Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne HME. Majewski: o zwycięstwie Haratyka zdecydowała rozgrzewka

Zdaniem dwukrotnego mistrza olimpijskiego Tomasza Majewskiego piątkowe zwycięstwo Michała Haratyka w pchnięciu kulą w halowych mistrzostwach Europy w Glasgow rozstrzygnęło się na rozgrzewce. "Wtedy pchnął ok. 21,80 i zmroził rywali" - ocenił wiceprezes PZLA.


Reklama

Haratyk został w Glasgow halowym mistrzem Europy w pchnięciu kulą. Złoty medal zapewniła mu już pierwsza próba, w której uzyskał 21,65 m, co jest jego rekordem życiowym i najlepszym w tym sezonie wynikiem na Starym Kontynencie.

26-letni zawodnik Sprintu Bielsko-Biała, ubiegłoroczny mistrz Europy na stadionie i rekordzista kraju, został trzecim Polakiem, który triumfował w HME w tej konkurencji. W 2009 roku w Turynie najlepszy był dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski, a dwa lata temu w Belgradzie Konrad Bukowiecki, który w Glasgow nie przebrnął eliminacji.

"Wczorajszy konkurs był świetny. Zwycięstwo Michała nie było ani przez moment zagrożone. To w końcu przypominało to, co prezentował w poprzednim sezonie. Naprawdę była to piękna wygrana. Haratyk pokazał, że w Europie jest zdecydowanie najlepszy" - ocenił Majewski, które obecnie jest wiceprezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Zdaniem dwukrotnego mistrza olimpijskiego piątkowy konkurs rozstrzygnęło pchnięcie rozgrzewkowe.

"Wtedy Michał pchnął 21,80 w bardzo spokojny sposób. Innym chłopakom zmiękły nogi, bo zrozumieli, że to na tych odległościach będzie się wszystko rozstrzygało. Potem pięknie otworzył finał, ustawił go pod siebie. Nie spoczął na laurach, dalej pchał daleko. Szkoda, że palił, ale pokazywał moc. Wielkie brawa" - podkreślił Majewski.

Haratyk wyprzedził Niemca Dawida Storla - 21,54 oraz Czecha Tomasa Stanka - 21,25. Majewski podkreślił, że medale mistrzostw Europy są fajne, ale on życzy Haratykowi stawania na podium światowych imprez.

"To jest najważniejsze. Rywale nie śpią. Będą bardzo mocni i będą pchali bardzo daleko. Poziom pchnięcia kulą jest kosmiczny, najwyższy w historii. Gdy myśli się o medalach, trzeba myśleć o 22 metrach pchanych w miarę regularnie" - dodał Majewski

Oceniając występy innych zawodników pierwszego dnia halowych mistrzostw Europy w Glasgow przyznał, że nie jest zbyt różowo.

"Zaczęliśmy fajnie, bo złotym medalem, ale nie wszystkim udało się przejść eliminacje. Mieliśmy też kontuzje. Adrian Świderski (WKS Śląsk Wrocław) zepsuł się na rozgrzewce. Wielka szkoda, bo z nadziejami podchodziliśmy do jego startu w trójskoku. Karol Zalewski (AZS AWF Katowice) nie wystartował w półfinale przez kontuzje, która złapał w eliminacjach. Miejmy nadzieję, że do niedzieli - do ostatniego akcentu tych mistrzostw, czyli sztafety 4x400 m się wykuruje" - mówił Majewski.

Przyznał, że trochę rozczarowali polscy 800-metrowcy - Mateusz Borkowski (RKS Łódź) i Michał Rozmys (UKS Barnim Goleniów). "To czwarty i piąty zawodnik ME z Berlina i liczyliśmy na ich awans do finału" - dodał.

Wiceprezes PZLA jest za to bardzo zadowolony z eliminacyjnego występu kulomiotki Klaudii Kardasz (Podlasie Białystok).

"Trudno będzie w niedzielę o medal, bo rywalki pokazują, że żeby stanąć na podium trzeba będzie pchnąć 19 metrów. W eliminacjach był thriller. Po dwóch nieudanych próbach postawiła wszystko na jedną kartę i ustanowiła rekord życiowy. Skończyła czwarta i może zostać na tej pozycji. Życzę jej jednak oczywiście medalu. Może pójdzie dalej za ciosem i jeszcze poprawi rekord życiowy (18,63 - PAP)? Zobaczymy" - powiedział Majewski.

Z Glasgow - Tomasz Więcławski 



Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Majewski | Michał Haratyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje