Reklama

Reklama

Kamila kochała Polskę i dom rodzinny

Kamila Skolimowska kochała Polskę i dom rodzinny. Mimo kuszących propozycji z zagranicy i ofert zarobienia pieniędzy, z żadnej nie skorzystała. Jej pozasportowym marzeniem było założyć szczęśliwą rodzinę.

Kiedy w 1999 roku Skolimowska została mistrzynią świata juniorek, Amerykanie zaproponowali jej bezpłatne studia i utrzymanie w College Uniwersytetu Yale (80 tys. dolarów rocznie). Odmówiła. Podkreślała przy tym, że pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze.

"Mimo wielu spekulacji - bardzo ważna rzecz dająca możliwość egzystencji, a jednocześnie świadomość, jak wielu rzeczy nie można kupić" - wyrażała swój stosunek do pieniędzy mistrzyni olimpijska z Sydney (2000) w rzucie młotem.

Pytana kiedyś o ukochane miejsce na Ziemi Skolimowska odpowiedziała: "Mimo iż widziałam wiele pięknych miejsc, moją ostoją jest dom rodzinny. Kocham Polskę i polską kuchnię".

Reklama

W sporcie jej największym marzeniem było "powtórzyć sukces z Sydney", a w planach na przyszłość "założyć szczęśliwą rodzinę". Chciała poznawać życie i - jak mówiła - czerpać z niego to, co najpiękniejsze. Od kilku lat fascynował ją podwodny świat; po sezonie udawała się do Egiptu, oddając się nowemu hobby - nurkowaniu w Morzu Czerwonym.

W grudniu ubiegłego roku - jak się chwaliła - zaliczyła 75 zejść pod wodę. Mówiła o przepięknych widokach, ogromnym żółwiu morskim i innych bajecznych stworzeniach, które widziała wśród raf. Miała także dramatyczne przeżycie. Spotkała się oko w oko z rekinem, ale szybko od niego odpłynęła.

Najmilszym jednak wydarzeniem w jej życiu były minuty spędzone na olimpijskim podium w Sydney, 29 września 2000 roku. Miała wówczas niespełna 18 lat. "Tamten dzień zmienił wszystko" - mówiła w wywiadach. W finałowym konkursie jako jedyna przekroczyła 70 metrów. Złoty medal zadedykowała ojcu.

Urodziła się 4 listopada 1982 roku w Warszawie w bardzo usportowionej rodzinie. Matka Teresa rzucała dyskiem, ojciec Robert podnosił ciężary (mistrz i wicemistrz świata juniorów, szósty w moskiewskich igrzyskach), a starszy brat Robert-junior rzucał dyskiem i pchał kulę.

Kiedy miała 11 lat, ojciec zabrał ją do hali Legii na trening podnoszenia ciężarów. Fachowcy uznali, że ma lepszą od niego technikę i powinna poświęcić się tej dyscyplinie. Jednak wyszło zarządzenie, że uprawiać mogą ją dziewczęta od 15 roku życia.

W szkole podstawowej przy ul. Afrykańskiej, do której chodził mistrz olimpijski Robert Sycz, były dwa profile - wioślarstwo i lekkoatletyka. Skolimowska wybrała wioślarstwo. Startowała w regatach przez dwa lata, od szóstej do siódmej klasy. Grała także w siatkówkę.

W marcu 1996 roku przypadkowo przyszła na Legię, gdzie ćwiczył jej brat Robert. Przypatrywała się jak trenuje (rzucał dyskiem). Gdy dostrzegła oszczep, który leżał na ziemi, zaczęła się nim bawić i przymierzać do rzutu. Nieporadną zabawę zobaczył Zbigniew Pałyszko. Porozmawiał z jej bratem o tym, aby zachęcił siostrę do przychodzenia na zajęcia i by spróbowała swoich sił w młocie.

Początkowo nie bardzo była za tą propozycją, ale spróbowała. Rzuciła na odległość 28 m i nie była przekonana, że jest to konkurencja dla niej. Jednak Pałyszko zdołał ją tak zachęcić, że chodziła na treningi i już w maju, a więc po dwóch miesiącach, pobiła rekord Polski seniorek wynikiem 47,66, mając niespełna 14 lat.

Skolimowska umiejętnie łączyła uprawianie sportu z nauką. W 2005 roku obroniła pracę magisterską na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

W środę, podczas zgrupowania w Portugalii, zasłabła kiedy rozpoczynała rozgrzewkę do treningu siłowego. W drodze do szpitala straciła przytomność i mimo trwającej ponad godzinę reanimacji zmarła.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL