Kapitalna życiówka Polki, imponujące 770 metrów. 39 setnych od mistrzostw świata
1:59.00 - na tyle World Athletics ustaliło minimum na tegoroczne mistrzostwa świata w Tokio w kobiecym biegu na 800 metrów. Spośród reprezentantek Polski wypełniła je na razie tylko Anna Wielgosz, ale apetyt na to mają inne jej koleżanki z kadry. W tym i Angelika Sarna, która w tym sezonie w Ostrawie już "złamała" granicę 2 minut i zbliżyła się na kilanaście setnych do swojego rekordu życiowego sprzed roku. A we wtorek w Lucernie wyraźnie go poprawiła.

Anna Wielgosz minimum na mistrzostwa świata wywalczyła już kilka tygodni temu, wciąż imponuje formą. W niedzielę z łatwością, po świetnym taktycznie biegu, wygrała zmagania w zawodach World Athletics w Maryslii (2:00.08). Dla niej faktycznym sprawdzianem formy będzie sobotni występ w Diamentowej Lidze - tam zmierzy się z największymi gwiazdami tego dystansu. Jeszcze poza Keely Hodgkinson, która jednak wciąż odczuwa skutki kontuzji.
A za plecami Wielgosz o prawo startu w mistrzostwach świata walczą inne reprezentantki Polski. Angelika Sarna już w tym roku pobiegła 800 metrów poniżej dwóch minut, dokonała tego w Ostrawie, gdy Wielgosz biła własną życiówkę (1:58.69). Młodsza z reprezentantek Polski uzyskała wówczas czas 1:59.77, zaledwie o 14 setnych gorszych od rekordu z Hengelo, z poprzedniego sezonu.
A przecież jest jeszcze Margarita Koczanowa, która najlepiej z nich zaczęła sezon, a później jakby nieco stanęła. Ona też ma apetyt na rywalizację we wrześniu w Tokio.
Znakomity bieg Angeliki Sarny w Szwajcarii. Rekord życiowy, drugi wynik na polskich listach w tym roku
We wtorek Koczanowa i Sarna wystąpiły w mityngach - dwóch różnych. Ta pierwsza zajęła piąte miejsce w Brescii, w zawodach World Athletics Continental Tour - Bronze. Mimo świetnego czasu, 2:00.06, drugiego w karierze. Zabrakło mocy w decydującej części rywalizacji.

Tej mocy zabrakło też Sarnie, na finiszowych kilku metrach wręcz "postawiło" ją w pionie. Tyle że zawodniczka AZS AWF Warszawa była w zupełnie innej sytuacji. Choć ostatecznie kosztowało ją to zwycięstwo i kilka cennych punktów do rankingu.
Sarna wybrała na swój bieg szwajcarską Lucernę - tamtejsze zawody miały wyższą rangę: Silver. Startowała na ósmym torze, razem z prowadzącą bieg w roli zająca Agatą Kołakowską. A na pierwszym torze znalazła się Martyna Galant, która wciąż przeskakuje między 800 i 1500 metrów.
Kołakowska nadała mocne tempo, wręcz szalone (55.87 po 40 metrach). Sarna nie trzymała się w pierwszym szeregu za nią, ale starała się biec przy krawężniku. Gdy Kołakowska zeszła już z toru, Angelika znalazła się za plecami piątej niegdyś w mistrzostwach świata w Eugene Jamajki Natoyi Goule Toppin i Szwajcarki Rachel Pellaud. Wyprzedziła je na łuku, jako pierwsza wpadła na ostatnią prostą.
I pewnie wygrałaby to w imponującym czasie, może nawet z minimum na mistrzostwa świata (1:59.00), gdyby na ostatnich 30 metrach udało się zachować trochę więcej energii. A Sarna już mocno osłabła, co wykorzystała świetnie finiszująca Clara Liberman. Francuzka w Apeldoorn została w marcu halową wicemistrzynią Europy, wtedy przegrała z Wielgosz. A tu Polkę pokonała, właśnie Sarnę.
Liberman uzyskała czas 1:59.25, zaledwie o 7 setnych gorszy od życiówki, ustanowionej niedawno w Tomblaine. Ona też nie ma jeszcze minimum na MŚ.
Polka swój rekord poprawiła wyraźnie - o 24 setne. Teraz to 1:59.39. Galant skończyła bieg dziewiąta - w 2:02.63.







![Koniec pięknej serii Jasmine Paolini. Marta Kostyuk zagra w półfinale Wimbledonu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N0ZC76TNQSRI7-C401.webp)





