Reklama

Reklama

Kszczot nie chciał biegać, bo nie lubił się męczyć

Początki sportowej kariery mistrza Polski i brązowego medalisty mistrzostw Europy z Barcelony na dystansie 800 m Adama Kszczota były trudne, bowiem w młodości nie chciał biegać. Nie lubił się męczyć...

Pochodzący z Konstantynowa - bardzo małej wioski w województwie łódzkim (pomiędzy Piotrkowem a Tomaszowem), zawodnik RKS Łódź pierwszy poważny sukces odniósł w halowych mistrzostwach świata w marcu tego roku - w stolicy Kataru wywalczył brązowy medal.

Wcześniej zdobył m.in. brąz mistrzostw Europy juniorów w Hengelo w 2007 roku, a w mistrzostwach świata juniorów w Bydgoszczy 2008 uplasował się na czwartej pozycji. Czwarty był również w halowych mistrzostwach Europy w Turynie 2009.

W młodości Kszczot nie chciał biegać. Miał problemy z kolanami, nie lubił zmęczenia związanego z tą konkurencją. Wolał piłkę nożną, jednak chętnie uczęszczał na wszystkie szkolne SKS-y. Bieganie zaczynał od międzyszkolnych zawodów przełajowych. Nauczyciel wychowania fizycznego Rafał Marszałek, zauważywszy średniodystansowy potencjał ucznia, skontaktował go z trenerem Stanisławem Jaszczakiem.

Do regularnego uprawiania biegania musieli namówić go rodzice i nauczyciel, sam bowiem nie był przekonany. Poświęcenie się lekkiej atletyce nie było łatwe - wymagało przeprowadzki do Łodzi, a pochodzącego z małej wioski Kszczota duże miasto nie interesowało. Poszedł jednak do łódzkiego liceum i zaczął trenować, już pod okiem Jaszczaka. Na 800 m zadebiutował, mając 16 lat, w lidze juniorów.

Adam Kszczot ma dwie siostry. Rodzice prowadzą gospodarstwo rolne, matka uczy matematyki w szkole. W młodości medalista ME wspierał rodzinę w pracy na roli, co niekorzystnie odbiło się na jego zdrowiu. Pomagając bowiem na polu, chciał dorobić - dojeżdżał do Piotrkowa i dodatkowo pracował. Na skutek wysiłku uszkodził sobie stawy kolanowe i stąd wzięły się późniejsze kontuzje.

Pojawiły się trudne chwile, zawodnik chciał nawet rzucić bieganie, właśnie przez bóle po treningach i startach. Dodatkowo ciężko mu było w Łodzi. Zdarzały się momenty, kiedy nie mógł wytrzymać mieszkania w bursie. Jednak dzięki wsparciu rodziny Kszczot się nie poddał.

Obecnie łączy sport ze studiami stacjonarnymi na Politechnice Łódzkiej na kierunku zarządzanie inżynierskie. Pytany o plany na przyszłość zapewnia, że jeżeli zdrowie mu pozwoli, to nawet do 30 roku życia będzie trenował, choć bieganie traktuje jako przygodę i sposób na zarobienie pieniędzy.

Po studiach chciałby prowadzić własną działalność gospodarczą. Poza sportem interesuje się PR-em, zarządzaniem zasobami ludzkimi. Pasjonują go również rzeczy związane z elektryką, elektroniką i komputerami. Stara się poznawać jak najwięcej dziedzin, żeby później mieć pole wyboru i znaleźć szczęśliwą dla siebie drogę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje