Reklama

Reklama

Komisja sportu o zabezpieczeniu medycznym imprez masowych

Posłowie sejmowej komisji sportu, którzy we wtorek debatowali nad prawnymi rozwiązaniami w zakresie zabezpieczenia medycznego imprez masowych, nie widzą potrzeby nałożenia obowiązku posiadania zaświadczeń lekarskich przez ich uczestników jako warunku startu.

Jednym z powodów zainteresowania tym tematem była śmierć zawodnika podczas biegu w Warszawie 6 października. Na mecie 10-kilometrowej trasy zasłabł młody mężczyzna, który zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Reklama

Przeciwko postulatom niektórych posłów, aby iść w kierunku wprowadzenia przepisu o konieczności posiadania zaświadczeń lekarskich o zdolności danej osoby do udziału w imprezach masowych, głównie biegach długodystansowych, opowiedzieli się m.in. posłowie Jan Tomaszewski (PiS) i Zbigniew Pacelt (PO).

- Nie dajmy się zwariować. Każda śmierć jest tragedią, a ta podczas biegu w Warszawie została wykorzystana przez media dla ich popularyzacji w myśl zasady im gorzej przedstawione jest jakieś zdarzenie, tym lepiej. Posiadanie zaświadczeń lekarskich przez osoby, które chcą brać udział w imprezach masowych nic nie daje - powiedział były bramkarz piłkarskiej reprezentacji Polski.

Tomaszewski przypomniał tragiczne przypadki utytułowanych sportowców - Kamili Skolimowskiej i Joachima Halupczoka. Mistrzyni olimpijska z Sydney (2000) w rzucie młotem zasłabła podczas treningu zgrupowania lekkoatletów w Portugalii. Zmarła niespodziewanie 18 lutego 2009 roku.

Z kolei wicemistrz olimpijski z Seulu (1988) w kolarskiej drużynowej jeździe na czas, dwukrotny medalista mistrzostw świata (1989) szykował się w lutym 1994 roku do turnieju piłki nożnej halowej w Opolu. Miał tam wystąpić rekreacyjnie jako bramkarz. W czasie rozgrzewki zasłabł i stracił przytomność. Zmarł w drodze do szpitala.

- Skolimowska była badana bardzo często, a Halupczok - chyba jeszcze częściej. I co? Przecież mieli zaświadczenia lekarskie, które dla profesjonalnych sportowców są obowiązkowe. One nie rozwiążą problemu. Skoro w kwietniu podczas maratonu w Bostonie doszło do wybuchu dwóch bomb, w wyniku których zginęły trzy osoby, a prawie trzysta zostało rannych, to co - nie organizujmy już tej imprezy? Nie bierzmy w niej udziału? Upowszechniajmy zdrowotną profilaktykę, zachęcajmy ludzi do dbania o swój organizm, a nie twórzmy barier przed tymi, którzy chcą brać udział w biegach czy innych imprezach rekreacyjno-sportowych - mówił Tomaszewski.

Jego stanowisko poparł Pacelt, były pływak i pięcioboista, olimpijczyk i trener. - Zgadzam się całkowicie z Jankiem. Nie dajmy się zwariować. Śmierć na mecie zawodów w Warszawie została rozdmuchana przez media, które prześcigały się w swych informacjach, często bardzo się różniących. 6 października przez ponad godzinę biegło prawie 15 tys. osób, a pięć tysięcy maszerowało. Ile w tym czasie było zgonów w stolicy? Ile osób zmarło nie wychodząc z domów. Nie pracujmy nad projektem żadnego rozporządzenia, które wprowadzałoby zaświadczenia lekarskie uprawniające do startu.

Tego samego zdania były Dagmara Korbasińska i Barbara Bańczak-Mysiak z Ministerstwa Zdrowia oraz dyrektor Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej Hubert Krysztofiak. Wszyscy opowiedzieli się za działaniami na rzecz promocji zdrowia, zachęcania ludzi do częstszych badań, a przede wszystkim podchodzenia do wysiłku z rozsądkiem.

- Ryzyko zgonu u amatora podejmującego się treningów, często bardzo intensywnych, częstego udziału w biegach długodystansowych, a omijającego gabinety lekarskie, jest większe niż u zawodowego sportowca, który jest systematycznie badany zgodnie z ustawą. Bywa też i tak, że nie rozpoznamy problemu zdrowotnego mimo różnych badań, a uwypukli to dopiero wysiłek fizyczny - powiedział Krysztofiak.

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | biegnij warszawo | Komisja Sportu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje