Tydzień temu Anastazja Kuś nie chciała biegać w Chorzowie na 300 metrów - liczyła na start na dystansie 400 metrów, na którym wcześniej zdobyła tytuł juniorskiej mistrzyni świata. Sęk w tym, że w Eugene sprowadziła swój rekord życiowy do czasu 51.06 s, a praktycznie wszystkie uczestniczki tego biegu w Chorzowie biegały w tym sezonie poniżej 50 sekund. Oprócz Salwy Eid Naser, która po słabszym występie w połowie maja w Chinach, wróciła teraz z przytupem. W memoriale Kamili Skolimowskiej uzyskała czas 49.57 s, dziś w Brescii - już 49.27 s.
Nasza młoda sprinterka z Olsztyna miała pecha, bo bieg na Stadionie Śląskim był ostatnim, z którego punkty liczyły się do rankingu DL w kontekście awansu do finału cyklu. I chciały w nim wystąpić te najlepsze zawodniczki na świecie.
19-latka ostatecznie nie zdecydowała się na przyjazd do Chorzowa, nie przyjęła zaproszenia do rywalizacji na 300 metrów, m.in. obok Lurdes Glorii Manuel. A to mógł być jej pierwszy indywidualny występ od owego złota w Eugene. Wcześniej, w Birmingham, zaliczyła dwa biegi w sztafecie kobiecej 4x400 metrów - w mistrzostwach Europy.
Ten występ w końcu nastąpił - w memoriale Zbigniewa Ludwichowskiego w jej rodzinnym Olsztynie. Też na niecodziennym dystansie.
Memoriał Zbigniewa Ludwichowskiego. Trzy reprezentantki Polski z Birmingham w jednym biegu
Zmarły pięć lat temu Zbigniew Ludwichowski był trenerem wybitnym - nie tylko w kontekście olsztyńskiej lekkoatletyki, ale i ogólnopolskiej. W niedzielę głównym punktem programu był bieg na 150 metrów z udziałem Karola Zalewskiego, wychowanka trenera Ludwichowskiego, mistrza olimpijskiego z Tokio. Zalewski tym samym kończył karierę.
Wcześniej zaś odbył się kobiecy bieg na tym dystansie, także szczególny dla Anastazji Kuś. Zawodniczki, którą wciąż współprowadzi wdowa po trenerze Bronisława Ludwichowska.

Kuś zdecydowała się na rywalizację na 150 metrów - rzadko spotykanym podczas zawodów, choć czasem wykorzystywanym dla zwiększenia atrakcyjności imprez. Tak zrobili m.in. organizatorzy prestiżowego mityngu w Ostrawie - a Noah Lyles uzyskał najlepszy czas w historii - 14.67 s. Bo tak formalnie się go nazywa, choć oczywiście wybitny Amerykanin biegał z tabliczką "rekord świata".
Dziś w biegu, w dobrej pogodzie i przy sprzyjającym wietrze (+1,0 m/s) też padł rekord kraju, choć oficjalnie będzie nazywany "najlepszym wynikiem". Do tej pory należał do Natalii Bukowieckiej, która dwa lata temu przebiegła 150 metrów właśnie w Olsztynie w 17.24 s. Wtedy kończyła sezon, który dal jej złoto w ME i olimpijski brąz.
Kuś nie była jednak w stanie walczyć o zwycięstwo - klasą popisała się Nora Lindahl - zawodniczka urodzona w Luksemburgu, reprezentująca Szwecję, choć za półtora roku będzie już mogła występować jako Finka. Przebiegła ten dystans w 16.68 s. Ścigała ją Kryscina Cimanouska, brązowa medalistka z Birmingham w sztafecie 4x100 metrów.
I to właśnie ona poprawiła rekord Bukowieckiej - teraz wynosi on 16.81 s. Szybsza była też Magdalena Stefanowicz, kolejna z medalistek ME. Dla niej 17.03 s to nowy rekord życiowy.
A Kuś zakończyła bieg na szóstej pozycji, tym razem specjalistka od 400-metrów okazała się słabsza od zawodniczek, które lepiej radzą sobie na 100 czy 200 metrów. Jej 17.51 s nie jest rekordem kraju U-20, szybciej biegała już rok temu Wiktoria Gajosz.














