Reklama

Reklama

Joyce Smith. Niegasnąca motywacja zaklęta w głowie biegaczki

Kiedy wygrywała dwie pierwsze edycje maratonu londyńskiego, miała już na karku ponad 40 lat. Dzisiaj, gdy opowiada o bieganiu, jest już ponad 80-letnią kobietą, która twierdzi, że nigdy nie myślała o swoim wieku. Joyce Smith opowiada, jak wygląda jej trening na długo po zakończeniu sportowej kariery.

Udział w biegu maratońskim to dla wielu jedno z wyzwań do odhaczenia na liście rzeczy do zrobienia w życiu. Wielu nakreśla przy tym realny plan do wykonania, ale są też tacy, którzy po stronach za i przeciw widzą zdecydowanie więcej przeszkód, aby spełnić swoje marzenie.

Joyce Smith to jedna z pionierek startujących na królewskim dystansie. Kobiety, które chciały zmierzyć się z tak długą trasą jeszcze wcale nie tak dawno, nie były poważnie brane pod uwagę. Brytyjka na pierwszych mistrzostwach świata w tej konkurencji zajęła dziewiąte miejsce, mając już 46 lat oraz będąc matką dwójki dzieci! Zdobyła też nieformalny tytuł najstarszej biegaczki, startującej na igrzyskach olimpijskich.

Reklama

Dzisiaj, wspominając zwycięstwa podczas dwóch pierwszych edycji maratonu londyńskiego w historii, biegaczka mówi, że wiek był czymś, czym nigdy nie zawracała sobie głowy.

Smith wygrywała na ulicach Londynu w 1981 i 1982 roku kolejno z czasem 2:29:57 (wówczas trzeci wynik na świecie) oraz 2:29:43. Dzięki takim wynikom, aż czterokrotnie ustanawiała rekord Wielkiej Brytanii w maratonie.

Kobieta do teraz może być motywacją dla wielu biegaczy. W wieku 80 lat ponownie postanowiła zacząć biegać. Naszła ją ochota na przypomnienie sobie rutyny treningowej. Nie jest to bowiem zwykłe truchtanie, ale prawdziwy trening, zaplanowany jak na mistrzynię przystało.

Była lekkoatletka trenuje razem ze swoim mężem, dołączając do niego dwa razy w tygodniu. W repertuarze są między innymi stumetrowe odcinki oraz podbiegi, których zadaniem jest wprowadzenie w nawyk podnoszenia kolan wyżej podczas biegu.

"Wykonuję dwie sesje: 30-minutowy cykl stały, 10-sekundową szybką rundę, którą przeplatam z 50-sekundowymi odcinkami łatwiejszego, wolniejszego biegu, łącznie przez pięć minut. To dość trudne" - powiedziała brytyjskiemu "The Telegraph" Joyce Smith.

Kariera biegaczki obfitowała w sukcesy. Na jej koncie są chociażby medale z mistrzostw świata w biegu na 3000 metrów oraz w biegu przełajowym. Stopniowe zwiększanie dystansu stanowiło klucz do jej sportowych osiągnięć.

"Zaczęłam od 800 m, następnie 1500 m, a potem 3000 m. Potem przeniosłem się na maraton. Dlatego biegałem tak długo, ponieważ pojawiło się nowe wyzwanie. Nadal udało mi się zachować formę, mimo że się starzeję" - wyznała 83-latka.

Biegi maratońskie sprzed kilkudziesięciu lat to zupełnie inny krajobraz sportu niż współczesne zawody, które powiązane są z kontraktami sponsorskimi na wielkie sumy. Wówczas kwestie nagród były sprawą drugorzędną. Brytyjka profesjonalnie uprawiała sport, pracując przy tym w firmie kosmetycznej. Jej sytuacja nie była wyjątkiem.

"Kiedy wygrałam swój pierwszy londyński maraton, chcieli wystawić moje zdjęcie w salonie fryzjerskim na Bond Street, ale zostali zdemaskowani. Powiedziano im, że nie mogą tego zrobić, ponieważ reklamy nie są dozwolone w lekkiej atletyce" - wspomniała uczestniczka igrzysk olimpijskich w Los Angeles.

Jej codziennością było łączenie obowiązków sportowca, pracownika oraz matki. Pomocną dłoń wyciągał do niej mąż, a także... bohaterzy "Ulicy Sezamkowej". Dzisiaj żałuje, że nie miała szansy zostać maratonką w wieku 30 lat.

"Starsza córka opiekowała się młodszą. Dziewczyny chodziły do szkoły, a ja wykonywałam pierwszy trening. Kiedy Bryan wracał do domu, robiłam drugą sesję. Kiedy robiłam długie biegi w sobotni poranek, zwykle dzieci siedziały w domu, i oglądając "Ulicę Sezamkową" lub coś w tym rodzaju" - zakończyła Joyce Smith.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama