Reklama

Reklama

Kuć o dopingu czołowych sprinterów: To od dawna wisiało w powietrzu

Jeden z najlepszych polskich sprinterów ostatnich lat Dariusz Kuć był zszokowany po informacji o stosowaniu dopingu przez największe lekkoatletyczne gwiazdy, m.in. Tysona Gaya i Asafy Powella, ale przyznał: - To wisiało w powietrzu od dawna - przyznał jednocześnie.

- Oczywiście po takiej informacji człowiek jest zszokowany, wzburzony, ale i smutny. Przecież ja tych gości całkiem nieźle znałem. Zawsze byli w porządku. Nie to, co Usain Bolt - rekordzista świata, pewny siebie. To byli skromni zawodnicy, którzy byli naprawdę spoko. Jakoś ciągle miałem nadzieję, że są czyści - powiedział Kuć.

Reklama

Zawodnik SL WKS Zawisza Bydgoszcz już przed mistrzostwami świata w Daegu w 2011 roku podejrzewał, że coś jest nie tak. - Dostaliśmy informację, że w wiosce będą tworzone paszporty biologiczne. Okazało się nagle, że Powell ma kontuzję i nie zameldował się tam, gdzie wszystkie ekipy. Ciągle informacje były sprzeczne. Ostatecznie w imprezie w ogóle nie wystartował, ale spekulacji nie brakowało - przyznał Kuć.

Dlatego też bardziej zaskoczony był informacją o Gayu. Trzykrotny mistrz świata z 2007 roku od dziewięciu lat bierze udział w akcji promującej czysty sport. - Byłem prawie pewny, że nie bierze zakazanych środków. Wypowiadał się nawet, że własna matka, by go zabiła za takie oszustwa. A tutaj raptem dowiadujemy się, że jest jednym z dopingowiczów. Jedynym pozytywnym aspektem tej sytuacji jest świadomość, że jednak nikt nie jest bezkarny. To sygnał, że takie rzeczy dzieją się masowo, ale i sygnał, że jest sposób na wykrycie - dodał Kuć.

Polski sprinter uważa, że nie ma takiej możliwości, by jego rywale z bieżni nie wiedzieli, co biorą, a tłumaczenia, że ktoś wręczył komuś zakazany środek, nie informując go o tym, nie docierają do niego. - Tak wszyscy mówią. Zresztą nie ma sensu rozpatrywać tego w takich kwestiach. My od najmłodszych lat jesteśmy uczuleni na to, że w żadnym wypadku nie możemy połykać, czy w inny sposób przyjmować substancji, których nie jesteśmy w stu procentach pewni. To wiedzą wszyscy i nie ma prawa być takich wymówek - zaznaczył Kuć.

Mimo wszystko drugi najszybszy Polak w historii (jego rekord życiowy wynosi 10,15, a lepiej biegał jedynie Marian Woronin - 10,00) byłby ostrożny z dożywotnimi dyskwalifikacjami.

- Nie można do jednego worka wrzucać tych sportowców, co na imprezie zapalą sobie marihuanę i tych, co przyjmują sterydy. Powinna być po prostu stworzona lista twardych i miękkich środków, a one byłyby inaczej karane. Może teraz dojść na przykład do sytuacji, że mistrzem świata zostanie zawodnik, który już raz był złapany na stosowaniu dopingu. Chociażby Justin Gatlin obecnie biega szybciej niż przed tym jak został pozytywnie testowany. Na treningach, pod wpływem tych środków, był w stanie zrobić znacznie większą pracę niż inni. I co z tego, że teraz może być czysty? On zawsze będzie krok przed nami - skomentował podopieczny Jacka Lewandowskiego.

Kuć uważa, że to nie jest koniec skandalu. Będą kolejni zawodnicy złapani, ale sam nazwisk nie chciał wymieniać. - Na szczęście czysty jest Usain Bolt. Sześciokrotny mistrz olimpijski to ikona Królowej Sportu. Myślę, że jego wpadka oznaczałaby, że cały świat odsunąłby się od lekkoatletyki - ocenił.

Mistrz kraju na 100 m od piątku będzie walczyć w Toruniu o obronę tytułu i zapewnił, że w Polsce na pewno nie dojdzie do takich skandali. - Osobiście nigdy w życiu nie miałem styczności z dopingiem. Nikt mi niczego niedozwolonego nie proponował i na pewno też bym nie skorzystał. Na Jamajce czy w Stanach Zjednoczonych jest całkiem inny świat. Tam zawodnicy od juniora mają styczność z zakazanymi środkami i niektórzy nawet z nich korzystają - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | Dariusz Kuć | Tyson Gay | Asafa Powell | doping w sporcie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje