Reklama

Reklama

Kamila Lićwinko: Przy 2.10 pewnie poczułabym strach

Kamila Lićwinko jest jednym z najjaśniejszych punktów światowej lekkoatletyki w sezonie 2015. Ubiegłoroczna halowa mistrzyni świata w skoku wzwyż już dwukrotnie pokonywała poprzeczkę zawieszoną na wysokości dwóch metrów i wyżej.

W niedzielę w Moskwie wygrała prestiżowy mityng, skacząc 2.01 m i ustanawiając rekord Polski. Układ: zawodniczka/żona (Kamila) -trener/mąż (Michał Lićwinko) bardzo służy naszej lekkoatletce. Od dwóch lat Kamila skacze znakomicie, choć miewa kłopoty zdrowotne. Ostatnio narzeka na ból stopy, ale ma nadzieję, że nie przeszkodzi jej to w starcie w halowych mistrzostwach Europy, które odbędą się w Pradze w dniach 5-8 marca.

Rafał Bała: Skoki ponad dwumetrowe - spodziewaliście się z Michałem czegoś takiego?

Kamila Lićwinko: - Michał na pewno tak. Cały czas mi mówił, że jestem gotowa na wysokie skakanie. Musiałam się sama do tego przekonać i wiedziałam, że upewni mnie w tym moje dobre skakanie w konkursie. Po Chociebużu już byłam pewna tego, że mogę skakać wysoko i że skakanie dwóch metrów nie jest takie trudne jakby się wydawało.

Jak wyglądał konkurs w Moskwie? Tam wszystko pokonywałaś w pierwszych próbach.

KL: - To był bardzo szybki konkurs, bo na rywalizację kobiet była przewidziana godzina. Później, o 17-stej rozpoczynał się konkurs mężczyzn, więc sędziowie nas poganiali. Ale ja lubię szybkie konkursy, wtedy nie mam czasu na myślenie i stresowanie się. Oddałam dużo mniej skoków niż w Cottbus, razem z próbnymi, ale jestem strasznie wyczerpana. Może dlatego, że to tempo było zabójcze. A na takich wysokościach skoki kosztują dużo więcej energii.

Ten skok na 2.01 też w pierwszej próbie. Musnęłaś poprzeczkę?

- Wydaje mi się, że musnęłam, ale mimo wszystko cieszę się, że zostało...

2.03 też skakałaś. Żeby dać trochę radości kibicom, czy czułaś, że tego dnia jesteś w stanie skoczyć tak wysoko?

- Oddałam tylko jedną próbę. Pierwsze dwie przebiegłam ze względu na to, że chyba wewnętrznie czułam, że nie dam rady. Ale zmobilizowałam się na trzecią próbę. Bardzo się cieszę, że oddałam ten skok, bo wiedziałam, że muszę się przełamać. Jeżeli chcę skakać wysoko muszę oddawać skoki na takich wysokościach. Wiadomo, że na treningu to nie będzie możliwe, bo nie odważę się skakać tak wysoko. Muszę oddawać takie próby na zawodach - cieszę się, że chociaż jedną próbę oddałam.

W Moskwie ustanowiłaś rekord Polski, ale dokonałaś jeszcze jednej wielkiej rzeczy. Pokonałaś faworytkę gospodarzy, Marię Kuczinę, z którą stałaś na najwyższym stopniu podium rok wcześniej, w Sopocie, podczas Halowych Mistrzostw Świata. Czy była taka dodatkowa motywacja, żeby tym razem być pierwszą?

- Nie myślałam o tym, żeby ją pokonać, pokazać, że jednak ja jestem lepsza. Skupiłam się na tym, żeby skakać dobrze. Wiadomo, że gdzieś podświadomie myślałam o tym, że chciałabym wygrać ten konkurs, ale specjalnie nie motywowała mnie rywalizacja z nią. Pokazała, że jest bardzo waleczna. Na 1.97 pierwsze dwie próby miała dosłownie bez szans, a na trzecią się zmobilizowała i udało jej się jeszcze skoczyć 1.99.

Masz problemy ze stopą. Czy te problemy w Moskwie się nasilały? Czułaś bolącą stopę? Co dalej? To jest stopa nogi odbijającej.

- Zgadza się. Czułam lekki dyskomfort. Chcę być ostrożna, ze względu na to, że wiem, jak to się skończyło latem. Do tego nie chcę dopuścić...

... powiedzmy, że nie udało się zdobyć medalu mistrzostw Europy.

- Nie udało mi się zdobyć medalu, ale i nie skoczyłam nic przyzwoitego i to chyba jest gorsze niż nie zdobycie tego medalu. Zakończyłam mistrzostwa Europy z wynikiem 1.90, co w ogóle nie jest satysfakcjonujące, w żadnym wypadku. Nie chcę powtórzyć tego błędu, a tam nic złego się nie dzieje. Po prostu noga - prawdopodobnie po tylu latach treningu - jest tak zmęczona, że daje znaki. Badania zostały zrobione, bardzo dokładne.

Nie ma potrzeby operacji?

- Nie. Tam się nic nie dzieje. Po prostu noga jest zmęczona i daje takie znaki. Jestem pod stałą opieką fizjoterapeuty w Białymstoku. Trzymamy rękę na pulsie. Wolę zrezygnować z jednego, czy dwóch startów, żeby jej nie eksploatować, żeby była silniejsza na mistrzostwa Europy, które są najważniejsze.

Nie będziemy Cię widzieli na skoczni w Toruniu, podczas mityngu Copernicus Cup, a zobaczymy Cię prawdopodobnie w halowych mistrzostwach Polski i w halowych mistrzostwach Europy?


- Tak, mam jeszcze w planach dwa starty, ale wszystko się okaże w najbliższym czasie. Jednak na mistrzostwach Polski i mistrzostwach Europy na pewno wystartuję.

Dwa, trzy, cztery lata temu skoki na 1.90 były w Twoim wykonaniu wyjątkowe. Od dwóch lat promieniejesz, to jest 10 centymetrów więcej. Przyczyną tego jest tylko małżeństwo i trening z Michałem Lićwinką, czy uwierzyłaś w siebie, jesteś mocniejsza fizycznie? A może po prostu dojrzałaś, to potrzebne jest każdemu sportowcowi.

- Na pewno wszystkiego po trochu. Przygotowania wyglądają inaczej. No i tutaj duża zasługa Michała, on mnie mobilizuje do ciężkiej pracy. Mówi, że muszę pokonywać swoje słabości, jakieś bariery, które mam w głowie. Tymi barierami jest też zawieszona poprzeczka.

No to na jakiej wysokości poprzeczka jest jeszcze dla Ciebie barierą?

- Trudno powiedzieć... Czuję w środku, że mogę skakać wysoko, ale też nie mogę się podpalać, żeby nie wyszło odwrotnie. No nie wiem, pewnie 2.10 jakby mi powiesili to bym poczuła strach.

Dowiedz się więcej na temat: Kamila Lićwinko | halowe mistrzostwa europy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje