Reklama

Reklama

​Lekkoatletyczne HME. Haratyk: Po to trenuję, aby pchać regularnie

"Po to trenuję, aby pchać regularnie. Gdyby było inaczej, to jak mam eliminacje rano, a finał po południu, to byłoby chybił trafił" - powiedział po eliminacjach obrońca tytułu Michał Haratyk. Kulomiot jest głównym kandydatem do złota halowych mistrzostw Europy w Toruniu.

Haratyk wystąpi w wieczornym finale pchnięcia kulą. Lekkoatleta KS Sprint Bielsko-Biała jako jeden z dwóch zawodników przekroczył kwalifikacyjną odległość 21 m. Odpadł Jakub Szyszkowski (WKS Śląsk Wrocław).

Polak broni tytułu i w eliminacjach potwierdził wysoką dyspozycję. W pierwszej próbie miał 20,64, a w drugiej 21,02 i do kolejnej nie podszedł. Jedynie Portugalczykowi Francisco Belo udało się uzyskać lepszą odległość - 21,04. To także jego rekord życiowy.

"Jestem zadowolony z porannego pchania. Musiałem się nieco przyzwyczaić do koła, bo jest nieco inne. Jest jednak ok" - mówił Haratyk.

Pytany, czy słyszał głos spikera, gdy ten mówił, że jest obrońcą tytułu, zaprzeczył.

"Na dole nic nie słychać. Trochę muzyka, gdy dadzą głośniej, przerywa tę ciszę. Praktycznie zawsze tak mamy, że eliminacje są rano, a wieczorem finał. Nie mamy na to wpływu. Robimy, co musimy. Nie ma dla mnie znaczenia, że jestem liderem europejskich tabel. Nie obchodzi mnie to" - dodał Haratyk.

Przed halowymi mistrzostwami Europy obrońcy tytułu "udało się ogarnąć trochę spokoju".

"Jestem spokojny i zobaczymy, co będzie. Kwalifikacje są zawsze takim sprawdzianem, czy ktoś się spali psychicznie, czy też nie. Nie miałem do tego daleko, ale udało się ogarnąć. Ja tak trenuję, aby być stabilnym. Nie po to, aby raz było 22,32, a potem 19,50. Chodzi o regularność. To jest najważniejsze. Gdy mamy tak jak dziś starty jednego dnia, to co potem? Chybił trafił, kiedy wyjdzie?" - przekonywał reprezentant Polski.

Nie chciał prognozować, czy jego rekord życiowy będzie po finale rozpoczynał się od cyfry 22. "Zobaczymy po finale" - rzucił z uśmiechem.

Wśród najgroźniejszych rywali do złota wymienił Czecha Tomasa Stanka, Chorwata Filipa Mihaljevicia i Portugalczyka Francisco Belo.

"To są mistrzostwa Europy. Ludzie się do nich specjalnie szykują. Mogą być życiówki" - powiedział.

Finał zaplanowany jest na godz. 20.35.

Halowe mistrzostwa Europy w Toruniu potrwają do niedzieli. W ostatnich dwóch edycjach reprezentacja Polski wygrywała klasyfikację medalową.

autor: Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje