Reklama

Reklama

Karolina Kołeczek: Najbardziej boję się zmęczenia

Karolina Kołeczek do startu w mistrzostwach Europy w Zurychu podchodzi z odpowiednim dystansem. Z uśmiechem na twarzy nie może się już doczekać rywalizacji z najlepszymi płotkarkami. Liczy, że sama sprawi niespodziankę i mierzy w finał.

Zawodniczka UKS Trójka Sandomierz ma duży potencjał, ale wielu twierdzi, że znacznie większy na 400 m ppł niż 100 m ppł. Ona sama się tylko uśmiecha na taką opinię. Jest rekordzistką Polski młodziczek na 300 m ppł i były przymiarki do tego, by pokonywała płotki na dystansie jednego okrążenia, ale... "boję się zmęczenia. Moja psychika mi na to nie pozwala. To nie dla mnie" - mówi 21-letnia sprinterka.

Jest wszechstronna. Biega, skacze, rzuca, pcha. Startowała w siedmioboju, biegała na różnych dystansach. Najbardziej jednak pokochała płotki, a dzięki nim na razie spełnia swoje marzenia.

Reklama

Występ w rozpoczynających się we wtorek mistrzostwach Europy w Zurychu będzie jej debiutem w tego typu imprezie w kategorii seniora. Startowała już w mistrzostwach Europy i świata juniorów - odpadała za każdym razem w półfinałach.

Od tego momentu studentka krakowskiej AWF zrobiła pod okiem Andrzeja Mirka spore postępy. W tym sezonie pobiegła już poniżej 13 sekund - 12,94. Tak szybko w kraju nie biegała żadna zawodniczka od sześciu lat, a wynik młodej Kołeczek jest 11. wynikiem w historii polskiej lekkoatletyki.

- To, że tak szybko w tej chwili biegam, jest wyłączną zasługą trenera Mirka. Bardzo mu za to dziękuję i... czekam na więcej. Od dziecka współpracuję właśnie z nim - powiedziała.

Nie od razu się jednak wzięła u niej miłość do Królowej Sportu. Najpierw pokochała piłkę nożną.

- Zawsze byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Grałam w piłkę, każdy chłopak chciał mnie mieć w drużynie i w końcu kiedyś w szkole pani wuefistka postanowiła mnie wystawić w zawodach lekkoatletycznych. Od tego wszystko się zaczęło. I nagle się zakochałam. Pomogło na pewno to, że bardzo szybko robiłam postępy - wspomina początki Kołeczek.

Teraz jej ambicje sięgają daleko. Płotkarskim idolem stała się dla niej mistrzyni olimpijska Sally Pearson. - Rewelacyjnie ułożona technicznie. Nie widać, jak pokonuje płotki. Jest dla mnie ideałem do naśladowania - przyznała.

Ona sama mierzy coraz wyżej. - W Zurychu chciałabym znaleźć się w finale. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Forma jest wysoka. Powinno być mocno - oceniła.

Poza sportem ma niewiele czasu, ale uwielbia czytać i tańczyć. - To głównie kryminały, co do tańca, to nie wiem, czy umiem. Lekkoatleci są pospinani, więc różnie to wychodzi - powiedziała.

Jej największym marzeniem jest występ w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. - Do tego dążę i najbardziej mi właśnie na tym zależy - zaznaczyła.

Idealny bieg jeszcze przed nią. Nawet w tym rekordowym dla siebie zauważyła znaczne niedoróbki. - Dużo, dużo błędów w nim popełniłam. Straciłam rytm pod koniec, jest potencjał też w wyjściu z bloków - oceniła.

W Zurychu eliminacje biegu na 100 m ppł zaplanowane są na wtorek. Kołeczek ma 12. wynik w Europie, ale różnice są bardzo niewielkie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje