Reklama

Reklama

Kamila Lićwinko: Na razie przegrywam 0:30

Kamila Lićwinko czuje się przygotowana na dwumetrowe skoki wzwyż, ale od 2013 roku nie może przełamać tej wysokości na stadionie. "Dziesięć konkursów, ponad 30 oddanych prób i na razie przegrywam 0:30, ale wiem, że w końcu się uda" - powiedziała halowa mistrzyni świata.

Lekkoatletka Podlasia Białystok ustabilizowała formę. Dawno nie skakała tak równo i regularnie.

"Ale cały czas dwa metry są dla mnie nie do pokonania. Ponad dziesięć konkursów, 30 skoków i na razie przegrywam 0:30. Ale po zeszłym, nie do końca udanym sezonie, nie narzucam na siebie żadnej presji, najważniejsze będą mistrzostwa świata w Londynie. Po nich będę się rozliczać i będę wyciągać wnioski" - zapowiedziała.

Rekord życiowy Lićwinko wynosi 2,02, ale tyle skoczyła w 2015 roku w hali. Na stadionie wielokrotnie uzyskiwała 1,99, ale magicznej granicy dwóch metrów nie udało jej się pokonać. 

Reklama

"Teraz startuję z pełną satysfakcją i radością. Korzystam z tego, że jestem w dobrej dyspozycji, mogę poskakać i postartować. Na razie tego nie rozkminiam. Na treningu oczywiście skupiam się na tym, by poprawić wszystkie błędy techniczne, ale jestem zadowolona z tego, jak to teraz wygląda" - podkreśliła.

Trenująca ze swoim mężem Michałem zawodniczka w pełni oswoiła się już ze skakaniem na 1,97 i 1,99.

"W Sztokholmie na Diamentowej Lidze byłam naprawdę blisko, by pokonać 2,00. Sądziłam, że się uda w Lille w drużynowych mistrzostwach Europy, ale nie czułam się za dobrze. Walczyłam do końca, ale to nie był mój dzień. Cieszy zatem, że nawet przy słabszej dyspozycji udało mi się osiągnąć wartościowy wynik. Wszystko jest zatem na dobrej drodze" - zapewniła.

Dodała też, że na pewno nie traktuje wysokości dwóch metrów jako bariery. Nie myśli o tym w ten sposób, tym bardziej, że w hali udało się skoczyć nawet wyżej.

"Prawdą jednak jest, że moje próby na 2,00 nie wyglądają tak samo jak na niższych, więc pewnie coś jest na rzeczy. To są po prostu kompletnie inne skoki technicznie. Mój występ w Sztokholmie napawa mnie jednak optymizmem, bo widziałam później jak to wyglądało i wiem, że stać mnie w tym roku na wiele. Zwłaszcza że w tej pierwszej części sezonu nie odpuszczaliśmy treningu" - podkreśliła.

Mistrzostwa świata zaplanowane są na 4-14 sierpnia w Londynie. Lićwinko zna Stadion Olimpijski, bo startowała na nim w zeszłym roku w Diamentowej Lidze.

"Bardzo mi się podobał. Robi wrażenie, może nie tak jak ten pekiński, ale i tak jest bardzo fajny. Organizacja była bardzo udana, więc już nie mogę się doczekać" - powiedziała.

Przed decydującą walką o medale czekają ją jeszcze trzy występy - w Diamentowej Lidze w Lozannie (6 lipca), w mityngu w Padwie (16 lipca) i mistrzostwach Polski w Białymstoku (21-23 lipca).

W okresie przygotowawczym - zwłaszcza wiosną - Lićwinko oddała znacznie więcej skoków niż w latach ubiegłych. To także dało jej większą pewność siebie.

"Dzięki temu mam stabilizację, której brakowało. W ubiegłym sezonie merytorycznie byłam zdecydowanie lepiej przygotowana do skakania, ale to się nie zgrywało ze skokami technicznymi. Teraz wróciliśmy na te tory, na których byliśmy dwa lata temu i rzeczywiście wszystko wróciło do normy. Trenerzy - nie tylko mój - uważają, że moje skoki wyglądają najlepiej w mojej karierze" - przyznała.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje