Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne HMŚ - Justyna Święty: Nie spodziewałam się finału

- Jestem niezwykle szczęśliwa, że udało mi się dotrzeć do finału. To mój życiowy sukces - powiedziała Justyna Święty, zawodniczka AZS AWF Katowice, która awansowała do finału 400 m podczas halowych MŚ w lekkoatletyce.

Po swoich występach w 15. halowych mistrzostwach świata w Sopocie polscy lekkoatleci powiedzieli:

Justyna Święty (AZS AWF Katowice, awansowała do finału 400 m): - Jestem niezwykle szczęśliwa, że udało mi się dotrzeć do finału. To mój życiowy sukces, aczkolwiek nie przypuszczałam, że w Sopocie zajdę tak wysoko. Ten awans komplikuje trochę sprawę naszej sztafety, bo zmęczenie dodatkowymi startami się nawarstwia. Bardzo przytomnie zachowałam się przy upadku Czeszki. To wydarzyło się tuż przede mną, a ja zdążyłam odpowiednio zareagować. Wydaje mi się jednak, że w finale bardzie mi niezwykle trudno poprawić rekord Polski.

Reklama

Karolina Tymińska (SKLA Sopot, ósma w pięcioboju): - Jest mi wstyd za to, co się stało. Od samego początku nie układało się tak, jak zakładałam. We własnej hali, przed własną publicznością poniosłam porażkę. Kolejny raz... Nie wiem, co będzie dalej, będę musiała to przedyskutować z trenerem Michałem Modelskim. Wiem, że w przygotowaniach nie wszystko było tak, jak powinno być.

Remigiusz Olszewski (OŚ AZS Poznań, awans do półfinału 60 m): - Zdecydowanie zaspałam na starcie. Z kolei rywale od pierwszych metrów rozpoczęli w mocnym tempie, utrzymali je na dystansie i w tej sytuacji nie byłem w stanie z tego biegu wiele wyciągnąć. Starałem się jeszcze dogonić Chińczyka, żeby awansować do półfinału z trzeciej pozycji. Nie udało się, ale na szczęście uzyskany wynik zapewnił mi kwalifikację. Dałem plamę, aczkolwiek nadal uważam, że finał jest w moim zasięgu.

Dariusz Kuć (SL WKS Zawisza Bydgoszcz, awans do półfinału 60 m): - Eliminacyjne serie pokazały, że w Sopocie trzeba biegać szybciej niż na poprzednim mistrzostwach świata w Stambule. Cieszę się, że poprawiłem rekord życiowy i awansowałem do półfinału. Mam nadzieję, że w sobotę pobiegnę na zbliżonym poziomie i znajdę się w finale. Wydaje mi się, że mam jeszcze rezerwy. Na ostatnich metrach z reguły zawalam i teraz było podobnie. Niestety, niepotrzebnie się spinam i tracę przez to cenne ułamki sekund. W tym biegu moją mocną stroną był natomiast start. W finale mistrzostw Polski ten element zdecydowanie mi nie wyszedł i przez dwa tygodnie intensywnie myślałem, jak go poprawić.

Danuta Urbanik (KKS Victoria Stalowa Wola, odpadła w eliminacjach 1500 m): - Jestem bardzo rozczarowana. Na podstawie wyników uzyskiwanych w tym roku liczyłam, że uda mi się wywalczyć awans do finału. Nie jestem natomiast rozczarowana swoją postawą. Walczyłam bowiem do ostatniego metra i dałam z siebie wszystko. Nie popełniłam większych błędów tylko zabrakło mi sił. Chciałam spokojnie przebiec tysiąc metrów, a następnie przyspieszyć. Zgodnie z założeniem ruszałam, ale 200 metrów przed metą miałam niezłą +bombę+. Czasami o sukcesie decyduje dyspozycja dnia. Widocznie to nie był mój dzień.

Katarzyna Broniatowska (AZS AWF Kraków, odpadła w eliminacjach 1500 m): - Nie wiem co się ze mną stało. Ze swoim najlepszym tegorocznym wynikiem bez problemu awansowałabym do finału, tymczasem w tym biegu nie miałam mocy. Wydawało się, że wszystko jest w porządku i najlepsza forma przyjdzie na mistrzostwa świata. Przygotowania były bez zakłóceń, bo ze startu na start poprawiałam rekordy życiowe. Może niepotrzebnie wdałam się w przepychanki, przez które straciłam sporo sił, bo kiedy trzeba było przyspieszyć stanęłam. Przed startem denerwowałam się bardziej niż w halowych mistrzostwach Europy w Goeteborgu, bo oczekiwania wobec mnie były większe, a i sama wyżej zawiesiłam sobie poprzeczkę. Nie chcę się jednak tłumaczyć psychiką. Gdyby było to, co powinno być w nogach, to głowa w niczym by nie przeszkodziła.

Łukasz Parszczyński (KS Podlasie Białystok, odpadł w eliminacjach 3000 m): - Nie oszukujmy się. Mój rekord Polski uzyskany podczas mistrzostw kraju to na tym dystansie nie jest zbyt dobry wynik. Poza tym w Sopocie konkurencja była niezwykle silna, bo na 3000 metrów zdecydowali się wystartować także zawodnicy, którzy biegają zazwyczaj na dłuższych dystansach. Nie jest to też moja koronna konkurencja, bo biegam głównie 3000 m z przeszkodami i do tych mistrzostw specjalnie się nie szykowałem. Forma przyszła niespodziewanie sama, dlatego postanowiłem przedłużyć sezon halowy i sprawdzić się w tej imprezie. Rywale, którzy przygotowywali się do tych mistrzostw, byli ode mnie lepsi, chociaż liczyłem, że jeśli bieg ułoży się po mojej myśli, zdołam awansować do finału.

Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław, odpadł w półfinale 400 m): - Drugi tor nie był dla mnie najlepszy, bo trudno mi się biegło po pierwszym i drugim łuku. W dodatku przy zejściu do bieżni byłem potrącany od tyłu, zahaczyłem też kolcami i zostałem wytrącony z rytmu. Nie tyle zwolniłem, ile wręcz zatrzymałem się i później nie byłem już w stanie dogonić rywali. Przed startem czułem się dobrze i podobnie jak w eliminacjach chciałem szybko pobiec pierwsze okrążenie, ale nie udało się zrealizować tej taktyki. Bardziej niż o awansie do finału myślałem po cichu, że uda mi się uzyskać w Sopocie dobry wynik. Tego też zabrakło. Po piątkowych startach czuję spory niedosyt i mam nadzieję powetować sobie to niepowodzenie w sztafecie.

Urszula Bhebhe (AZS AWF Warszawa, odpadła w eliminacjach 60 m ppł): - Bardzo się cieszę, że udało mi się zadebiutować w mistrzowskiej imprezie przy własnej publiczności. To coś szczególnego. Tym bardziej że zdołałam także poprawić rekord życiowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje