, ale wiem, że będzie bardzo trudno. Może kiedyś, jak będę już na sportowej emeryturze" - zastanawiała się płotkarka Sally Pearson.

W Ergo Arenie Australijka została wicemistrzynią świata. Liczyła na więcej, ale i tak narzekać nie miała zamiaru.

"Ze sportowego punktu widzenia oczywiście jest trochę żalu, ale organizacyjnie wszystko było przygotowane perfekcyjnie. Nie było żadnych niedociągnięć, które rzucałyby się w oczy. Sopot również mi się bardzo podobał, a w sobotę wieczorem, gdy poszłam na spacer, byłam w szoku, że jest tyle ludzi na ulicach" - wspomniała.

Zwłaszcza spodobały jej się okolice mola. "To bardzo urokliwe miejsce. Cieszę się, że była ładna pogoda i mogłam z tego skorzystać" - dodała.

Na pytanie, czy Polacy sprawdzili się jako organizatorzy, odpowiedziała: "Zdecydowanie tak".

Pod wrażeniem byli także przedstawiciele miast, którzy zorganizują kolejne edycje halowych mistrzostw świata - amerykańskie Portland (2016) i brytyjskie Birmingham (2018).

"Możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu w Sopocie jest dla nas bardzo cenna nie tylko dlatego, że mogę odwiedzić po raz pierwszy to niebywale urokliwe miasto, ale też z powodu możliwości podpatrzenia rozwiązań, które będziemy mogli wykorzystać, gdy to my będziemy organizatorem podobnego wydarzenia w 2016 roku" - skomentował Vin Lananna, szef delegacji z Portland.

Chwalił przede wszystkim samą Ergo Arenę.

"Naszą uwagę szczególnie zwróciła podniesiona bieżnia, bardzo nam się podoba to rozwiązanie. Zabieg ten nadał całej arenie teatralnego znaczenia, zwłaszcza zawodnicy, którzy wychodzą jakby spod ziemi. Zastanawiamy się nad zastosowaniem tego rozwiązania" - dodał.

Także Niels de Vos z British Athletics z Birmingham przyznaje, że największe wrażenie zrobił na nim sam obiekt.

"Pierwszy raz widzę taką bieżnię. Jest niesamowita. Tym, co nas szczególnie interesowało od strony organizacyjnej jest recepta na sprawne przeprowadzenie systemu akredytacji. Nasza reprezentacja, która liczyła 38 zawodników, była jedną z najliczniejszych, mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze, że w Sopocie wszystko przebiegało wzorowo. Płynność, szybkość, skuteczność i ogromna klasa - tego chcielibyśmy się od was nauczyć" - przyznał.

W ciągu trzech dni rozdano 26 kompletów medali. Po trzy krążki sięgnęli Polacy - złoty w skoku wzwyż zdobyła Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok) i dwa srebrne w biegu na 800 m - Angelika Cichocka (ULKS Talex Borzytuchom) i Adam Kszczot (RKS Łódź).


Dowiedz się więcej na temat: Halowe MŚ w lekkoatletyce | Ashton Eaton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje